„Magnifica humanitas”. Dokument poświęcony jest sztucznej inteligencji, godności człowieka, pracy, wojnie i przyszłości świata cyfrowego.
www.mariologiapopular.comWPROWADZENIE
- Wspaniałe człow
ieczeństwo stworzone przez Boga staje dziś wobec decydującego wyboru: wznieść nową wieżę Babel albo budować miasto, w którym Bóg i ludzkość zamieszkują razem. Każde pokolenie otrzymuje w dziedzictwie zadanie nadania kształtu swoim czasom: doprowadzenia do dojrzewania dziejów jako przestrzeni, w której godność każdej osoby będzie otoczona troską, będzie umacniana sprawiedliwość, a braterstwo stanie się możliwe. Nad każdą jednak epoką wisi ryzyko budowania świata nieludzkiego i jeszcze bardziej niesprawiedliwego. Tam, gdzie ludzkości grozi utrata własnego oblicza, my, chrześcijanie, wznosimy oczy ku Bogu, który stał się ciałem, wiedząc, że „misterium człowieka wyjaśnia się prawdziwie jedynie w misterium Słowa Wcielonego”[1]. To wspaniałe człowieczeństwo w Jezusie Chrystusie staje się Drogą, Prawdą i Życiem, otwierając każdemu z nas drogę wzrastania ku pełni. - Oparci na Chrystusie –
żywym kamieniu – doświadczamy potężnego i tajemniczego działania Ducha
Świętego oraz wierzymy, że każdy autentyczny ludzki wysiłek współpracy z
Nim dla osiągnięcia dobra będzie pobłogosławiony przez Ojca niebieskiego,
w którym pokładamy naszą nadzieję. Dlatego możemy z zaangażowaniem włączać
się w te wszystkie inicjatywy, które budują świat bardziej sprawiedliwy, i
możemy wzywać innych do współdziałania z nami na rzecz integralnego
rozwoju każdej istoty ludzkiej. Pragniemy wejść w dialog ze wszystkimi
mężczyznami i kobietami naszych czasów, z którymi dzielimy doświadczenia,
pytania i dążenia ludzkości[2]. Chcemy razem z nimi szukać nowych
dróg ku dobru wspólnemu i ku promowaniu godnego życia dla wszystkich. Taka
postawa dialogu stanowi integralną część powołania Kościoła, ponieważ on –
ustanowiony „w Chrystusie jakby sakramentem (…) wewnętrznego zjednoczenia
z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego” [3] – rozpoznaje w historii
miejsce, w którym Ewangelia stawia pytania ludzkiemu doświadczeniu i mu
towarzyszy.
- W tym duchu Leon XIII
opublikował w 1891 r. Encyklikę Rerum novarum, której 135. rocznicę
z żywą wdzięcznością obchodzimy w tym roku. Tym dokumentem mój umiłowany
Poprzednik dał impuls tej refleksji nad społeczeństwem, ekonomią i
polityką, którą dziś nazywamy „nauką społeczną Kościoła”. A kiedy
niektórzy stawiali zarzut, że Kościół nie powinien trwonić sił na sprawy
doczesne, lecz troszczyć się o głoszenie orędzia życia wiecznego,
odpowiadał on z realizmem i mądrością, iż głoszenie Ewangelii nie może
pomijać konkretnego życia narodów [4]. Od tego czasu minęło wiele
dziesięcioleci, a Magisterium, pasterze, teologowie i wierni nadal
podejmowali refleksję nad kwestiami społecznymi w świetle Ewangelii. Dziś
nauka społeczna Kościoła stanowi dziedzictwo mądrości, w którym
odnajdujemy zasady myślenia, kryteria rozeznawania i osądu oraz konkretne
wskazania do działania. Opiera się ona na Piśmie Świętym i Tradycji, a w
dialogu z naukami pomaga nam trafnie odczytywać wyzwania teraźniejszości,
wskazując drogi właściwe dla przeżywania jasnego świadectwa
chrześcijańskiego, z radością i w służbie światu. Nauka społeczna Kościoła
nie jest statycznym zbiorem pojęć, lecz żywym korpusem prawdy, który
strzeże i interpretuje powołanie ludzkości do życia pełnego i
sprawiedliwego. Do tej żywej tradycji pragnę zatem dołączyć także mój
głos, przyzywając pomocy Ducha mądrości, który od początku zamieszkuje
świat (por. Prz 8, 22–31).
Rzeczy nowe (res novae) naszych
czasów
- O ile Leon XIII mówił w
swoim czasie o „rzeczach nowych” (rerum novarum), o tyle dzisiaj
nie możemy po prostu powtarzać jego cennego nauczania, lecz winniśmy
prosić Boga o mądrość potrzebną do odczytania wielkich tendencji naszych
czasów, w szczególności postępu techniki. W ostatnich latach staje się
coraz bardziej oczywiste, jak szybko i jak głęboko cyfryzacja, sztuczna
inteligencja (AI) i robotyka przekształcają nasz świat. Techniki samej w
sobie nie należy uważać za siłę przeciwstawną osobie ludzkiej; przeciwnie,
jest ona od samego początku wpisana w nasze dzieje jako „działalność
głęboko ludzka, związana z autonomią i wolnością człowieka” [5]. Rozwój technologiczny w ciągu
wieków przyczyniał się do znacznej poprawy warunków życia ludzkości;
zarazem jednak każdy etap postępu ukazywał także dwuznaczne oblicze
narzędzi mogących wyrządzać szkody, jeśli nie są ukierunkowane ku dobru.
Dziś jednak stajemy wobec nowej sytuacji, w której potęga i wszechobecność
rodzących się technologii wnikają w tkankę codzienności, kształtują
procesy decyzyjne i głęboko oddziałują na wyobraźnię zbiorową: „Ludzkość
nigdy nie miała tyle władzy nad sobą samą” [6]. Nowe technologie otwierają horyzont
rozciągający się w kierunkach, których – choć możemy się domyślać – nie
jesteśmy jeszcze w stanie w pełni przewidzieć. To sprawia, że trudniej
jest ocenić ich wpływ oraz długofalowe skutki dla godności osoby i dobra wspólnego.
- Teraz do nas należy, aby z
jasnością umysłu i poczuciem odpowiedzialności podjąć wyzwania naszych
czasów. Konieczne jest przyjęcie odpowiednich narzędzi normatywnych,
zdolnych strzec sprawiedliwości i ograniczać wypaczające skutki władzy
technologicznej. Kwestia ta nie wyczerpuje się jednak w samej regulacji.
Jak przestrzegał Papież Franciszek, trzeba z realizmem pytać, kto dzisiaj
dzierży tę władzę i ku jakim celom ją ukierunkowuje: „Nie możemy jednak
ignorować faktu, że energia jądrowa, biotechnologia, informatyka,
znajomość naszego DNA i inne możliwości, które zyskaliśmy, (…) umożliwiają
tym, którzy posiadają wiedzę – a nade wszystko władzę ekonomiczną, aby ją
wyzyskiwać – niezwykłe panowanie nad całym rodzajem ludzkim i nad całym
światem”[7]. Niegdyś to przede wszystkim państwa
prowadziły i ukierunkowywały innowacje. Dziś natomiast głównymi motorami
rozwoju są podmioty prywatne, często ponadnarodowe, dysponujące zasobami i
zdolnością oddziaływania większymi niż wiele rządów. Władza technologiczna
przybiera zatem nowe oblicze, w przeważającej mierze „prywatne”, a przez
to jest jeszcze trudniejsza do rozeznania, uporządkowania i ukierunkowania
ku dobru wspólnemu.
- Dlatego trzeba podjąć
wspólne rozeznanie, zdolne dotrzeć do duchowych i kulturowych korzeni
dokonujących się przemian. Jeśli bowiem zatrzymamy się jedynie na tym, co
doraźne, ryzykujemy, że o kierunku naszej wędrówki zadecyduje za nas
następujący po sobie ciąg naglących stanów kryzysowych. Przeżywamy obecnie
gwałtowny etap przejścia, „zmianę epoki”, w której – podczas gdy jedni
współzawodniczą o przyszłość nowych technologii, a inni są zaangażowani w
podejmowanie nad nimi refleksji – większość osób pozostaje w oczekiwaniu,
przygląda się z oddalenia i po prostu ma nadzieję, że wszystko ułoży się
dobrze. Właśnie dlatego w naszym sumieniu stajemy przed rozstrzygającymi
pytaniami, których nie można już dłużej uchylać: Dokąd zmierzamy? Ku
jakiemu celowi pragniemy się skierować? Jaki kierunek winniśmy obrać jako
wspólnota ludzka i jako narody?
Dwa obrazy biblijne
- Aby odpowiedzieć na te
pytania i rozeznać, jak odpowiedzialnie odnaleźć się w dobie sztucznej
inteligencji, pragnę przywołać dwa obrazy biblijne: budowę wieży Babel
(por. Rdz 11, 1–9) oraz odbudowę murów Jerozolimy (por. Ne 2–6).
W Księdze Rodzaju opowiadanie o wieży Babel pojawia się u początków
dziejów ludzkości, bezpośrednio po genealogiach synów Noego. Ludzie,
osiedliwszy się na równinie Szinear, postanawiają zbudować miasto i wieżę,
„której wierzchołek będzie sięgał nieba” (Rdz 11, 4). Chcą w
ten sposób zapewnić sobie trwałość i potęgę, a nade wszystko „rozsławić
swoje imię”, lękając się rozproszenia po ziemi. Przedsięwzięcie wydaje się
imponujące: jeden język, jedna technologia, jeden kierunek. Projekt ten
kryje w sobie jednak wielką zasadzkę: jest to dzieło pomyślane bez
odniesienia do Boga, wsparte jednolitością, która usuwa różnorodność i
która – zamiast komunii – wybiera uniformizację. Gdy miasto budowane jest
na pysze i na roszczeniu samowystarczalności, komunikacja ulega zerwaniu,
języki się mieszają, a ludzie przestają się rozumieć. Owocem nie jest
jedność, lecz rozproszenie. Wieża Babel ukazuje zatem ograniczenie każdej
budowli, która – choćby imponująca – wyrasta z absolutyzacji tego, co
ludzkie, i z ludzkiego roszczenia samowystarczalności, poświęca godność
osób na rzecz skuteczności i pragnie dosięgnąć nieba bez błogosławieństwa
Boga.
- Z kolei Księga Nehemiasza
otwiera się w chwili wielkiej słabości w dziejach starożytnego Izraela. Po
niewoli babilońskiej część ludu powróciła do Jerozolimy, lecz miasto nadal
pozostaje w ruinie, mury są zwalone, a bramy spalone (por. Ne 1–2).
Nehemiasz – Żyd pozostający na służbie u perskiego króla Artakserksesa –
otrzymuje wiadomość o katastrofalnym stanie miasta ojców. Zanim podejmie
działanie, pości, modli się i wstawia za ludem; następnie prosi króla o
pozwolenie na powrót do Jerozolimy, a gdy tam przybywa, w milczeniu ogląda
zburzone miejsca. Nie narzuca rozwiązań z góry. Zwołuje rodziny, każdej
powierza odcinek muru do odbudowy, wysłuchuje lęków, koordynuje wysiłki i
stawia czoło sprzeciwom. Opowiadanie ukazuje, że miasto odradza się nie
dzięki inicjatywie pojedynczej osoby, lecz przez wspólną odpowiedzialność
całego ludu: kapłanów, rzemieślników, naczelników rodów, kobiet i
młodzieży. Jest to dzieło, które ma w centrum Boga i odbudowuje więzi
jeszcze wcześniej niż kamienie. W ten sposób dawna Jerozolima odnajduje na
nowo wspólny język: nie język jednolitości, lecz komunii; harmonię, która
rodzi się wówczas, gdy każdy przyjmuje swoją część odpowiedzialności, a
cały lud uznaje, że jego siła pochodzi od Pana.
- W świetle tych dwóch
obrazów Duch Święty przemawia dziś do nas w kwestii relacji z techniką i z
trwającą rewolucją cyfrową. Odkrycia naukowe są talentem powierzonym
ludzkości po to, aby mogła z niego czerpać korzyści (por. Mt 25,
14–30). Technologia może leczyć, łączyć, wychowywać, strzec wspólnego
domu; może jednak także dzielić, odrzucać i rodzić nowe
niesprawiedliwości. W ujęciu abstrakcyjnym sama w sobie nie stanowi ona
rozwiązania problemów ludzkości, tak jak sama w sobie nie jest złem;
konkretnie rzecz ujmując, nie jest jednak neutralna, ponieważ przyjmuje
ona oblicze tych, którzy ją projektują, finansują, regulują i
wykorzystują. Dlatego pierwszym wyborem nie jest wybór między „tak” a
„nie” dla technologii, lecz między budowaniem wieży Babel a odbudową
Jerozolimy: między władzą, która rości sobie pretensję do panowania nad
niebem, a ludem, który – w obecności Boga – podejmuje zgodnie pracę nad
odbudową murów braterskiego współistnienia.
- Unikajmy zatem „syndromu
wieży Babel”, polegającego na bałwochwalstwie zysku, którego ofiarą padają
słabi; na jednolitości spłaszczającej różnice oraz na roszczeniu do
jednego języka – także cyfrowego – zdolnego przełożyć wszystko, nawet
tajemnicę osoby, na dane i wydajność. Na tym polega niebezpieczeństwo
dehumanizacji – budowania przyszłości z wyłączeniem Boga i zredukowania
drugiej osoby do roli środka – pokusy dawnej i wciąż nowej, która dziś
przybiera również oblicze techniczne. Wybierzmy natomiast „drogę
Nehemiasza”, która ukazuje wartość wspólnej pracy podejmowanej po to, by
uczynić miasto Boże bezpiecznym dla powracających wygnańców. Odbudowywać
znaczy dzisiaj uznać, że pośród wielości głosów i wizji, przypominającej
niekiedy rozproszenie języków, istnieje jednak pewna świetlana możliwość,
polegająca na budowaniu razem, przemieniając różnorodność w zasób i
czyniąc ze słuchania i dialogu wspólną przestrzeń, w której mogą wzrastać
sprawiedliwość i braterstwo. Wewnątrz tego wspólnego dzieła chrześcijanie
odnajdują zaś właściwą sobie formę budowania: jest nią ukierunkowywanie
działania ku Bogu, aby w Jego świetle pluralizm nie przeradzał się w
chaos, lecz – w praktyce synodalności – stawał się przestrzenią, w której
ludzkość na nowo odnajduje swoje trwałe fundamenty i swój cel ostateczny.
W Apokalipsie Jan widzi nowe Jeruzalem „zstępujące z nieba od Boga” (Ap21,
2) jako dar dla całej ludzkości. Ta zaś wizja łaski jest dla nas,
chrześcijan, wezwaniem do wspólnej pracy nad kształtowaniem w dzisiejszych
„miastach” pokojowego, sprawiedliwego i godnego życia wspólnego.
Budować na fundamencie dobra
- Budowanie miasta opartego
na fundamencie dobra wspólnego domaga się zatem przede wszystkim
wznoszenia na skale relacji z Bogiem. Oznacza to uznać, że prawda Jego
miłości wzywa nas do życia „w obfitości” (J 10, 10) oraz do
komunii z Nim. Wraz ze św. Augustynem również i my możemy powiedzieć:
„Stworzyłeś nas bowiem jako skierowanych ku Tobie. I niespokojne jest
nasze serce, dopóki w Tobie nie spocznie” [8]. Bóg wpisał bowiem w nasze serce
pragnienie szczęścia, obejmujące wszystkie wymiary życia, a Kościół –
podejmując dialog z mężczyznami i kobietami naszych czasów – odczuwa pilną
potrzebę pielęgnowania tego dążenia i ukierunkowywania go ku jego
najgłębszej prawdzie.
- Po drugie, budować na
fundamencie dobra znaczy przyjąć ograniczoność i kruchość człowieczeństwa,
nie uznając ich za błąd, który należałoby skorygować. Dzisiaj właściwe
istocie ludzkiej pragnienie pełni może zostać skierowane ku zwodniczym
celom: przez iluzję techniki, która obiecuje wyzwolić nas od wszelkiej
kruchości, albo przez modele dobrobytu, które spychają całe narody na
margines. Nierzadko pokładamy nadzieję w nieograniczonym wzmacnianiu
ludzkich możliwości, w formach postępu, które mogą zaostrzać nierówności,
w doraźnych rozwiązaniach, które nie są zdolne uleczyć rany zadane
narodom. I tak, podczas gdy jedni ulegają mirażowi nieograniczonej
samorealizacji, wielu pozostaje pozbawionych tego, co konieczne. Kościół
przypomina – głosem pokornym, lecz stanowczym – że prawdziwe spełnienie
nie rodzi się z usuwania ludzkiej kruchości, lecz z harmonijnego
wzrastania: tam, gdzie wolność i odpowiedzialność splatają się ze wzajemną
troską i prawdziwą solidarnością, a postęp mierzy się godnością każdego
człowieka i dobrem narodów.
- Po trzecie, budowanie
świata, w którym wszyscy mogą „rozkwitać”, domaga się odważnej
współodpowiedzialności. Żadna ręka sama nie zdoła unieść ciężaru wyzwań,
które dotykają współczesnego świata; i żadna nie jest tak słaba, by nie
mogła dać swego wkładu: „Moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor12,
9). Każdemu przypadnie jego odcinek muru: uczonym i badaczom,
przedsiębiorcom i pracownikom, wychowawcom i prawodawcom, społeczeństwu
obywatelskiemu, ruchom społecznym i wspólnotom wiary. Taka jest logika
pomocniczości, która docenia współpracę między pokoleniami, narodami,
dyscyplinami i kulturami jako uprzywilejowaną drogę prowadzącą do wzrostu
trwałości, pomyślności i pokoju. Napięcia i różnice nie powinny budzić
lęku: mogą stać się twórczą energią, jeśli zostaną ukierunkowane przez
współdzieloną odpowiedzialność.
- Wreszcie, budowanie na
fundamencie dobra domaga się języka ewangelicznego. Unikajmy słów, które
upokarzają albo przeciwstawiają jednych drugim. Wybierajmy jasność, która
oświeca, a także szczerość, która otwiera drogi. Nie ulegajmy naiwnym
uniesieniom i nie podsycajmy jałowych lęków. Raczej wskazujmy kryteria
rozeznania, czyli: godność osoby, powszechne przeznaczenie dóbr, opcję
preferencyjną na rzecz ubogich, troskę o wspólny dom i pokój – oraz
przekładajmy je na praktykę: odpowiedzialne planowanie, ocenę wpływu na
człowieka i życie społeczne, włączanie najbardziej kruchych, alfabetyzację
cyfrową oraz badania naukowe i przemysł ukierunkowane na sprawiedliwość i
pokój.
Pozostać ludźmi
- Podczas niedawnego
Zwyczajnego Roku Jubileuszowego 2025 wędrowaliśmy jako pielgrzymi nadziei
i zostaliśmy obdarowani obfitością łask. Umocnieni tymi darami możemy z
ufnością ducha podejmować trudne zadania i wymagające wyzwania, przed
jakimi stoi nasza przyszłość. W dobie sztucznej inteligencji, w której
godność człowieka narażona jest na przesłonięcie przez nowe formy
dehumanizacji, spoczywa na nas naglący obowiązek, by pozostać prawdziwie
ludźmi, z miłością otaczając troską owo wspaniałe człowieczeństwo, które
zostało nam darowane i ukazane w całej pełni w Chrystusie, a którego żadna
maszyna nigdy nie zdoła zastąpić w jego blasku. Prawdziwy postęp rodzi się
zawsze z serca otwartego na drugiego człowieka, z rozumu gotowego do
słuchania oraz z woli, która szuka bardziej tego, co jednoczy, aniżeli
tego, co dzieli.
- Zwracam się z usilnym
apelem do wszystkich wiernych katolików, do wszystkich chrześcijan, do
wszystkich mężczyzn i kobiet dobrej woli: nie lękajmy się pobrudzić sobie
rąk na placu budowy naszych czasów. Módlmy się jak Nehemiasz, planujmy
mądrze, pracujmy wytrwale, przywracając Boga na horyzont naszego
działania, a istotę ludzką stawiając w centrum naszych wyborów. Wówczas
kamienie odrzucone – ubodzy, chorzy, migranci, najmniejsi – staną się
kamieniem węgielnym, a na ziemi powstanie wspólne mieszkanie – solidne i
gościnne – gdzie łaskawość i wierność wreszcie spotkają się z sobą,
ucałują się sprawiedliwość i pokój (por. Ps 85, 11). Oto
błogosławieństwo, o które błagamy Boga, i zadanie, które stoi przed nami:
być budowniczymi komunii, a nie architektami wieży Babel; być sługami
Królestwa, które nadchodzi, a nie właścicielami wież skazanych na upadek.
Z sercem pasterza i ojca proszę zatem wszystkich, aby zatrzymać wznoszenie
kolejnej wieży Babel i zjednoczyć siły w budowaniu na fundamencie dobra,
tak aby ludzkość nigdy nie utraciła swego piękna i aby świat mógł raz
jeszcze rozpoznać w sercu istoty ludzkiej to miejsce, w którym pragnie
zamieszkać Bóg.
ROZDZIAŁ I
MYŚL DYNAMICZNA I WIERNA
EWANGELII
- W tym pierwszym rozdziale
pragnę pokrótce prześledzić drogę, poprzez którą nauka społeczna Kościoła
kształtowała się w najnowszym nauczaniu Papieży oraz Soboru Watykańskiego
II, aby ukazać jej dynamiczny charakter. W każdej bowiem epoceres novae pobudzają
to nauczanie do mierzenia się z pytaniami historii w świetle Prawdy
objawionej. Dlatego również sztuczną inteligencję należy rozumieć nie jako
tematyczny dodatek ani jako sytuację kryzysową, którą trzeba zarządzać,
lecz jako przemianę, która od wewnątrz stawia pytania kategoriom
katolickiej nauki społecznej i domaga się jej dalszego rozwoju w wierności
Ewangelii.
- Jednakże ten tok rozważań
nie byłby naprawdę zrozumiały, gdybyśmy – zanim zatrzymamy się nad wkładem
poszczególnych Papieży i najważniejszymi dokumentami – nie wyjaśnili
pewnych podstawowych przekonań dotyczących sposobu obecności Kościoła w
historii i jego relacji ze światem. Bez takiego doprecyzowania nauka
społeczna mogłaby jawić się jako niewłaściwa ingerencja w kwestie doczesne
albo jako zewnętrzny, narzucany odgórnie kodeks etyczny. W rzeczywistości
wyrasta ona z Kościoła, który pielgrzymuje razem z ludzkością, uznaje ona
autonomię rzeczywistości ziemskich oraz rozróżnienie między wspólnotą
eklezjalną a wspólnotą polityczną, i właśnie dlatego stawia sobie za cel
służbę dobru wspólnemu.
Kościół pielgrzymujący w dziejach
ludzkości
- Kościół obecny w świecie
jako znak jedności dla całej rodziny ludzkiej w pytaniach i wyzwaniach
obecnego czasu rozpoznaje miejsce, w którym urzeczywistnia własne
powołanie do słuchania, dialogu i służby, pozwalając, by przemawiało do
niego wszystko to, co dotyczy życia mężczyzn i kobiet naszych czasów. To
splecenie życia z dziejami narodów sprawia, że coraz głębiej pojmuje on,
iż jego misja ma wymiar historyczny i niesie odpowiedzialność za sposób, w
jaki kształtowane są relacje społeczne. Dlatego Kościół nie może uważać
się za obcy wobec dynamizmów, które kształtują oblicze społeczeństwa.
Przeciwnie, z zaangażowaniem uczestniczy on w drogach, poprzez które
społeczeństwo to wzrasta i organizuje się oraz wnosi własny wkład w
osiąganie bardziej sprawiedliwego i braterskiego współistnienia. Papież
Franciszek z mocą przypominał o tym historycznym wymiarze misji Kościoła,
stwierdzając, że „nikt nie może od nas domagać się, abyśmy usuwali religię
w przestrzeń tajemniczego wnętrza osób bez żadnego jej wpływu na życie
społeczne i narodowe, nie przejmując się kondycją instytucji społeczeństwa
świeckiego, bez wypowiadania się na temat wydarzeń, które interesują
obywateli”[9].
- Powołanie i zaangażowanie
w podążanie razem z ludzkością w konkretności dziejów prowadzą Kościół do
uznania, że rzeczywistości ziemskie mają własną spójność i własny
porządek. Sobór Watykański II wyraził tę zasadę ze szczególną precyzją w
Konstytucji duszpasterskiej Gaudium et spes, której 60. rocznicę
obchodziliśmy z wdzięczną pamięcią 7 grudnia 2025 r.: „Jeżeli przez
autonomię rzeczywistości ziemskich rozumiemy to, że rzeczy stworzone i
same społeczeństwa cieszą się własnymi prawami i wartościami (…), wówczas
rzeczywiście godzi się jej domagać” [10]. To
podkreślenie ukazuje, że stworzenie nosi w sobie odciśniętą pierwotną
dobroć, której ludzkie spojrzenie winno strzec, pielęgnować i doprowadzać
do dojrzałości. W tej perspektywie Kościół jawi się jako obecność
pomagająca odczytywać rzeczywistość w jej głębi, wspierając z pokorną
stanowczością te wybory, które służą godności każdej osoby, spójności
wspólnot i dobru wszystkich. W ten sposób staje on u boku świata, nie
zajmując jego miejsca, aby w każdej ludzkiej historii mogła kiełkować
obietnica sprawiedliwości i pokoju, którą Duch Święty nieustannie wzbudza
w sercu ludzkości.
- Uznając, że Bóg towarzyszy
wolności istnień ludzkich w kształtowaniu się historii, Sobór Watykański
II potwierdził rozróżnienie między wspólnotą eklezjalną a wspólnotą
polityczną, wskazując, że każda z nich winna działać w jak najpełniejszej
autonomii. Obecność Kościoła w świecie wyraża się zatem również w jego
relacji do społeczeństwa obywatelskiego i instytucji publicznych. Wchodząc
z nimi w dialog, Kościół uznaje wartość rzeczywistości społecznych i
politycznych oraz szanuje ich własną odpowiedzialność, wspierając wszystko
to, co chroni życie osób i umacnia fundamenty tkanki społecznej. Nie rości
sobie on pretensji do przejmowania funkcji należnych państwu; przeciwnie,
ceni jego służbę dobru wspólnemu i z przekonaniem uznaje odpowiedzialność,
którą instytucje cywilne sprawują w społeczeństwie. Zarazem jednak misja
powierzona Kościołowi nie pozwala mu pozostawać z dala od konkretnych
cierpień mężczyzn i kobiet naszych czasów. Jego bliskość nie rodzi się z
zamiaru wyręczania instytucji ani tym bardziej z ukrytej krytyki ich
działania, lecz z ewangelicznej miłości, która przynagla go, by pochylał
się nad ranami ludzkości w chwilach, gdy ujawniają się one z największą
dotkliwością. Kiedy Kościół interweniuje, czyni to na wzór miłosiernego
Samarytanina – z dyskrecją i bliskością – świadom, że to, co rodzi się z
bezpośredniej konieczności, nie może stać się normą ani zastąpić
instytucjonalnej odpowiedzialności właściwej wspólnocie obywatelskiej.
- W świetle tego podwójnego
uznania – autonomii rzeczywistości ziemskich oraz rozróżnienia kompetencji
między wspólnotą eklezjalną a polityczną – pełniej rozumiemy kierunek,
jaki Sobór Watykański II wyznaczył Kościołowi w jego relacji do świata. Gaudium
et spes przypomina: „Zadaniem całego Ludu Bożego, a zwłaszcza
pasterzy i teologów, jest z pomocą Ducha Świętego wysłuchiwanie,
rozważanie i interpretowanie w świetle słowa Bożego różnych form
wypowiedzi naszych czasów, tak aby objawiona Prawda mogła być zawsze
dokładniej ujmowana, lepiej rozumiana i właściwiej przedstawiana” [11].
Słuchanie „różnych form wypowiedzi” nie jest zwykłą uwagą socjologiczną,
lecz zakłada rozeznanie duchowe, w którym Lud Boży – z pomocą Ducha –
rozpoznaje w przemianach kulturowych i społecznych zarówno znaki obecności
Chrystusa, który przychodzi i prowadzi historię ku jej wypełnieniu, jak i
te wypaczenia, które przesłaniają Jego oblicze. W ten sposób Prawda
objawiona nie ulega zmianie w swoim istotnym rdzeniu, lecz zostaje pełniej
wyrażona i przyjęta jako żywe kryterium ukierunkowujące konkretne wybory,
inspirujące drogi osobistego i wspólnotowego nawrócenia, wspierające
reformę struktur i podtrzymujące nowe formy ewangelicznego świadectwa w
życiu publicznym. Historia jest zatem jednym z miejsc, w których Kościół
pozwala Duchowi pouczać się o humanizującej mocy Ewangelii i uczy się
wyrażać swoje nauczanie w służbie godności każdej osoby i dobra narodów.
Mądrość Słowa i dialog z naukami o
człowieku
- Kościół uznaje za
towarzyszy drogi wszystkich, którzy szczerze poszukują „prawdy, dobra i
piękna”, widząc w nich „cennych sprzymierzeńców”[12] w
obronie godności każdej osoby oraz w trosce o ochronę stworzenia.
Przyjmując duszpasterski styl Soboru Watykańskiego II, który wzywa do
słuchania, rozeznawania i odczytywania znaków czasu, Kościół – oświecony
mądrością Słowa – nie lęka się spotkania z ludzką wiedzą. Słowo Boże daje
pewne niezawodne kryteria, aby ukierunkowywać drogi sprawiedliwości oraz
otwierać ścieżki pojednania i pokoju między ludźmi. Gdy zaś chodzi o
zastosowanie tych kryteriów w złożonych sytuacjach naszych czasów,
nieodzowny okazuje się wkład filozofii oraz nauk o człowieku i nauk
społecznych, które pomagają głębiej rozumieć i wnikliwiej analizować
dynamikę przemian kulturowych, ekonomicznych i politycznych. Św. Jan Paweł
II przypominał, że Kościół przyjmuje wkład nauk społecznych i czerpie z
nich „konkretne wskazania, aby z ich pomocą wypełniać swoją misję
nauczania” [13].
Konfrontacja z tymi dziedzinami wiedzy nie osłabia mocy Ewangelii;
przeciwnie, pozwala z większą jasnością rozpoznać to, co rzeczywiście
służy życiu osób i wspólnot. Papież Franciszek, pozostając w tej
perspektywie, podkreślał, że w wielu kwestiach szczegółowych Kościół nie
rości sobie prawa do formułowania „definitywnych rozwiązań” [14], lecz
uznaje znaczenie wsłuchiwania się w badania naukowe i wspierania
rzetelnego oraz uczciwego dialogu między uczonymi, z poszanowaniem
różnorodności opinii.
- Czerpiąc z tego owocnego
dialogu między Ewangelią a ludzką wiedzą, Kościół stopniowo pogłębiał
swoją naukę społeczną, kształtując z biegiem czasu dziedzictwo mądrości
odznaczające się teologiczną i antropologiczną spójnością, zakorzenioną w
chrześcijańskiej wizji osoby. Właśnie dlatego, że wyrasta ono z wiary i z
jej rozumienia rzeczywistości, dziedzictwo to nie sprowadza się do zbioru
rozwiązań technicznych ani do modelu ekonomicznego czy politycznego
przeciwstawianego innym: należy do innego porządku[15] –
do porządku zasad, które ukierunkowują odczytywanie wydarzeń i wspierają
ewangeliczną interpretację procesów historycznych oraz związanych z nimi
wyborów. Stąd wypływa właściwa funkcja nauki społecznej Kościoła, która
nie zamierza zastępować odpowiedzialności polityki i instytucji, lecz
ofiarowuje się jako wsparcie dla wspólnego rozeznawania, pomagając
rozpoznawać i szerzyć to, co służy godności osób, żywotności wspólnot oraz
dobru wszystkich.
Nauka społeczna jako rozeznawanie
wspólnotowe
- Pojmowanie prawdy jako
daru, którym należy się dzielić, a nie jako własności, do której trzeba
rościć sobie prawo, wyzwala Kościół z pokusy oglądania się z tęsknotą ku
formom obecności opartym na władzy. Św. Jan Paweł II wzywał, by ze
szczerością spojrzeć na czasy, w których dozwalano stosowanie „w obronie
prawdy metod nacechowanych nietolerancją, a nawet przemocą”[16], aby na
nowo odnaleźć ewangeliczną drogę łagodnego głoszenia i prawdy, która się
nie narzuca. W tym samym duchu przypomniałem, że Kościół „nie chce rościć
sobie prawa do posiadania prawdy” [17],
ponieważ prawda nie jest terytorium, którego należy bronić, lecz dobrem,
którym należy się dzielić. Tę samą perspektywę streścił Papież Franciszek
w znanych słowach, wedle których „czas przewyższa przestrzeń” [18]: nie
chodzi przede wszystkim o zajmowanie przestrzeni władzy ani o obsadzanie
twierdz kulturowych, lecz o zapoczątkowywanie procesów dobra i o
pozwolenie, by dojrzewały; tak prawda Ewangelii nie narzuca się z góry,
ale wzrasta w czasie, pośród konkretnego splotu ludzkich losów, wspólnot i
kultur. Jest to prawda, która nie lęka się różnorodności, lecz ją
przyjmuje i porządkuje; która nie usuwa konfliktów, ale je przemienia;
która na nowo scala to, co historia skłonna jest rozproszyć. Stąd także
obraz wielościanu – figury o wielu ścianach, w których z różnych
perspektyw odbija się ta sama prawda Ewangelii [19].
- Taka postawa otwartości na
prawdę – jedną, a zarazem wielorako wyrażaną – w głęboki sposób ukazuje
powszechność Kościoła, który obejmuje całą rodzinę ludzką, a równocześnie
żyje zanurzony w konkretnych uwarunkowaniach narodów i kultur. Sobór
Watykański II przypomina, że właśnie na mocy tej katolickości
„poszczególne części przynoszą innym częściom i całemu Kościołowi właściwe
sobie dary”[20]; dzięki
temu Kościół jako całość i każda poszczególna wspólnota wzrastają przez
wzajemną wymianę oraz wspólny wysiłek ku coraz pełniejszej komunii. Wynika
stąd, że Lud Boży nie tylko złożony jest z wielu narodów, lecz także
wewnątrz siebie utkany jest z różnych funkcji, powołań, kultur i tradycji,
wezwanych do tego, by wzajemnie się wspierać i ubogacać. W tej
perspektywie św. Paweł VI dostrzegał, że ze względu na wielką różnorodność
sytuacji historycznych nie sposób realistycznie oczekiwać, by nauka społeczna
Kościoła mogła zaproponować jedną odpowiedź, właściwą dla wszystkich
kontekstów [21];
dlatego zachęcał każdą wspólnotę chrześcijańską, by z jasnością spojrzenia
i poczuciem odpowiedzialności odczytywała rzeczywistość własnego kraju. To
płodne napięcie między powszechnością misji a zakorzenieniem lokalnym
należy do samej istoty życia Kościoła: Kościół niesie horyzont całego
świata, a zarazem przyjmuje pytania każdego kontekstu jako rzeczywiste
miejsce, w którym Ewangelia przybiera ciało.
- W świetle tego, co zostało
dotąd powiedziane, nauka społeczna Kościoła ukazuje się w swoim
najbardziej autentycznym obliczu: nie jako podręczny zbiór zasad i norm do
zastosowania, lecz jako droga wspólnotowego rozeznawania. Rodzi się ona ze
spotkania odwiecznej prawdy Ewangelii z pytaniami historii, pozostaje
uważna na znaki czasu; karmi się wkładem nauk, kultur i ludzkich
doświadczeń. Dlatego, gdy godność braci bywa oszpecana, gdy polityka nie
odpowiada na dramaty ludzkości, gdy ekonomia zwraca się przeciw
człowiekowi albo nauka przekracza granice własnej metody[22],
Kościół – wraz z innymi wyznaniami chrześcijańskimi i wyznawcami innych
religii – powinien pozwolić słyszeć swój głos nie po to, by panować, lecz
by służyć komunii. Tak rozumiana nauka społeczna Kościoła staje się
teologią komunii w historii – miejscem, w którym Słowo, które stało się
ciałem, nadal staje się dialogiem, pamięcią i proroctwem.
Rozwój Magisterium społecznego od
Leona XIII do dzisiaj
- Po ukazaniu sposobu, w
jaki Kościół jest obecny w historii i podejmuje dialog ze światem, pragnę
teraz zatrzymać się nad rozwojem nauki społecznej w Magisterium, które od
XIX w. aż po nasze dni towarzyszyło wielkim transformacjom społecznym. Nie
sposób oczywiście przedstawić całego bogactwa tego nauczania, którego
podstawowe zasady zostały ukazane w Kompendium nauki społecznej
Kościoła, a w nowszym Magisterium znalazły dalsze pogłębienie. Nie
będę też mógł w sposób systematyczny podejmować tego wszystkiego, co
zostało rozwinięte w Encyklikach moich ostatnich czcigodnych Poprzedników,
zwłaszcza w Laudato si’ i Fratelli
tutti. Zamierzam jednak przywołać niektóre zasadnicze
linie, aby ukazać, że to, co przedstawiam, wpisuje się w ciągłość tej
tradycji, a zarazem by uwydatnić, w jaki sposób trwały rdzeń prawd
objawionych o osobie i o ludzkim współżyciu splata się w niej z nieustannie
odnawianą zdolnością słuchania okoliczności dziejowych i przyjmowania
pytań, które wynikają z teraźniejszości. Pragnę zatem prześledzić kilka
decydujących etapów tego rozwoju, poczynając od czasu otwartego przez
Encyklikę Rerum novarum.
Pierwsze kroki nauki społecznej
Kościoła
- To, co dziś nazywamy
„nauką społeczną Kościoła”, nie narodziło się nagle w czasach
współczesnych, lecz zbiera i porządkuje długą tradycję eklezjalnej
refleksji nad życiem społecznym, mającą swe źródła w Piśmie Świętym, u
ojców Kościoła oraz w opracowaniach teologicznych i prawniczych
średniowiecza i czasów nowożytnych. Wyrażenie „nauka społeczna Kościoła”
zostało po raz pierwszy użyte przez Piusa XII w 1950 r.[23], lecz
treść, którą ono obejmuje, rozumiana jako organiczny korpus nauczania
społecznego, zaczęła zarysowywać się wraz z Encykliką Rerum
novarum Leona XIII. Wobec „rzeczy nowych” swoich czasów –
konfliktu między kapitałem a pracą, kwestii robotniczej, przemian
gospodarczych i społecznych – Leon XIII nie ograniczył się do odnotowania
trudności, lecz uznał te sytuacje za przestrzeń duszpasterskiej misji
Kościoła, poddał je wnikliwemu rozeznaniu, a ich przyczyny oraz możliwe
drogi wyjścia ukazał w świetle Ewangelii i integralnej wizji osoby
stworzonej na obraz Boga. Św. Jan Paweł II dostrzegał w takim sposobie
działania „wzór postępowania” [24] nauki
społecznej Kościoła: wzorcową praktykę, przez którą Kościół wobec przemian
historycznych wypełnia swoje prawo i obowiązek badania rzeczywistości
społecznych, wypowiadania się na ich temat i wskazywania dróg
sprawiedliwego rozwiązania. W ten sposób nieprzemijające treści wiary i
dawnej mądrości eklezjalnej układają się w żywą naukę, która – pozostając
wierna Ewangelii – wzrasta w konfrontacji z „rzeczami nowymi” każdej
epoki.
- EncyklikaRerum novarum Leona
XIII stanowi kamień milowy w rozwoju Magisterium społecznego. Dokument ten
stawia w centrum swej refleksji godność pracy i pracownika, potwierdza
prawo do sprawiedliwej płacy dla niego i jego rodziny, uznaje w osobach
wartość nadrzędną względem kapitału i zysku, broni własności prywatnej
wraz z jej niezbywalną funkcją społeczną, docenia zrzeszenia pracownicze
oraz proponuje formy współpracy między różnymi częściami społeczeństwa
jako alternatywę wobec logiki „walki klas”. Nie dziwi zatem, że Pius XI mógł
nazwać ją „Wielką Kartą” ( Magna Charta) [25] działania
społecznego chrześcijan: w Rerum novarum dawna mądrość
Kościoła dotycząca osoby i życia społecznego przybiera nową postać, zdolną
zmierzyć się z epoką przemysłową i dać pierwszy wielki, systematyczny
zarys tej nauki społecznej, którą następne dziesięciolecia miały dalej
rozwijać. Chociaż wiele warunków historycznych opisanych przez Leona XIII
uległo zmianie, co najmniej dwa osiągnięcia pozostają nadal niezwykle
aktualne: prymat pracy ludzkiej nad wszelką logiką czysto produkcyjną lub
finansową – a stąd także uwaga poświęcona osobom i rodzinom najbardziej
narażonym na wyzysk, oraz nierozerwalny związek między głoszeniem
Ewangelii a poszukiwaniem bardziej sprawiedliwego ładu społecznego. W ten
sposób Rerum novarum nie przestaje przypominać nam, że
nie ma autentycznej ewangelizacji, która nie dotykałaby również struktur
ludzkiego współistnienia.
- Encyklika Quadragesimo
anno Piusa XI, ogłoszona w 1931 r., w 40. rocznicę Rerum
novarum i pośród wielkiego światowego kryzysu gospodarczego,
stanowi dalszy krok w rozwoju Magisterium społecznego. Nie ogranicza się
do ponownego podjęcia „kwestii robotniczej”, lecz poszerza spojrzenie na
całościowy kształt ładu gospodarczego i politycznego. Piętnuje
koncentrację władzy ekonomicznej w rękach nielicznych; krytykuje zarówno
nieograniczoną konkurencję, jak i te projekty kolektywistyczne, które
niweczą wolność i odpowiedzialność osób; stanowczo przypomina o prawie
pracowników do zrzeszania się i ponownie podkreśla konieczność tego, by
płaca była proporcjonalna nie tylko do wykonywanej pracy, ale także do
potrzeb pracownika i jego rodziny. W tym kontekście formułuje w sposób
systematyczny zasadę pomocniczości, która miała stać się jednym ze stałych
punktów odniesienia nauki społecznej, a wedle której to, co może być
dokonane przez osoby, rodziny, ciała pośrednie i wspólnoty lokalne, nie
powinno być przejmowane przez instancje wyższego rzędu. Obok tego Pius XI
jasno przypomina społeczną funkcję własności, a w różnych wypowiedziach
swego Magisterium – od Encyklik Non abbiamo bisogno i Mit
brennender Sorge aż po Divini Redemptoris –
potępia totalitaryzmy, które poniżają godność osoby, dławią życie
społeczne, wyolbrzymiają znaczenie państwa ponad jego rzeczywistą wartość
i stosują dyskryminującą kategorię rasy. Dla naszych czasów szczególnie
aktualne pozostają przynajmniej trzy intuicje jego nauczania społecznego:
świadomość, że niesprawiedliwości nie dotyczą jedynie zachowań
indywidualnych, lecz również struktur ekonomicznych i instytucjonalnych;
wartość zasady pomocniczości, która zachęca do umacniania tkanki
zrzeszeniowej i wspólnotowej, unikając nowych koncentracji władzy; a także
związek między godnością pracy, sprawiedliwym wynagrodzeniem i rzeczywistą
możliwością prowadzenia przez rodziny życia na miarę ludzkiej godności.
- W dramatycznym kontekście
II wojny światowej i lat powojennej odbudowy Magisterium Piusa XII wnosi
znaczący wkład w rozwój nauki społecznej Kościoła, zwłaszcza poprzez
bożonarodzeniowe Orędzia radiowe, w których nakreśla zasadnicze rysy ładu
międzynarodowego opartego na uznaniu godności ludzkiej, na sprawiedliwości
i pokoju. W tych wystąpieniach Papież proponuje dialog ze społeczeństwem,
wychodząc od wymagającego odwołania do prawa naturalnego, rozumianego jako
zespół obiektywnych zasad, które poprzedzają interesy jednostek i państw i
które powinny regulować zarówno życie wewnętrzne narodów, jak i ich
wzajemne relacje. Pius XII przypisuje ponadto doniosłą rolę
stowarzyszeniom zawodowym, zrzeszeniom pracowniczym i różnym ciałom
pośrednim życia gospodarczego i społecznego, uznając w tych
zorganizowanych formach życia zbiorowego istotne zabezpieczenie równowagi
obywatelskiej i ochrony dobra wspólnego. Podkreśla on konieczność
istnienia solidnego państwa prawa, aby zapobiegać nadużyciom władzy, oraz
uznaje demokrację za narzędzie sprzyjające właściwemu sprawowaniu rządów.
Zarazem przestrzega przed wszelką próbą opierania prawa na użyteczności
albo na sile, przypominając, że ład międzynarodowy podporządkowany
korzyści silniejszych naraża narody słabsze na przemoc i podważa u samych
podstaw zaufanie między państwami. Wreszcie, w głębokich nierównościach
gospodarczych między krajami dostrzega jeden z czynników podsycających
konflikty[26] .
Dla naszych czasów, naznaczonych nowymi formami globalnej władzy i
narastającymi nierównościami, szczególnie znamienne pozostają trzy
wskazania: konieczność, by prawo poprzedzało interes; świadomość, że
dysproporcje ekonomiczne stają się podatnym gruntem dla napięć i przemocy
oraz wartość tkanki stowarzyszeniowej, zdolnej pośredniczyć między
jednostką a państwem. Wskazówki te nadal dostarczają nauce społecznej
Kościoła ważnych kryteriów odczytywania dynamiki globalizacji i wspierania
bardziej sprawiedliwego oraz pokojowego ładu międzynarodowego.
Lata Soboru Watykańskiego II
- Wraz ze św. Janem XXIII
rozpoczyna się nowy etap Magisterium społecznego, naznaczony poświęceniem
wyraźniejszej uwagi światowemu wymiarowi kwestii społecznych oraz językowi
praw. W Mater et magistra ukazuje on wiarę chrześcijańską jako
światło zdolne ogarniać zarazem niebo i ziemię, przypominając, że Kościół
– choć jego pierwszorzędną misją jest uświęcanie i głoszenie dóbr
wiecznych – nie zaniedbuje przez to konkretnych wymogów codziennego życia
osób, lecz troszczy się o wszelkie autentyczne dobro człowieka [27] .
Wychodząc od tej integralnej wizji człowieka, podkreśla, że życie
społeczne domaga się równowagi między inicjatywą powołanych do
samoorganizacji i współdziałania obywateli i grup społecznych a działaniem
państwa, które winno koordynować i wspierać, nie tłumiąc zarazem wolności
i odpowiedzialności podmiotów; stąd jego uwaga poświęcona sprawiedliwemu
wynagrodzeniu za pracę, uczestnictwu pracowników oraz narastającym
nierównościom między państwami. Kilka lat później, w Pacem in
terris, zwracając się po raz pierwszy nie tylko do wiernych, lecz
także do wszystkich ludzi dobrej woli, Jan XXIII wiąże w sposób organiczny
godność osoby z uznaniem podstawowych praw i obowiązków oraz wskazuje ład
współżycia – również na płaszczyźnie międzynarodowej – oparty na prawdzie,
sprawiedliwości, miłości i wolności [28] .
Dla naszych czasów, przenikniętych rozległymi konfliktami i nowymi formami
globalnej współzależności, szczególnie znaczące pozostają wskazania:
powszechny horyzont wezwania papieskiego, odwołanie do praw człowieka jako
do wspólnego języka oraz przekonanie, że trwały pokój wymaga instytucji i
relacji między narodami inspirowanych godnością każdej osoby.
- Sobór Watykański II
wyznaczył punkt zwrotny w samoświadomości Kościoła wobec świata
współczesnego. W Konstytucji duszpasterskiejGaudium et spes pozostawił
nam obraz Kościoła, który staje się bliski ludzkości, angażuje się w
sprawy świata i podejmuje refleksję, nie opierając się na abstrakcyjnych
schematach, lecz wychodząc od konkretu sytuacji historycznych. Tekst ten
podejmuje wielkie kwestie małżeństwa i rodziny, życia gospodarczego i
społecznego, wspólnoty politycznej, wojny i pokoju, podkreślając, że
struktury ekonomiczne i instytucjonalne są sprawiedliwe jedynie wówczas,
gdy służą integralnemu rozwojowi osoby i sprzyjają odpowiedzialnemu uczestnictwu
wszystkich [29] .
Znaczenie tego dokumentu soborowego dla nauki społecznej Kościoła polega
nie tylko na tym, że otworzył on nowe perspektywy refleksji tematycznej,
lecz także na tym, że przekazał metodę rozeznawania, która zachęca do
odczytywania przemian dziejowych za pomocą spojrzenia ewangelicznego i z
ludzką kompetencją. Styl ten ukazuje, że dialog ze światem nie jest dla
Kościoła wyborem taktycznym, lecz konkretną formą jego misji, ponieważ
Ewangelia – niby zaczyn – może od wewnątrz przemieniać struktury współistnienia
i otwierać drogi ku pełniejszemu człowieczeństwu. W ten horyzont wpisuje
się również Deklaracja Dignitatis humanae, w której Sobór
uznaje, że wolność religijna jest podstawowym prawem zakorzenionym w
godności osoby i że powinno być ono zagwarantowane przez porządek prawny,
aby nikt nie był zmuszany do działania wbrew sumieniu ani pozbawiany
możności prywatnego i publicznego szukania i wyznawania prawdy [30] .
Zasada ta, mająca wielkie znaczenie również dla naszych czasów, nadal
dostarcza nauce społecznej Kościoła kryteriów rozstrzygających dla ochrony
osoby oraz dla budowania społeczeństw pluralistycznych i pokojowych.
- Z Pontyfikatu św. Pawła VI
wyłania się takie rozumienie pokoju, które nie sprowadza się do braku
wojny, lecz nabiera kształtu na drodze integralnego rozwoju człowieka. W Populorum
progressio opisuje on rozwój jako przejście od warunków życia
mniej ludzkich do warunków bardziej ludzkich i pojmuje go jako proces
obejmujący każdego człowieka i całego człowieka [31] ,
to znaczy każdy wymiar osoby oraz wszystkie narody bez wyjątku. Na tej
podstawie Paweł VI może stwierdzić, że tak rozumiany rozwój w istocie
„oznacza to samo, co pokój” [32] ,
ponieważ zmierza do usunięcia korzeni niesprawiedliwości i konfliktu oraz
do otwierania dla wszystkich przestrzeni bardziej godnego życia.
Ustanowienie Papieskiej Komisji Iustitia et Pax należy
także odczytywać w tym świetle jako próbę nadania tej intuicji trwałej
formy na płaszczyźnie eklezjalnej i międzynarodowej, przy jednoczesnym
podtrzymywaniu żywej świadomości narastającej przepaści między krajami
bogatymi a ubogimi oraz potrzeby takiej polityki, która będzie sprzyjać
rzeczywiście bardziej ludzkim warunkom życia dla wszystkich.
- W Liście apostolskim Octogesima
adveniens, napisanym z okazji 80. rocznicy Rerum novarum,
Paweł VI wnosi tę perspektywę w rzeczywistość społeczeństwa
postindustrialnego, naznaczonego przemianami urbanistycznymi, nowymi
formami ubóstwa, zmianami w świecie pracy i szybkimi przeobrażeniami
kulturowymi, które stawiają pod znakiem zapytania przyszłość osób i
wspólnot. Dla Pawła VI Ewangelia – chociaż została ogłoszona, napisana i
wprowadzana w życie w kontekście historyczno-kulturowym bardzo odmiennym
od naszego – nie jest przesłaniem „przestarzałym”, lecz wizją osoby
ludzkiej, relacji, władzy i dobra wspólnego, zdolną również dzisiaj
ukierunkowywać wybory ekonomiczne, polityczne i kulturowe [33] .
Innymi słowy, Ewangelia pozostaje zawsze aktualna, ponieważ daje kryteria
pozwalające rozpoznać to, co humanizuje, i to, co dehumanizuje; to, co
wyzwala, i to, co uciska – pośród nieustannie nowych sytuacji. Dla nauki
społecznej Kościoła najbardziej wymagającym dziedzictwem Pawła VI
pozostaje właśnie to: dopóki w świecie będą istniały narody wyłączone z
rozwoju godnego człowieka, dopóty wspólnota chrześcijańska nie będzie
mogła zadowolić się abstrakcyjnym głoszeniem pokoju, lecz będzie musiała pozwolić,
by Ewangelia osądzała – wychodząc od tych, którzy pozostają na marginesie
– te struktury ekonomiczne i polityczne, które – jak przypomniałby Jan
Paweł II – mogą stać się prawdziwymi „strukturami grzechu” [34] ,
tak aby żadna osoba i żaden naród nie były traktowane jako coś, co można
poświęcić w procesach rozwoju.
Najnowsze Magisterium
- Bogate Magisterium
społeczne św. Jana Pawła II sytuuje się na styku kryzysu wielkich systemów
ideologicznych XX w. oraz początków globalizacji ekonomicznej. W Encyklice
Laborem
exercens, napisanej dziewięćdziesiąt lat po
ogłoszeniu Rerum novarum, otwiera on nowy kierunek refleksji
nad pracą. Sprawiedliwa płaca zostaje tam ukazana jako konkretny
sprawdzian słuszności całego systemu społeczno-gospodarczego, ponieważ
odsłania, czy pracownik jest traktowany jako osoba, czy jedynie jako koszt
produkcji [35] .
Praca nie jest postrzegana tylko jako problem do rozwiązania lub jako
środek do uzyskania dochodu, lecz jako podstawowe dobro osoby, zasada
działalności gospodarczej i klucz do całej kwestii społecznej. W niej
człowiek angażuje własną wolność, własną twórczość i zdolność
współdziałania, przyczyniając się do kulturowego i moralnego wzrostu
społeczeństwa [36] .
W świetle tego różne formy niepewności, fragmentaryzacji ścieżek
zawodowych i automatyzacji nie mogą być oceniane wyłącznie w kategoriach
efektywności, lecz muszą być rozpatrywane z punktu widzenia godności
pracownika, jego prawa do wystarczającego wynagrodzenia oraz rzeczywistej
możliwości uczestnictwa w życiu społecznym.
- W 20. Rocznicę
Populorum progressio, w Encyklice Sollicitudo rei socialis,
św. Jan Paweł
II powraca do rany słabego rozwoju gospodarczego i uznaje niepowodzenie
wielu prób przezwyciężenia ekonomicznego opóźnienia ludów ubogich oraz
wspierania ich uprzemysłowienia, stwierdzając trwałość, a niekiedy nawet
pogłębianie się przepaści między Północą a Południem świata [37] .
Piętnuje ponadto mechanizmy gospodarcze, finansowe i handlowe, które –
pozostając pod kontrolą krajów silniejszych – w sposób strukturalny służą
ich interesom i dławią gospodarki słabsze, domagając się, by zostały one
poddane nie tylko ocenie technicznej, lecz także poważnemu osądowi
moralnemu [38] .
W tym kontekście solidarność zostaje ukazana jako konkretna
współodpowiedzialność osób, ludów i narodów, jako forma przyjaźni
społecznej i miłości politycznej, ukierunkowana ku „cywilizacji miłości”,
o której mówił św. Paweł VI [39] .
- W stulecie Rerum
novarum Encyklika Centesimus
annus przynosi wreszcie rozeznanie dotyczące upadku
systemu sowieckiego oraz umacniania się demokracji i gospodarki rynkowej:
św. Jan Paweł II podejmuje na nowo przesłanie Piusa XII, wedle którego
Kościół może uznać wartość demokracji o tyle, o ile zapewnia ona
rzeczywisty udział obywateli, pozwala na pokojowy wybór i zmianę
rządzących oraz nie dopuszcza do tego, by władza została zmonopolizowana
przez wąskie elity kierujące się interesami partykularnymi albo
ideologicznymi [40] .
Podobnie uznaje pozytywny potencjał rynku i prywatnej inicjatywy tylko
wtedy, gdy pozostają one podporządkowane prawu moralnemu i ukierunkowane
zasadą solidarności, nie składając najsłabszych w ofierze logice
zysku [41] .
W ten sposób w nauce społecznej Kościoła pozostaje szczególnie aktualne
dziedzictwo: podkreślenie więzi między godnością pracy, solidarnością
między narodami oraz krytyczną oceną demokracji i gospodarki rynkowej
nadal dostarcza kryteriów do osądu nowych form wyzysku, wykluczenia i
kryzysu reprezentacji politycznej.
- Papież Benedykt XVI w
swojej Encyklice społecznej Caritas in
veritate chciał na nowo podjąć i pogłębić pojęcie
rozwoju przedstawione w Populorum progressio, odczytując je w
perspektywie globalizacji. Przypomina, że taki rozwój powinien wyrażać się
poprzez „realny wzrost, obejmujący wszystkich i rzeczywiście
zrównoważony” [42] ,
to znaczy poprzez postęp gospodarczy prawdziwie inkluzywny i szanujący
granice stworzenia. Stwierdza jednak, że w krajach bogatych powstają nowe
kategorie ubogich i mnożą się niespotykane wcześniej formy wykluczenia,
podczas gdy w regionach najuboższych niewielkie grupy żyją w konsumpcyjnym
dobrobycie współistniejącym z dehumanizującą nędzą [43] .
Zauważa ponadto, że nowy globalny system gospodarczo-finansowy, naznaczony
wielką ruchliwością kapitału i środków produkcji, ograniczył polityczną
władzę państw oraz ich zdolność do ukierunkowywania procesów
gospodarczych [44] .
Dlatego raz jeszcze podkreśla, że działalność ekonomiczna nie może rościć
sobie pretensji do rozwiązywania problemów społecznych jedynie przez
rozszerzanie logiki rynku, lecz musi być podporządkowana dobru wspólnemu,
za które wspólnota polityczna ponosi odpowiedzialność własną i
niezastąpioną [45] .
- W centrum tej
reinterpretacji Benedykt XVI stawia miłość, stwierdzając, że jest ona
„fundamentem nauki społecznej Kościoła”[46] ,
pod warunkiem wszakże, że pozostaje zawsze złączona z prawdą; zarazem z
niepokojem zauważa on, iż właśnie na polach społecznym, prawnym,
politycznym i ekonomicznym coraz częściej usiłuje się ogłaszać jej
niewielkie znaczenie moralne. Nowość jego wkładu polega na ukazaniu, że
rozwój, sprawiedliwość, instytucje i rynek nie są rzeczywistościami
neutralnymi, lecz przestrzeniami, w których miłość w prawdzie winna
urzeczywistniać się w historii. Dla współczesności naznaczonej
narastającymi nierównościami, presją rynków finansowych, kryzysem
środowiskowym i nieufnością wobec polityki nauczanie to zachowuje całą swą
aktualność, ponieważ domaga się oceniania każdego modelu rozwoju według
jego zdolności do bycia zarazem inkluzywnym i trwałym, do ponownego
zespolenia ekonomii i polityki wokół dobra wspólnego oraz do uznania
miłości za siłę krytyczną i twórczą w życiu publicznym.
- Magisterium społeczne
Papieża Franciszka rozwija się zgodnie z linią Konstytucji Gaudium et
spes, która zachęca, by patrzeć na historię, wychodząc od ran i
nadziei osób oraz wprowadzać je w dialog z Ewangelią. Kierunek ten ujawnia
się ze szczególną jasnością w Evangelii
gaudium, gdzie zostaje stwierdzone, że orędzie
chrześcijańskie ma wewnętrzny wymiar społeczny, a zarazem wybrzmiewa
wezwanie do Kościoła zdolnego do wsłuchania się w wołanie ubogich,
migrantów i ofiar nowych form niewolnictwa. W tej samej perspektywie
należy widzieć również nacisk Franciszka na Kościół synodalny, Kościół,
który „idzie razem”, stara się odczytywać znaki czasu w świetle Ewangelii
i pozwala, by ubodzy, z którymi dzieli historię, na nowo go
ewangelizowali [47].
- W Laudato si’ Franciszek
daje pierwsze wielkie, systematyczne ujęcie kryzysu środowiskowego w
Encyklice społecznej, ukazując, że nie jest on kwestią ograniczoną do
jednego obszaru, lecz ekologicznym aspektem współczesnego kryzysu
społeczno-gospodarczego. Jego propozycja ekologii integralnej łączy troskę
o wspólny dom z opcją preferencyjną na rzecz ubogich i z mocą stwierdza,
że „zarówno wołanie ziemi, jak i krzyk biednych” [48] nie
mogą być od siebie oddzielane. W tym świetle na nowo wysuwają się na
pierwszy plan: powszechne przeznaczenie dóbr, krytyka paradygmatu
technokratycznego, który rości sobie pretensję do sprowadzania wszystkiego
do przedmiotu panowania, obrona pracy ludzkiej zagrożonej logiką
odrzucenia, wymóg sprawiedliwości między pokoleniami oraz wezwanie do
prawdziwego dialogu między polityką a ekonomią, tak aby żadna z nich nie
zamykała się we własnej samowystarczalności.
- Wobec rozpadu tkanki
społecznej, „trzeciej wojny światowej w kawałkach”, globalizacji
indywidualistycznej oraz skutków pandemii COVID-19 dla więzi wspólnotowych
Franciszek we Fratelli
tutti podejmuje na nowo marzenie o ludzkości, która
potrafi wybrać przyjaźń społeczną i powszechne braterstwo. Proponuje
kulturę spotkania, „lepszą politykę”, zdolną szukać dobra wspólnego, drogi
pojednania, oraz świat, który zapewni „ziemię, dom i pracę dla
wszystkich” [49].
Wreszcie, w Dilexit nos ukazuje,
że te wielkie zobowiązania społeczne nie dają się oddzielić od osobistej
więzi z Chrystusem: wracając do Słowa Bożego, przypomina, iż
najprawdziwszą odpowiedzią na miłość Serca Jezusowego jest konkretna
miłość wobec braci, i stwierdza, że „nie ma większego czynu, jaki możemy
Mu ofiarować, aby miłość odwzajemnić miłością” [50].
Odczytywanie dziejów w świetle
wiary
- Gdy spojrzy się na tę
drogę jako na całość, można dostrzec, że nauka społeczna Kościoła nie jest
owocem projektu opracowanego przy biurku, lecz wynikiem cierpliwie
splatanej historii, w której każdy Papież – wraz z Soborem Watykańskim II
– wniósł własny, oryginalny wkład w świetle „rzeczy nowych” swoich czasów.
Każdy z nich, podejmując wyzwania swojej epoki i odczytując przemiany
dziejowe w świetle Ewangelii, wydobywał różne aspekty jednego dziedzictwa:
godność osoby, wartość pracy, powszechne przeznaczenie dóbr, solidarność i
pomocniczość, troskę o stworzenie, centralne znaczenie pokoju i
braterstwa. Wyłania się stąd rozwój harmonijny, choć nie zawsze linearny,
charakteryzujący się różnymi akcentami, stopniowym pogłębianiem oraz
niekiedy zmianami perspektywy, które nie zrywają z tym, co wcześniejsze,
lecz pozwalają dojrzewać zawartym w nim konsekwencjom. Jeżeli dziś możemy
mówić o korpusie wspólnych zasad i kryteriów, to dlatego, że to
odczytywanie dziejów w świetle wiary nigdy nie zostało zarzucone i potrafiło
podejmować wyzwania stawiane przez pytania kolejnych pokoleń. Właśnie temu
zasadniczemu rdzeniowi – to znaczy wielkim zasadom nauki społecznej, które
ukierunkowują rozeznanie wierzących w życiu osobistym i publicznym –
pragnę teraz poświęcić uwagę, aby lepiej uchwycić ich wewnętrzną spójność
i ich żywotną moc dla naszych czasów.
ROZDZIAŁ II
PODSTAWY I ZASADY NAUKI SPOŁECZNEJ
KOŚCIOŁA
- Nauka społeczna Kościoła
jest rzeczywistością żywą, pozostającą w dialogu z historią, kulturami i
naukami, a zarazem strzegącą rdzenia prawdy, która nie przemija. Dlatego
może być uznana za formę mądrości, zdolną także dzisiaj ukierunkowywać
życie osobiste i społeczne wierzących. W niniejszym drugim rozdziale
pragnę zatrzymać się nad niektórymi podstawami i zasadami nauki
społecznej, które pomagają odczytywać „rzeczy nowe” naszych czasów w
świetle podstawowej godności osoby ludzkiej. Uważam, że dzisiaj – jeśli
chcemy otoczyć troską osobę ludzką w dobie sztucznej inteligencji – musimy
na nowo podjąć refleksję nad dobrem wspólnym, powszechnym przeznaczeniem
dóbr, pomocniczością, solidarnością i sprawiedliwością społeczną. Jestem
przekonany, że harmonijna relacja między tymi zasadami wymaga, aby były
one rozpatrywane łącznie, tak by mogło się jasno uwidocznić, jak wzajemnie
się dopełniają i objaśniają.
- Proponując te refleksje,
pragnę przede wszystkim pomóc wiernym świeckim oraz wszystkim kobietom i
mężczyznom dobrej woli odkryć na nowo ich zadanie polegające na tym, by
wnosić w codzienność – w relacje rodzinne, w pracę i w uczestnictwo
społeczne – zasady, które zamierzam przypomnieć, pozwalając, by ożywiało
ich pragnienie wcielania miłości Boga w konkretne wątki historii.
Równocześnie chciałbym zachęcić akademie i uniwersytety, by nadały tym
zasadom nowy impuls, podejmując nad nimi namysł w sposób wierny dzisiejszym
realiom i skuteczny wobec wyzwań rewolucji cyfrowej. W ten sposób
refleksja teologiczna i filozoficzna będzie mogła pogłębiać i wspierać
drogę duszpasterską Kościoła, przyczyniając się do wypełniania przez
Magisterium jego zadania oświecania sumień wierzących i ukierunkowywania
ich zaangażowania na rzecz bardziej sprawiedliwego i bardziej braterskiego
kształtu życia naszych społeczeństw.
Podstawy nauki społecznej Kościoła
Człowiek obrazem Boga Trójjedynego
- Nauka społeczna Kościoła
prowadzi nas z powrotem do samego serca naszej wiary – do misterium Boga
żywego, objawionego w Jezusie Chrystusie jako komunia Osób: Ojca, Syna i
Ducha Świętego – miłości w relacji, która wzajemnie się udziela i otwiera
na świat[51]. Jak
przypomina Sobór, osoba ludzka jest powołana do komunii z Bogiem i nie
może się „w pełni odnaleźć inaczej, jak tylko przez szczery dar z siebie
samego” [52]: jej
najgłębszym powołaniem jest wejść w trynitarny dynamizm miłości otrzymanej
i współdzielonej.
- Jeżeli misterium
Boga-Miłości jest źródłem nauki społecznej Kościoła, to jego najbardziej
konkretny obraz kontemplujemy w Jezusie Chrystusie, Słowie Wcielonym.
Stając się człowiekiem, Syn Boży wchodzi w naszą historię i przyjmuje
nasze ciało, wnosząc w nie tę miłość, która łączy Go z Ojcem i Duchem
Świętym. „Misterium człowieka wyjaśnia się prawdziwie jedynie w misterium
Słowa Wcielonego”[53],
ponieważ Jego człowieczeństwo jest w pełni wolne, otwarte na innych,
zdolne budować więzi solidarne i piękne, oddane całkowitemu darowi z
siebie. Kto w Niego wierzy, zostaje włączony w wielkie dzieło odnowy
zapoczątkowane przez misterium Jego męki, śmierci i zmartwychwstania oraz
współdziała w budowaniu Królestwa Bożego, ucząc się przyjmować każdą
kobietę i każdego mężczyznę jako siostrę i brata – dzieci jednego Ojca. W
ten sposób zarówno głoszenie, jak i doświadczenie chrześcijańskie,
prowadzone przez Ducha Świętego, zmierzają do wywoływania skutków
społecznych w świecie [54].
- W centrum chrześcijańskiej
wizji człowieka znajduje się wielkie twierdzenie, że mężczyzna i kobieta
zostali stworzeni na obraz i podobieństwo Boga w Trójcy Jedynego (por. Rdz 1,
26–27). Każda osoba, konstytutywnie ukierunkowana na relację, jest
zamierzona i chciana przez Boga po to, by wejść w historię komunii z Nim,
z innymi oraz ze stworzeniem. Jej godność nie zależy od zdolności, jakie
posiada, od bogactw czy zajmowanego miejsca, od słusznych bądź błędnych
wyborów, których dokonuje, lecz jest darem, który ją poprzedza i
przewyższa, złożonym przez Boga jako wyraz Jego miłości, która nigdy nie
ustaje. Dlatego osoba ludzka pozostaje zawsze „drogą Kościoła” [55] oraz
sercem każdej autentycznej drogi integralnego rozwoju człowieka [56].
Równa godność wszystkich istnień
ludzkich
- Św. Jan Paweł II
stwierdzał, że „pogłębiona wrażliwość na godność ludzkiej osoby i na jej
wyjątkowość, a także należny respekt dla decyzji sumienia stanowi
niewątpliwie pozytywny dorobek współczesnej kultury”[57].
Stwierdzenie to wpisuje się w linię wytyczoną już przez Sobór Watykański
II, który odnotował wzrost świadomości wzniosłej godności każdej osoby,
jej wartości przewyższającej wszelkie rzeczy oraz jej powszechnych i
nienaruszalnych praw i obowiązków [58]. Ważne
jest, by czuwać, aby ten wzrost świadomości godności człowieka nie został
przesłonięty pod naciskiem nowych ideologii lub określonych, bardzo
potężnych interesów obecnych w dzisiejszym świecie. Wśród tych ideologii
za szczególnie podstępną uważam tę, która daje do zrozumienia, że każdy
człowiek powinien zasłużyć na swoją wartość albo ją usprawiedliwić, do
tego stopnia, iż większą wartość przypisuje się tym, którzy są bardziej
wydajni i sprawniejsi. W takiej perspektywie osoba zostaje ostatecznie sprowadzona
do środka służącego osiąganiu rezultatów, do zasobu, którym można się
posłużyć i który można wyzyskiwać, i nie jest już ona uznawana za cel sam
w sobie, który nigdy nie podlega instrumentalizacji. Tymczasem wartość
osoby nie zależy od tego, co ona osiąga lub wytwarza, a pewne prawa
przysługują każdemu już przez sam fakt bycia osobą. Żadna ludzka władza
nie może ich prawomocnie odmówić ani arbitralnie ograniczać [59].
- Gdy mówimy o godności, nie
zawsze używamy tego słowa w tym samym znaczeniu: niekiedy mamy na myśli
godność moralną, to znaczy sposób, w jaki człowiek ukierunkowuje swoje
wybory i swoje działanie; innym razem myślimy o godności społecznej, a
więc o warunkach życia człowieka i o konkretnym szacunku, jakim darzy go
społeczeństwo; w jeszcze innych przypadkach wskazujemy na godność
egzystencjalną, to znaczy na sposób, w jaki człowiek postrzega wartość
samego siebie i własnego życia. Te wymiary godności mogą wzrastać albo
maleć. Oprócz tych znaczeń istnieje jednak poziom głębszy i najważniejszy,
którym jest godność ontologiczna. Jest to godność przysługująca każdej
istocie ludzkiej po prostu z racji jej istnienia, tego, że była chciana,
stworzona i umiłowana przez Boga[60]: żaden
grzech, żadne niepowodzenie, żadne upokorzenie, żadne wykluczenie nie mogą
naruszyć głębokiej wartości życia ludzkiego, którego On zapragnął i które
powołał do istnienia [61].
- Dlatego podstawowej
godności każdej osoby nie nabywa się ani się na nią nie zasługuje, nie
potrzebuje też ona udowadniania. Niedawna Deklaracja Dignitas
infinita przedstawiła syntetyczne ujęcie przekonań
Kościoła w tej kwestii: „Nieskończona godność, niezbywalnie związana z
istotą samego bytu, przysługuje każdej osobie ludzkiej, niezależnie od
jakichkolwiek okoliczności i jakiegokolwiek stanu lub sytuacji, w jakich
się znajduje” [62], to
znaczy zawsze i bez wyjątku. O godności tej, przysługującej każdej istocie
ludzkiej, można mówić jako o nieskończonej – jak czynił to św. Jan Paweł
II [63] –
z dwóch racji: ponieważ nieskończona jest miłość Boga, który powołuje
człowieka do przyjaźni z sobą, oraz ponieważ jest ona absolutnie
bezwarunkowa, w tym sensie, że nawet gdyby szukać w nieskończoność, nigdy
nie znajdzie się niczego, co mogłoby ją przekreślić albo podać w
wątpliwość.
Najwyższa wartość praw człowieka
- Kościół z wdzięcznością
uznaje, że „dążenie do sformułowania i ogłoszenia praw człowieka jest
jednym z najbardziej znaczących kroków, będących skuteczną odpowiedzią na
niezbywalne wymogi ludzkiej godności”[64]. Jak
zaś stwierdził św. Jan Paweł II, Powszechna Deklaracja Praw
Człowieka, ogłoszona przez Organizację Narodów Zjednoczonych 10
grudnia 1948 r., pozostaje po dziś dzień jednym z najwznioślejszych
wyrazów ludzkiego sumienia [65].
Stanowi ona „prawdziwy słup milowy na drodze postępu moralnego
ludzkości” [66].
Dlatego w perspektywie chrześcijańskiej prawa człowieka nie są czymś
zewnętrznie dodanym do osoby, lecz historycznym wyrazem jej przyrodzonej
godności, do której ochrony i promocji jest wezwana wspólnota
międzynarodowa.
- Prawa człowieka są
nienaruszalne, ponieważ „są one wpisane w istotę osoby ludzkiej i jej
godności”[67]. W
konsekwencji są one powszechne i niezbywalne [68].
Właśnie dlatego, że są zakorzenione we wspólnej godności każdego mężczyzny
i każdej kobiety, pociągają za sobą konsekwencje praktyczne i skutki
prawne, ponieważ „daremne byłoby głoszenie praw, gdyby jednocześnie nie
podejmowano wszelkich starań, by zapewnić należyte ich poszanowanie ze
strony wszystkich, wszędzie i w stosunku do każdego” [69]. Wśród
nich pierwszym prawem człowieka jest prawo do życia, od poczęcia aż do
naturalnego kresu [70], bez
którego niemożliwe jest korzystanie z jakiegokolwiek innego prawa. Gdy to
podstawowe prawo bywa negowane, jak dzieje się to w przypadku aborcji,
zabijania niewinnych osób i eutanazji, mamy do czynienia z wyborami, które
Kościół uznaje za moralnie niedopuszczalne [71].
- Patrząc na nasze czasy,
nie możemy nie dostrzec, że ochrona praw człowieka wystawiona jest dziś na
dwa szczególnie poważne zagrożenia. Pierwszym z nich jest ryzyko, że
pozostaną one jedynie deklaracją formalną, podczas gdy – równolegle z
postępem technologicznym – nasilają się, w sposób ukryty lub jawny,
naruszenia godności ludzkiej. Drugim zaś ryzykiem, które w istocie leży u
podstaw pierwszego, jest utrata zdolności rozpoznania fundamentu ich
powszechności, ponieważ zaniechano „poszukiwania najbardziej solidnych
podstaw stojących za naszymi wyborami, a także naszych praw”[72]. Papież
Franciszek zachęcał, by nie lekceważyć tego ostatniego problemu.
Przypominał, że gdy rozum stawia sobie na serio pytania o naturę ludzką,
zdolny jest odkrywać wartości obowiązujące wszystkich, ponieważ z niej
właśnie one wypływają. Gdyby jednak ten wysiłek poszukiwania został
zaniechany, mogłoby się zdarzyć, że prawa dziś uznawane za nienaruszalne w
przyszłości zostałyby zakwestionowane lub zaprzeczone przez tych, którzy
dzierżą władzę, być może po uzyskaniu jedynie pozornego przyzwolenia ze strony
społeczeństw zastraszanych albo manipulowanych [73].
- Wraz ze wzrostem
świadomości wartości każdej osoby ludzkiej i jej praw wzrosło także
uznanie praw mniejszości. Jednak wciąż pozostaje długa droga do przebycia,
aby na całym świecie prawa tej znacznej części społeczeństwa, którą
stanowią kobiety, były rzeczywiście i wszędzie jednakowo gwarantowane.
Faktem jest bowiem, że „podwójnie biedne są kobiety narażone na sytuacje
wykluczenia, złego traktowania i przemocy, ponieważ często mają mniejsze
możliwości obrony swoich praw”[74]. Nie
wystarczy więc stwierdzać słowami, że mężczyźni i kobiety mają tę samą
godność i takie same prawa; trzeba, aby znajdowało to odzwierciedlenie w
konkretnych decyzjach: w prawie, w dostępie do pracy, do wykształcenia, do
odpowiedzialności społecznej i politycznej, a także w sposobie, w jaki
społeczeństwo słucha kobiet i docenia ich wkład. Dopóki ta przepaść będzie
się utrzymywać, nie będzie można powiedzieć, że społeczeństwo naprawdę – w
pełni – uznaje równą godność kobiet i mężczyzn.
- Liczą się konkretne osoby,
każda z nich, a także ich rodziny. Ruchy społeczne, wielkie deklaracje
polityczne na rzecz ludu i ideologie wspólnotowe nie znaczą nic, jeśli
ostatecznie nie prowadzą do wspierania osób – mężczyzn i kobiet – wraz z
ich niezbywalnymi prawami. Podobnie nie wystarczy wychwalać wolności
jednostki ani prywatnej inicjatywy, jeśli zarazem godzimy się na to, by
rzesze ludzi nadal żyły bez godnej pracy, bez żadnej ochrony, bez dostępu
do dóbr podstawowych.
Zasady nauki społecznej Kościoła
Zasada dobra wspólnego
- Uznanie, że każda kobieta
i każdy mężczyzna noszą w sobie niezbywalną godność oraz prawa, których
żadna ludzka władza nie może naruszyć ani przekreślić, domaga się
kształtowania sposobu, w jaki żyjemy razem, naszych wyborów ekonomicznych
i politycznych oraz konkretnego oblicza naszych miast. Stąd rodzi się
pierwsza wielka zasada nauki społecznej, którą pragnę przypomnieć: dobro
wspólne. Możemy je określić jako społeczny kształt godności uznanej w
każdym człowieku. Gdy Benedykt XVI mówił o wartościach nienegocjowalnych,
których Kościół powinien zawsze bronić, zaliczył do nich również „promocję
dobra wspólnego”[75]. Dla
chrześcijanina bowiem wyjście z ciasnego świata własnych interesów i
zaangażowanie – na miarę własnych możliwości – na rzecz dobra wspólnego
jest wartością nienegocjowalną, podobnie jak obrona życia.
- Sobór Watykański II
stwierdził, że dobro wspólne to „suma tych warunków życia społecznego,
które pozwalają bądź to grupom, bądź poszczególnym jego członkom pełniej i
szybciej osiągnąć ich własną doskonałość”[76]. Ta
definicja daje nam pierwszą cenną wskazówkę, ponieważ dobro wspólne nie
daje się sprowadzić do zwykłego wykazu warunków czy instytucji. Nie
pokrywa się ani z sumą korzyści poszczególnych osób, ani ze zbieżnością
ich partykularnych interesów; jest dobrem większym, które należy do
wszystkich i które można budować, pomnażać i strzec jedynie wspólnymi
siłami. Można powiedzieć, że działanie społeczne osiąga swoją pełnię
wtedy, gdy zmierza ku temu dobru wspólnemu, podobnie jak moralne działanie
osoby znajduje swoje spełnienie w wyborze dobra prawdziwego [77].
- W tym sensie możemy
powiedzieć, że „całość jest czymś więcej niż część”[78] i
że właśnie dlatego „sama suma korzyści indywidualnych nie jest w stanie
stworzyć lepszego świata dla całej ludzkości” [79]. Iluzją
jest myślenie, że wystarczy zabiegać o własny postęp, aby przyczyniać się
do dobra wszystkich, bez rzeczywistej troski o innych. Taka wizja pomija
właściwą i specyficzną wartość dobra wspólnego: jest ono owocem
„współzależności” [80], która
tworzy sieć dobra społecznego, rozprzestrzeniającą się i oddziałującą na
ludzi. Dobro wspólne jest czymś więcej [wł. plus], jest
wynikiem wzajemnego oddziaływania i wpływu, który łączy rozmaite
działania, inicjatywy, wysiłki i decyzje. Gdyby zsumować jedynie dobra
jednostkowe, nie dałoby się wyjaśnić istnienia owego „więcej”, które je
przewyższa, a zarazem ubogaca.
- To właśnie dążenie do
dobra wspólnego daje początek ludowi, pojmowanemu nie jako zwykła suma
jednostek, lecz jako żywa rzeczywistość, w której ludzie uczą się
dostrzegać wzajemne powiązania i współodpowiedzialność za res publica.
W tym sensie każda osoba przyczynia się do budowania swojego narodu przez
„powolną i żmudną pracę, wymagającą gotowości integrowania się i nauczenia
się tego, by można było stworzyć kulturę spotkania w wielokształtnej
harmonii” [81].
Wspólna praca na rzecz dobra wszystkich oznacza posiadanie wspólnego
projektu. Jest rzeczą oczywistą, że między różnymi osobami istnieje wiele
różnic natury ideologicznej i pragmatycznej, istnieją rozbieżne interesy i
częste kontrasty, nie znaczy to jednak, że niemożliwa jest droga dialogu
prowadząca do wypracowania podstawy porozumienia, pozwalającego na
tworzenie projektu dla wszystkich i podążania razem.
- Do państwa należy zadanie
zapewnienia spójności, jedności i sprawiedliwego uporządkowania
społeczeństwa obywatelskiego, tak aby dobro wspólne mogło być rzeczywiście
realizowane przy udziale wszystkich. Oznacza to konkretnie, że władza
publiczna ma delikatny obowiązek „sprawiedliwego harmonizowania”[82] różnych
wchodzących w grę interesów, poszukując równowagi między dobrami
partykularnymi a dobrem wspólnym, nie pozostawiając na boku najsłabszych.
Kiedy polityka rezygnuje z długofalowej wizji i sprowadza się do
krótkoterminowych kalkulacji lub jałowych polaryzacji, mówienie o dobru
wspólnym traci wiarygodność, a jednocześnie narastają nierówności i
pęknięcia społeczne.
- Dotyczy to również
polityki międzynarodowej. W miarę jak rosną dystanse między narodami,
torują sobie drogę logiki przeciwstawienia i agresji, a trudna droga ku
światu bardziej zjednoczonemu i braterskiemu doznaje nowych i bolesnych
zahamowań. W takim kontekście mówienie o wspólnej drodze ku bardziej
sprawiedliwemu rozwojowi całej rodziny ludzkiej „brzmi dziś jak
majaczenie”[83]. Nie
możemy jednak tracić nadziei. Zachęcam wszystkich do zastanowienia się nad
formami współpracy i skuteczniejszymi instytucjami międzynarodowymi,
zdolnymi do strzeżenia globalnego dobra wspólnego bez zanegowania
prawowitej różnorodności narodów i państw. Promowanie dobra wspólnego nie
może bowiem być nigdy oddzielone od poszanowania prawa narodów do
istnienia, do zachowania własnej tożsamości oraz do wnoszenia swej
oryginalności do rodziny narodów [84].
Wszelka próba czy projekt unicestwienia albo podporządkowania jakiegoś
narodu są czymś głęboko niemoralnym, a zatem nie do przyjęcia.
Zasada powszechnego przeznaczenia
dóbr
- „Wśród rozlicznych
wymiarów dobra wspólnego szczególnego znaczenia nabiera zasada
powszechnego przeznaczenia dóbr”[85]. Zasada
ta przypomina nam przede wszystkim, że dobra ziemi – gleba, woda,
powietrze, zasoby naturalne – zostały dane przez Boga całej rodzinie
ludzkiej, aby podtrzymywały życie wszystkich, zarówno dzisiaj, jak i w
przyszłych pokoleniach, oraz że każdej osobie przysługuje pierwotne prawo
do korzystania z tych dóbr. Św. Jan Paweł II przypominał, że „Bóg dał
ziemię całemu rodzajowi ludzkiemu, aby utrzymywała wszystkich jego
członków, nie wykluczając ani nie wyróżniając nikogo” [86]. W
konsekwencji „nie jest zgodne z planem Bożym, by rozporządzać tym darem
tak, że z jego dobrodziejstw korzystaliby jedynie nieliczni” [87].
Dzisiaj jesteśmy wezwani uznać, że owo powszechne przeznaczenie obejmuje
nie tylko dobra materialne, lecz także dobra niematerialne i kulturowe.
- Istnieje prawo do
własności prywatnej, które ma swój sens i właściwą sobie funkcję, ale
zawsze pozostaje podporządkowane powszechnemu przeznaczeniu dóbr. Według
św. Jana Pawła II podporządkowanie to stanowi złotą regułę życia
społecznego i „pierwszą zasadę całego porządku społeczno-etycznego”[88].
Tradycja Kościoła postrzegała własność jako środek służący strzeżeniu dóbr
i zarządzania nimi tak, aby mogły one lepiej służyć dobru wspólnemu.
Ponieważ „tradycja chrześcijańska nigdy nie uznawała prawa do własności
prywatnej za absolutne i nienaruszalne” [89],
społeczna funkcja własności nie powinna być uważana za zwykłą opinię
teologiczną, lecz za pewną doktrynę Kościoła, obecną już w Piśmie Świętym
i u Ojców. Dlatego Papież Franciszek przypomniał, że solidarność
przeżywana w całej swej głębi oznacza także „zwrócić ubogiemu to, co mu
się należy” [90].
- Dzisiaj do dóbr
przeznaczonych powszechnie dla wszystkich musimy zaliczyć także nowe formy
własności: patenty, algorytmy, platformy cyfrowe, infrastrukturę
technologiczną i dane. W kontekście, w którym bogactwo narodów coraz
bardziej zależy od wiedzy i technologii, gdy dobra te pozostają skupione w
rękach nielicznych, bez odpowiednich form dzielenia się nimi i dostępu do
nich, powstaje nowa nierównowaga, sprzeczna z powszechnym przeznaczeniem
dóbr i pogłębiająca przepaść między włączonymi a wykluczonymi, między
tymi, którzy mogą uczestniczyć w rewolucji cyfrowej, a tymi, którzy
pozostają na jej marginesie. Ponadto troska o wspólny dom oraz
odpowiedzialność wobec ubogich i przyszłych pokoleń wymagają, aby
korzystanie z dóbr stworzenia i z nowych możliwości oferowanych przez
technikę było regulowane w taki sposób, by szanować środowisko, unikać
marnotrawstwa i nowych form grabieży.
Zasada pomocniczości
- Zasada pomocniczości
wyrasta z tego samego spojrzenia na osobę, które kierowało naszymi
rozważaniami nad godnością i dobrem wspólnym. Skoro każda kobieta i każdy
mężczyzna są powołani, by stawać się podmiotami własnego życia i
uczestniczyć w budowaniu społeczeństwa, to również organizacja życia
społecznego winna szanować i wspierać tę odpowiedzialność. Nauka społeczna
Kościoła nazywa „pomocniczością” zasadę, zgodnie z którą to, co mogą
uczynić osoby, rodziny, wspólnoty lokalne i ciała pośrednie, nie powinno
być przejmowane przez instancje wyższe. Instytucje wyższego szczebla winny
uznawać, chronić i wspierać wolność oraz kreatywność niższych szczebli,
koordynując ich wkład tak, aby mógł on skutecznie służyć dobru wspólnemu[91].
- Od początku nowożytnego
Magisterium społecznego, poczynając od Leona XIII, Kościół podkreślał, że
ani osoba, ani rodzina nie mogą zostać wchłonięte przez państwo, lecz – na
ile to możliwe i bez szkody dla dobra wspólnego – należy pozostawić im
możliwość swobodnego działania[92]. Św.
Jan Paweł II podjął i pogłębił tę perspektywę, przypominając, że wspólnota
polityczna pozostaje w służbie społeczeństwa obywatelskiego, a państwo
winno czuwać nad dobrem wspólnym, interweniując wtedy, gdy jest to
konieczne, ale nie zastępując w sposób trwały odpowiedzialności organizmów
pośrednich i rzeczywistości społecznych [93].
Pomocniczość nie usprawiedliwia więc wycofania się państwa, lecz
ukierunkowuje jego działanie: interwencja publiczna jest potrzebna właśnie
po to, aby umożliwić wszystkim podmiotom społecznym wypełnianie ich misji
bez przygniatania ich ciężarem struktur wyższych. Do wspólnoty politycznej
należy tworzenie takich warunków, by osoby, rodziny, stowarzyszenia i
organizmy pośrednie mogły realizować swoje społeczne powołanie, nie będąc
zastępowanymi ani sprowadzanymi do roli samych wykonawców [94].
- Zasada ta zachęca do
przezwyciężania wszelkich form paternalistycznego czy czysto opiekuńczego
zarządzania życiem społecznym, promując styl współodpowiedzialności:
państwo, które dowartościowuje inicjatywę obywateli, oraz społeczeństwo
obywatelskie zdolne do tworzenia więzi i uruchamiania sił służących dobru
wspólnemu. Zgodnie z logiką pomocniczości decyzje podejmuje się na
poziomie możliwie najbliższym osobom, których one dotyczą,
dowartościowując życie stowarzyszeniowe, tak aby ludzie nie stawali wobec
decyzji już podjętych, lecz mogli uczestniczyć w procesie ich
kształtowania. Tam, gdzie rodziny, stowarzyszenia, wspólnoty lokalne,
rzeczywistości wolontariatu i tak zwanego „trzeciego sektora” są uznawane
i wspierane, życie społeczne staje się bliższe osobom, usługi bardziej
uważne na rzeczywiste potrzeby, a odpowiedzi – bardziej twórcze i bardziej
szanujące godność każdego człowieka[95].
- Zasada pomocniczości ma
szczególne znaczenie także w kontekście rewolucji cyfrowej. Tutaj wyższym
szczeblem nie jest państwo, lecz każdy duży podmiot gospodarczy i
technologiczny, który faktycznie wywiera wpływ na warunki życia wspólnego.
Poziomem przejmującym kompetencje, dane i zdolność decydowania stają się
przedsiębiorstwa i platformy, określające warunki dostępu, zasady
widoczności treści, formy relacji, a nawet możliwości ekonomiczne.
Pomocniczość domaga się, aby procesy te nie były narzucane z góry w sposób
nieprzejrzysty i jednostronny, lecz by były ukierunkowane na dobro wspólne
dzięki przejrzystości, odpowiedzialności i rzeczywistym formom
uczestnictwa (takim jak niezależne audyty, przejrzystość algorytmów,
sprawiedliwy dostęp do danych i środki odwoławcze)[96].
- W tym kontekście państwa i
instytucje ponadnarodowe są wezwane do zapewniania sprawiedliwych norm i
skutecznych zabezpieczeń, aby wspólnoty lokalne, ciała pośrednie, szkoły,
uniwersytety oraz rzeczywistości kościelne i stowarzyszeniowe mogły mieć
głos i wnosić swój wkład w rozeznanie decyzji wpływających na życie osób:
na pracę, dostęp do usług, zarządzanie danymi i środowiska cyfrowe. W
decyzjach dotyczących przepływów ekonomicznych i platform cyfrowych, w
zarządzaniu danymi i algorytmami nie można dopuścić do tego, by nieliczne
podmioty samodzielnie wyznaczały bieg procesów; konieczne jest budowanie
takich form współpracy, które uszanują różne poziomy wspólnoty światowej i
uczynią je współodpowiedzialnymi za dobro wspólne[97].
Zasada solidarności
- Po rozważeniu dobra
wspólnego i pomocniczości pragnę zatrzymać się nad zasadą solidarności.
Wyrasta ona z wizji osoby, która pochodzi z wiary: każda istota ludzka
została stworzona na obraz Boga i włączona w sieć relacji wiążących ją z
innymi, z narodami i z całym stworzeniem. Św. Paweł VI przypominał, że
zobowiązania solidarności, sprawiedliwości i miłości zakorzenione są w
ludzkim i nadprzyrodzonym braterstwie łączącym między sobą ludzi i narody[98].
Braterstwo nie jest jedynie wewnętrznym pragnieniem wierzącego, lecz
społeczną i polityczną formą życia, która winna znaleźć wyraz we wspólnych
wyborach i drogach działania. Solidarność jest zatem konkretnym uznaniem,
że los każdego z nas związany jest z losem wszystkich: naprawdę „nikt nie
ocala się sam” [99]. W ten
sposób oczywisty staje się ścisły związek między pomocniczością a
solidarnością. Gdy pomocniczości nie towarzyszy solidarność, łatwo
przekształca się ona w zwykłą ochronę partykularnych interesów; gdy zaś
solidarność nie jest wsparta pomocniczością, ulega wynaturzeniu,
przeradzając się w opiekuńczość, która nie sprzyja odpowiedzialności [100]. To
powiązanie odsyła również do odpowiedzialności za autentyczne
uczestnictwo: solidarność wyraża się wtedy, gdy każdy – osobiście i razem
z innymi – bierze udział w życiu wspólnoty, zdobywa potrzebne informacje,
zrzesza się, zabiera głos, przyczynia się do podejmowania decyzji i
działań publicznych – przyjmując rzeczywistą odpowiedzialność za to, by
dobro wspólne przekładało się na podejmowane wspólnie wybory.
- W wielu obszarach
doświadczamy już pewnego rodzaju „solidarności faktycznej”: nasze losy są
ze sobą ściśle powiązane, ekonomia i środki komunikacji sprawiają, że to,
co dzieje się w jednym miejscu, ma dalekosiężne skutki, a sieci cyfrowe
łączą w czasie rzeczywistym osoby i wspólnoty z każdego zakątka świata. Ta
struktura relacji nie jest jednak jeszcze solidarnością w pełnym
znaczeniu, jeśli nie staje się świadomym wyborem. Wiara zachęca nas, aby
odczytywać tę rzeczywistość jako wezwanie: nie jesteśmy jedynie po prostu
blisko siebie, lecz zostaliśmy sobie wzajemnie powierzeni, aby każdy – na
miarę swoich możliwości – brał na siebie życie i rany brata oraz siostry.
Solidarność rodzi się właśnie wtedy, gdy decydujemy się nie pozostawać
obojętnymi wobec tego, co spotyka naszego bliźniego, i gdy przekształcamy
nieodzowne więzi – ekonomiczne, kulturowe, technologiczne – w drogi
dzielenia się, współpracy i wzajemnej troski, ucząc się „mówienia i
działania w kategoriach wspólnoty”[101].
- Magisterium społeczne
podkreślało, że solidarność jest zarazem zasadą i cnotą. Jako zasada
wyraża ona obiektywny porządek relacji między osobami, grupami i narodami
oraz odsyła do świadomości współzależności, zgodnie z którą dobro każdego
łączy się z dobrem innych. Jako cnota wymaga natomiast „mocnej i trwałej
woli angażowania się na rzecz dobra wspólnego”[102], ze
szczególną uwagą poświęconą najsłabszym. Papież Franciszek przypomniał, że
solidarność jest „sposobem kształtowania historii” [103],
który buduje ludy, a nie zwykłe masy jednostek. Dlatego zakłada ona style
życia nacechowane umiarem i dzieleniem się, zdolność rezygnacji z
doraźnych korzyści, aby otworzyć innym nowe perspektywy na przyszłość, a
także gotowość do podawania w wątpliwość przyzwyczajeń i przywilejów –
również tych związanych z konsumpcją cyfrową i używaniem technologii –
kiedy uniemożliwiają one innym życie z godnością.
- W świecie naznaczonym
coraz ściślejszymi relacjami między osobami, wspólnotami i narodami
solidarność przyjmuje również wymiar globalny. Benedykt XVI dobitnie
przypominał o związku między rozwojem, sprawiedliwością i
odpowiedzialnością wobec przyszłych pokoleń, przypominając, że autentyczny
rozwój domaga się solidarności międzypokoleniowej[104] oraz
dbałości o więzi łączące nas ze środowiskiem naturalnym. Dzisiaj
odpowiedzialność ta rozciąga się także na infrastrukturę cyfrową i
informacyjną: podobnie jak środowisko naturalne, również „ekosystem
cyfrowy” może być chroniony albo eksploatowany, współdzielony albo
monopolizowany. Solidarność domaga się, by decyzje dotyczące danych,
algorytmów, platform i sztucznej inteligencji brały pod uwagę nie tylko
doraźną korzyść nielicznych, lecz także wpływ na całość narodów i na
przyszłe pokolenia.
Zasada sprawiedliwości społecznej
- Dla wspólnoty
chrześcijańskiej sprawiedliwość społeczna jest konkretną formą
naśladowania Jezusa i wierności Jego Ewangelii. W Nowym Testamencie Jezus
głosi „dobrą nowinę ubogim” (Łk 4, 18) i utożsamia się z
małymi, chorymi, więźniami i cudzoziemcami (por. Mt 25,
31–46). Tym samym uczy nas, że sprawiedliwość rodzi się i realizuje w
braterstwie, ponieważ sposób, w jaki podchodzimy do najmniejszych i
odnosimy się do nich, staje się konkretną miarą naszej relacji z Bogiem i
z braćmi. Sprawiedliwość nie dotyczy jednak jedynie postępowania
poszczególnych osób, lecz także sposobu, w jaki pomyślane i urządzone są
struktury współżycia społecznego. Sobór Watykański II przypomina w tym
kontekście, że każda instytucja jest wezwana do służby osobie ludzkiej i
jej godności [105].
Sprawiedliwość społeczną rozpoznaje się zatem po tym, czy dany porządek
społeczny, gospodarczy i polityczny pozwala wszystkim – a w szczególności
najsłabszym – żyć prawdziwie po ludzku, tak by nikt nie został pominięty.
- Najnowsze Magisterium
podkreślało, że sprawiedliwość społeczna wymaga spojrzenia
rozpoczynającego się od owych ostatnich. Św. Jan Paweł II mówił o opcji
preferencyjnej na rzecz ubogich[106],
która winna kształtować wybory osobiste i społeczne, podczas gdy Papież
Franciszek piętnował „kulturę «odrzucenia»” [107],
rodzącą coraz to nowe formy wykluczenia. W tej perspektywie sprawiedliwość
społeczna domaga się patrzenia na osoby i narody, wychodząc od tych,
którzy są najbardziej bezbronni: od ubogich, migrantów, uchodźców, od osób
przesiedlonych w obrębie własnego kraju, ofiar przemocy, osób żyjących na
peryferiach miejskich i egzystencjalnych.
- Pojęcie „sprawiedliwości
społecznej” pomaga uznać, że niesprawiedliwości nie rodzą się wyłącznie z
błędnych decyzji poszczególnych osób, lecz również ze struktur,
mechanizmów oraz układów ekonomicznych i kulturowych, które niemal
automatycznie powodują nierówność. Św. Jan Paweł II mówił w tym sensie o
strukturach grzechu[108],
które sprzeciwiają się woli Bożej i domagają się zaangażowania na rzecz
nawrócenia osobistego i społecznego. W tej perspektywie sprawiedliwość nie
odnosi się wyłącznie do bardziej sprawiedliwego podziału dóbr czy do
korygowania istniejących niesprawiedliwości, lecz nabiera także wymiaru
naprawczego. Zmierza ona do odbudowy zerwanych więzi i do ponownego
włączenia tych, którzy zostali wykluczeni, biorąc pod uwagę rany
pozostawione przez niesprawiedliwości – wojny, kolonializm, dyskryminację
rasową lub płciową, przemoc wobec całych narodów oraz wyzysk. Może to
oznaczać przywracanie godności i głosu tym, którzy byli ignorowani,
wspieranie procesów uzdrowienia pamięci zbiorowej, przeciwstawianie się
dyskryminującym prawom i praktykom, a także konkretne wspieranie tych,
którzy do dziś ponoszą skutki doznanych w przeszłości krzywd.
- W dzisiejszych czasach
sprawiedliwość społeczna musi mierzyć się także ze środowiskiem
kształtowanym przez technologie cyfrowe. Rozpowszechnianie globalnych
sieci, platform i systemów sztucznej inteligencji zmienia sposób
pozyskiwania informacji, komunikowania się i uzyskiwania dostępu do usług.
Sprawiedliwość domaga się, by nie dopuszczać do powstawania nowych form
wykluczania i pozbawiania wolności: osób i narodów, którym odmawia się lub
ogranicza dostęp do podstawowych technologii, społeczności narażonych na
inwazyjną inwigilację, grup społecznych krzywdzonych przez nieprzejrzyste
algorytmy, powielające uprzedzenia i dyskryminację. Sprawiedliwy porządek
społeczny w epoce cyfrowej to taki, który gwarantuje wszystkim równy
dostęp do możliwości, chroni najmniejszych i najsłabszych, przeciwstawia
się nienawiści i dezinformacji, poddaje publicznej kontroli korzystanie z
danych i technologii, tak aby kryterium nie był wyłącznie zysk, lecz
godność każdej osoby i dobro narodów.
- Jednym z decydujących
sprawdzianów sprawiedliwości społecznej pozostaje dziś sytuacja migrantów,
uchodźców i wszystkich tych, którzy zmuszeni są do przemieszczania się z
powodu biedy, przemocy, zmian klimatycznych i katastrof środowiskowych.
Sposób, w jaki społeczeństwo ich traktuje, pokazuje, czy jego rozumienie
sprawiedliwości opiera się na strachu czy też braterstwie. Papież
Franciszek zachęcał, by dostrzegać w migrantach nie tylko problem do
rozwiązania, lecz „żywy obraz Ludu Bożego w drodze”[109]; osób
obdarzonych godnością, zasobami i marzeniami, które mają prawo do bycia
traktowanymi z szacunkiem i proszą o możność stania się czynną częścią
społeczeństw, które je przyjmują. Sprawiedliwość społeczna w tej
dziedzinie zakłada co najmniej dwa wzajemnie dopełniające się
zobowiązania. Z jednej strony, strzec prawa do nadziei tych, którzy są
zmuszeni do wyjazdu, zapewniając im drogi bezpieczne i legalne, godne
warunki przyjęcia oraz rzeczywiste ścieżki integracji. Z drugiej zaś,
wspierać także prawo do pozostania na własnej ziemi w pokoju i
bezpieczeństwie, stawiając czoła głębokim przyczynom, które zmuszają do
migracji, także tym związanym z niesprawiedliwościami gospodarczymi i
kryzysem klimatycznym. Gdy prawa te są szanowane, migracje mogą stać się okazją
do spotkania i wzajemnego ubogacenia narodów.
Integralny rozwój człowieka
- W Encyklice Populorum
progressio św. Paweł VI stwierdza, że rozwój jest autentyczny
jedynie wówczas, gdy jest „integralny”, to znaczy „przyczynia się do
rozwoju każdego człowieka i całego człowieka” [110]. W
następnych dziesięcioleciach nauka społeczna Kościoła podejmowała i
pogłębiała to wyrażenie, aby wskazać konkretny sposób, w jaki te wielkie
zasady – godność, dobro wspólne, powszechne przeznaczenie dóbr,
pomocniczość, solidarność i sprawiedliwość społeczna – urzeczywistniają
się w historii. Przez „integralny rozwój człowieka” rozumiemy proces, w
którym wzrost osób i narodów obejmuje wszystkie wymiary egzystencji oraz
otwiera przyszłość również dla przyszłych pokoleń.
- Rozwój, zarówno osób, jak
i narodów, jest zadaniem i zarazem prawem: domaga się on minimalnych
warunków, które umożliwią każdej osobie i każdemu narodowi dojrzewanie
zgodnie z własną godnością, bez utrzymywania ich w zależności i bez
wykluczania z dostępu do niezbędnych dóbr. Rozwój jest ludzki, gdy stawia
w centrum osoby, a nie gromadzenie dóbr, a także gdy dotyczy również
narodów, a nie jedynie jednostek. Sprawiedliwość wymaga uznania praw
społecznych i praw narodów oraz obejmuje odpowiedzialność wobec tych,
którzy przyjdą po nas. Nie jest zatem ludzki taki rozwój, który pomnaża
konsumpcję niektórych, przerzucając koszty i rany na innych, albo który
spycha całe regiony do ról podporządkowanych, nie pozwalając im rozwinąć
własnego potencjału[111].
Rozwój jest integralny wtedy, gdy nie ogranicza się do sfery ekonomicznej,
lecz promuje jakość życia w jego wymiarze duchowym, kulturowym, moralnym i
relacyjnym, z poszanowaniem wspólnego domu, różnorodności narodów oraz ich
sposobów życia [112].
- Idea integralnego rozwoju
człowieka znajduje dziś decydujące kryterium weryfikacji w ekologii
integralnej, która stała się nieodzownym wymiarem nauki społecznej
Kościoła. Jakość rozwoju mierzy się bowiem jego zdolnością do łączenia –
bez ich rozdzielania – sprawiedliwości wobec osób i troski o wspólny dom,
sprzyjając godnym warunkom życia, dostępowi do niezbędnych dóbr,
sprawiedliwym relacjom społecznym, trosce o stworzenie oraz zważaniu na
przyszłe pokolenia. Wynika stąd, że nie jest prawdziwym postępem to, co
zwiększa dobrobyt jednych kosztem degradacji ekosystemów, przerzucając
koszty na wspólnoty najbardziej bezbronne albo pogarszając warunki życia
tych, którzy przyjdą po nas.
- Tak rozumiany integralny
rozwój człowieka stanowi horyzont, w ramach którego należy odczytywać
przemiany naszych czasów, również te związane z rewolucją cyfrową.
Innowacje technologiczne – w tym sztuczna inteligencja – nie są neutralne:
mogą poszerzać uczestnictwo i sprawiedliwość, ale mogą też pogłębiać
nierówności, kontrolę i wykluczenie. Dlatego należy je oceniać w świetle
pytania zasadniczego: czy rzeczywiście przyczyniają się do wzrastania osób
i narodów w człowieczeństwie i braterstwie, z poszanowaniem wspólnego domu
i przyszłych pokoleń? Właśnie tutaj zasady nauki społecznej stają się
konkretnymi kryteriami rozeznawania w dziedzinach, które podejmiemy w
kolejnych rozdziałach.
Sprawdzian dla Kościoła
- Na zakończenie pragnę
poruszyć kwestię szczególnie mi bliską. Nauka społeczna Kościoła nie jest
jedynie słowem skierowanym do społeczeństwa: jest ona także rachunkiem
sumienia dla Kościoła – domu i szkoły komunii, zawsze wezwanego do
sprawdzania, czy zasady przedstawione w tym rozdziale są urzeczywistniane
przede wszystkim w jego własnym wnętrzu. W kontekście eklezjalnym dobro
wspólne przybiera postać synodalnego stylu dla misji w służbie Królestwa.
Kościół jest bowiem „wspólnotowym i historycznym podmiotem synodalności i
misji”[113].
Domaga się to troski o sposób podejmowania decyzji i sprawowania
odpowiedzialności. Dokument końcowy Synodu pośród praktyk
decydujących o przemianie misyjnej wymienia kulturę przejrzystości,
rozliczalności i oceny [114].
- W tej perspektywie
pomocniczość staje się kryterium rządzenia i życia duszpasterskiego, które
uznaje i wspiera odpowiedzialność wiernych oraz kościelnych ciał
pośrednich, dowartościowuje charyzmaty i kompetencje, a zarazem pozwala
unikać wszelkiego paternalizmu, który tłumi ewangeliczną wolność. W
praktyce udział ochrzczonych w procesach decyzyjnych oraz ich
współodpowiedzialność za misję dokonują się za pośrednictwem
rzeczywistych, a nie jedynie nominalnych organów uczestnictwa[115].
- Solidarność w życiu
wspólnoty chrześcijańskiej ma swoje źródło w misterium Chrystusa i karmi
się Eucharystią. Rodzi się ona z komunii w wierze i w sakramentach:
chrzest i bierzmowanie jednoczą nas w Chrystusie, abyśmy byli jednym
ciałem i jednym duchem, jednym sercem i jedną duszą (por .Ef 4,
4; Dz 4, 32). Eucharystia – sakrament jedności – umacnia
naszą przynależność do Ciała Chrystusa i wychowuje nas do dzielenia się.
Różne wrażliwości obecne w Kościele, mocne przekonania ożywiające każdego
z nas są bogactwem, o ile pozostają zakorzenione w pewności, że jedność
jest darem otrzymanym i zarazem zadaniem, które trzeba podjąć.
- Żyć sprawiedliwością w
Kościele znaczy oczyszczać relacje i struktury kościelne z tych wypaczeń,
które powodują nierówności, nieprzejrzystości i nadużycia. W tym względzie
słuchanie ofiar wykorzystania duchowego, ekonomicznego, instytucjonalnego,
seksualnego, nadużyć władzy i sumienia stanowi integrującą część drogi
sprawiedliwości, obejmującej uznanie wyrządzonej szkody, sprawiedliwe
zadośćuczynienie oraz prewencję. Każda władza służy komunii i misji. Każdy
urząd jest w służbie Ludu Bożego. Ta diakonia wyraża się nie tylko w
wierze celebrowanej i przeżywanej w sakramentach oraz w przyswajaniu stylu
synodalnego, lecz także w konkretnym dzieleniu się dobrami: na wzór
Kościoła pierwotnego zasoby kościelne winny rzeczywiście stawać się
wspólne, aby nikt pośród nas nie cierpiał niedostatku (por. Dz 4,
34) i aby zarządzanie nimi wspierało misję głoszenia Ewangelii
najuboższym. Należy promować regularne formy oceny sposobu sprawowania
odpowiedzialności ministerialnej, które nie byłyby sądem nad osobami, ale
narzędziami uczenia się i korygowania ukierunkowanymi na misję [116]. W
takiej mierze, w jakiej jesteśmy otwarci na działanie Ducha Świętego, te
zasady nauki społecznej urzeczywistnią się w życiu eklezjalnym. W ten
sposób Kościół jest zdolny dać społeczeństwu wiarygodny znak tego, że
wspólne dążenie do dobra wszystkich – we współodpowiedzialności i
braterstwie – nie jest utopią, lecz realną możliwością [117].
ROZDZIAŁ III
TECHNIKA I PANOWANIE. WIELKOŚĆ
OSOBY LUDZKIEJ WOBEC OBIETNIC SZTUCZNEJ INTELIGENCJI
- Po przypomnieniu zasad,
które rzucają światło na naukę społeczną Kościoła, pragnę teraz skierować
spojrzenie ku niektórym wyzwaniom, dotykającym szczególnie naszego sposobu
przeżywania obecnego czasu. Biblijnym obrazem, który towarzyszy tym
stronom, jest obraz budowli: z jednej strony wieża Babel, gdzie wspólne
dzieło kierowane jest zamysłem panowania, który ostatecznie prowadzi do
dehumanizacji (por. Rdz 11, 1–9); z drugiej zaś ruiny
Jerozolimy, odbudowywane kawałek po kawałku pod przewodnictwem Nehemiasza
jako dzieło wspólnej odpowiedzialności (por. Ne 2–6).
Jesteśmy wezwani, by postawić sobie pytanie o wielki plac budowy naszej
epoki: co właściwie wznosimy? Podczas gdy rozwój technologiczny szybko
zmienia języki, relacje, instytucje i formy władzy, my – wierzący, możemy
i powinniśmy wybrać, nad jakim projektem i w jakim duchu chcemy pracować,
aby otaczać troską i doceniać wspaniałe człowieczeństwo, które zostało nam
dane w darze. Nie chodzi o wybór dotyczący naszej przyszłości, lecz
naszego teraźniejszego życia, ponieważ sztuczna inteligencja i inne nowe
technologie już teraz należą do naszej codzienności.
- Towarzyszy mi przekonanie,
że konkretny sposób przeżywania relacji społecznych w świetle Ewangelii
nie jest ustalony raz na zawsze, lecz pozostaje zadaniem powierzanym
wspólnocie chrześcijańskiej z pokolenia na pokolenie. Pod przewodnictwem
Ducha Świętego Kościół pozwala się oświecać Słowu, aby odczytywać znaki
czasu i z twórczą odwagą poszukiwać nowych dróg, dzięki którym relacje
między osobami i narodami stawałyby się coraz bardziej zgodne z wymogami
Królestwa Bożego[118].
Dlatego zachęcam wszystkich, a w sposób szczególny wiernych świeckich, aby
nie bali się konfrontować z rzeczywistością, by umieli wzajemnie się
słuchać i z mocą podejmowali własną odpowiedzialność za budowanie
społeczeństwa bardziej ludzkiego i braterskiego.
Paradygmat technokratyczny i władza
cyfrowa
- W Encyklice Laudato si’ Papież
Franciszek piętnował rosnącą dominację paradygmatu technokratycznego [119] w
zglobalizowanym świecie: tendencję do tego, by logika efektywności,
kontroli i zysku sama rządziła wyborami osobistymi, społecznymi i
gospodarczymi. Tym samym jeszcze wyraźniej widać, że technika nie jest
zwykłym narzędziem i że – gdy staje się kryterium – ostatecznie sama
decyduje o tym, co ma znaczenie, a co może zostać odrzucone, sprowadzając
stworzenie do przedmiotu eksploatacji, a osoby do trybików systemu, który
ma być coraz bardziej wydajny.
- Paradygmat ten szybko
rozszerzył się w ostatnich latach, również wskutek rozpowszechniania
sztucznej inteligencji, nauk kognitywnych, nanotechnologii, robotyki i
biotechnologii. Same w sobie innowacje te mogą stać się wielką pomocą dla
integralnego rozwoju człowieka i troski o wspólny dom. Jednak właśnie ze
względu na swoją moc mogą pełnić funkcję akceleratora paradygmatu
technokratycznego i dlatego potrzebują nowych ram duchowych, etycznych i
politycznych. To, co potężniejsze, niekoniecznie znaczy lepsze. W tym
sensie aktualne pozostają słowa Romana Guardiniego: „Człowiek nowoczesny
nie został wychowany tak, aby umiał się posługiwać swą mocą właściwie”[120].
- Niebezpieczeństwo, że
ludzkość stanie się ofiarą własnych zdobyczy, zostało już z wielką
jasnością dostrzeżone przez św. Pawła VI, gdy przestrzegał, że
„najbardziej niezwykłe postępy naukowe, najbardziej niesamowite
osiągnięcia techniczne, najcudowniejszy rozwój gospodarczy, jeśli nie
łączą się z autentycznym postępem społecznym i moralnym, w ostatecznym
rachunku zwracają się przeciw człowiekowi”[121].
Dlatego postęp techniczny – sam w sobie cenny – domaga się rozeznania co
do antropologicznej wizji, która nim kieruje, oraz celów, do których
zmierza. Jeżeli rozwój technologiczny dokonuje się bez odpowiedniego
dojrzewania etycznego i społecznego, może się zdarzyć, że środki będą się
mnożyć, natomiast nie będzie w tej samej mierze wzrastać człowieczeństwo:
„ma się więcej”, ale nie „jest się bardziej”, a osoba ryzykuje, że będzie
oceniana przede wszystkim na podstawie osiągów, jakie jest w stanie zagwarantować [122].
- Trzeba tu uznać fakt
decydujący, do którego już wcześniej nawiązałem: w wielu przypadkach w
kontekście cyfrowym kontrola nad platformami, infrastrukturami, danymi i
mocą obliczeniową nie należy do państw, lecz do wielkich podmiotów
gospodarczych i technologicznych, które de facto ustalają
warunki dostępu, zasady widoczności treści, a nawet same możliwości
uczestnictwa. Kiedy władza o takim zasięgu koncentruje się w nielicznych
rękach, ma tendencję do stawania się nieprzejrzystą i wymykania się
kontroli publicznej, a zarazem wzrasta ryzyko wypaczonego rozwoju, który
rodzi nowe zależności, wykluczenia, manipulacje i nierówności.
- W obliczu tej koncentracji
władzy w świecie cyfrowym wielkie zasady nauki społecznej: zasada
niezbywalnej godności osoby, dobra wspólnego, powszechnego przeznaczenia
dóbr, pomocniczości, solidarności i sprawiedliwości społecznej, stają się
kryteriami oceny i rozeznawania nowej sytuacji. Domagają się one
sprawdzenia, czy władza infrastruktur cyfrowych i algorytmów rzeczywiście
sprzyja uczestnictwu i odpowiedzialności, chroni najsłabszych, zapewnia
sprawiedliwy dostęp do możliwości i pozostaje podporządkowana dobru
wszystkich. Wychodząc od tych przesłanek, możemy teraz rozważyć bliżej,
czym jest sztuczna inteligencja, jakie możliwości otwiera i jakie ryzyka
niesie ze sobą.
Sztuczna inteligencja
- Nie jest moją intencją, by
w tym miejscu przedstawiać wykład na temat sztucznej inteligencji ani
przytaczać bibliografię, dziś już bardzo obszerną; istnieją już bowiem
autorytatywne opracowania, także w środowisku kościelnym, do których można
się odwołać[123].
Ograniczę się do przypomnienia kilku elementów istotnych dla rozeznania
moralnego i społecznego, które otaczają troską prymat osoby, tak aby to
zawsze inteligencja ludzka – wraz ze swoim sumieniem i swoją wolnością –
kierowała innowacjami technicznymi oraz odpowiedzialnie określała ich
zastosowanie i granice.
- Wypada poprzedzić te
rozważania dwiema uwagami. Po pierwsze, istnieje ryzyko, że wszelkie tezy
dotyczące AI mogą się w krótkim czasie zdezaktualizować ze względu na
zdumiewające tempo rozwoju tych systemów. Po drugie, wszyscy – także ci,
którzy je projektują – niewiele wiemy o ich rzeczywistym funkcjonowaniu.
Współczesne systemy sztucznej inteligencji są bowiem bardziej „hodowane”
niż „konstruowane”: twórcy nie projektują bezpośrednio każdego ich
szczegółu, lecz tworzą architekturę, na której AI „się rozwija”. W
konsekwencji podstawowe aspekty naukowe – takie jak wewnętrzne
reprezentacje i procesy obliczeniowe tych systemów – pozostają obecnie
nieznane. Tym pilniej ujawnia się potrzeba podjęcia podwójnego wysiłku: z
jednej strony pogłębiania badań naukowych, z drugiej – praktykowania
rozeznawania moralnego i duchowego.
- Nie jest możliwe podanie
jednej, jednoznacznej i wyczerpującej definicji AI. Możemy jednak
stwierdzić, że należy unikać błędnego utożsamiania tej „inteligencji” z
inteligencją ludzką. Systemy te naśladują niektóre funkcje ludzkiej
inteligencji. Czyniąc to, często przewyższają ją szybkością i zakresem
obliczeń, oferując konkretne korzyści w licznych dziedzinach. Niemniej
jednak ta moc pozostaje związana wyłącznie z przetwarzaniem danych: tak
zwane systemy sztucznej inteligencji nie przeżywają doświadczenia, nie
posiadają ciała, nie odczuwają radości i bólu, nie dojrzewają w relacji,
nie znają od wewnątrz tego, co znaczą miłość, praca, przyjaźń i
odpowiedzialność. Nie mają również świadomości moralnej: nie oceniają
dobra i zła, nie ujmują ostatecznego sensu sytuacji, nie biorą na siebie
ciężaru konsekwencji. Mogą naśladować języki, zachowania i oceny, mogą
symulować empatię albo zrozumienie, ale nie rozumieją tego, co wytwarzają,
ponieważ nie żyją w sferze afektywnej, relacyjnej i duchowej, w których
człowiek staje się mądry. Także wtedy, gdy narzędzia te
przedstawiane są jako zdolne do „uczenia się”, ich sposób działania różni
się od sposobu właściwego osobie ludzkiej. Nie jest to doświadczenie
kogoś, kto pozwala kształtować się życiu i wzrasta w czasie poprzez
dokonywanie wyborów, popełnianie błędów, przebaczanie i wierność; jest to
raczej statystyczne dostosowanie na podstawie danych i informacji
zwrotnych, które może być bardzo skuteczne, ale nie oznacza wewnętrznego
wzrostu.
Cenne wsparcie wymagające uwagi
- W świetle tego, co zostało
powiedziane, możemy lepiej zrozumieć, dlaczego AI może być cenną pomocą, a
zarazem wymagać podejścia trzeźwego i czujnego. W ostatnich latach jej
prywatne wykorzystanie znacznie wzrosło i z wielu stron podejmuje się
refleksję nad możliwościami i zagrożeniami związanymi z jej szybkim
upowszechnieniem. W przypadku użycia osobistego należy zwrócić szczególną
uwagę na trzy aspekty: łatwość uzyskania wyniku, wrażenie obiektywności
oraz symulację komunikacji ludzkiej. Szybkość i prostota, z jakimi można
uzyskać wskazówki, złożone opracowania, treści medialne oraz formy
konkretnej pomocy upraszczają nasze życie, mogą jednak także przyzwyczajać
nas do zbyt daleko idącego delegowania zadań i do szukania gotowych
odpowiedzi, osłabiając osobisty osąd i kreatywność. Wrażenie
obiektywności, jakie mogą wywoływać odpowiedzi i propozycje tych systemów,
niesie ryzyko, że zapomnimy, iż odzwierciedlają one parametry kulturowe
tych, którzy je zaprojektowali i wytrenowali, ze wszystkimi ich zaletami i
wadami. Sztuczne naśladowanie pozytywnej komunikacji ludzkiej – słów rady,
empatii, przyjaźni, miłości – może być satysfakcjonujące, a nawet
użyteczne, ale niewystarczająco świadomych użytkowników może wprowadzać w
błąd i stwarzać złudzenie, że pozostają oni w relacji z autentycznym
podmiotem osobowym. Gdy słowo jest symulowane, nie buduje relacji, lecz
jedynie jej pozór. Sztuczne naśladowanie relacji opiekuńczej lub
towarzyszenia może stać się niebezpieczne, gdy wkrada się w kontekst ubogi
w realne relacje i uczucia: wówczas istnieje ryzyko nie tylko tego, że
jakaś osoba uwierzy, iż rozmawia z inną osobą, lecz tego, że utraci samo
pragnienie rzeczywistego szukania drugiego człowieka.
- Poszerzając spojrzenie na
zastosowanie AI w naszych społeczeństwach, stwierdzamy, że jest ona już
obecna w procesach decyzyjnych we wszystkich dziedzinach i na różnych
poziomach: w komunikacji, zarządzaniu i kontroli. Korzyści w zakresie
efektywności oraz potencjał poprawy niektórych usług są oczywiste; jednak
szybkie i bezkrytyczne wdrażanie naraża nas na różne ryzyka, w tym także
na ryzyko niedocenienia jej wpływu na środowisko. Obecne systemy AI
wymagają wielkich ilości energii i wody, w sposób znaczący wpływają na
emisję dwutlenku węgla i intensywnie zużywają zasoby. Wraz ze wzrostem
złożoności, zwłaszcza w przypadku wielkich modeli językowych, rosną także
potrzeby w zakresie mocy obliczeniowej i zdolności przechowywania danych,
opierające się na całym zespole maszyn, przewodów, centrów danych i
energochłonnej infrastruktury. Dlatego niezbędne jest rozwijanie bardziej
zrównoważonych rozwiązań technologicznych w celu zmniejszenia wpływu na
środowisko i ochrony naszego wspólnego domu[124].
Odpowiedzialność, przejrzystość i
zarządzanie sztuczną inteligencją
- Korzystanie z AI nigdy nie
jest faktem czysto technicznym: kiedy wkracza ona w procesy oddziałujące
na życie ludzi, dotyka praw, szans, reputacji i wolności. Delikatne
decyzje dotyczące pracy, kredytu, dostępu do usług i reputacji osób mogą
zostać powierzone całkowicie systemom zautomatyzowanym, które nie znają
„współczucia, miłosierdzia, przebaczenia, a nade wszystko otwartości na
nadzieję przemiany osoby”[125] i
w ten sposób mogą rodzić nowe formy wykluczenia. Mogą istnieć zastosowania
w oczywisty sposób antyludzkie, jak manipulowanie informacją czy
naruszanie prywatności, ale może istnieć także pułapka mniej jawna, gdy
systemy AI, przedstawiając się jako neutralne i obiektywne,
odzwierciedlają i umacniają stereotypy lub stanowiska ideologiczne tych,
którzy je zaprojektowali i wytrenowali.
- Powierzyć w praktyce
algorytmowi władzę rozstrzygania o tym, kto zasługuje, a kto nie, bez
tego, by ktokolwiek brał już na siebie ciężar decyzji, znaczy powierzyć mu
zadanie ponownego wyznaczania granic ludzkich możliwości. Tym, czego w tym
procesie brakuje, nie jest tylko empatia wobec wykluczonego, którą można
sztucznie naśladować, lecz odpowiedzialność polityczna, ponieważ
odrzucenie słabych zostaje przyobleczone w pozór neutralności i
obiektywności, wobec których nie sposób protestować. Tym samym niesprawiedliwość
staje się milcząca, a współczucie, miłosierdzie i przebaczenie – nie jako
zwykły pozór, lecz jako gesty polityczne – znikają z horyzontu.
- Z tego wynika prosta, ale
zobowiązująca konsekwencja: nie możemy uważać AI za moralnie neutralną. W
rzeczywistości każde urządzenie techniczne niesie z sobą wybory i
priorytety: to, co mierzy, to, co ignoruje, to, co optymalizuje, a także
sposób, w jaki klasyfikuje osoby i sytuacje. Jeśli jakiś system zostaje
pomyślany lub wykorzystywany w taki sposób, że traktuje niektóre życia
jako mniej godne albo wyklucza je bez możliwości odwołania, nie jest on
zwykłym narzędziem, „którego należy dobrze używać”: wprowadza już
kryterium sprzeczne z niezbywalną godnością osoby. Dlatego rozeznawanie
etyczne nie może ograniczać się do pytania, czy używamy danego systemu do
celu dobrego czy złego, lecz musi także pytać, jak został on
zaprojektowany i jaka wizja osoby oraz społeczeństwa została wpisana w
dane i modele, które nim kierują[126].
- Aby AI szanowała godność
ludzką i rzeczywiście służyła dobru wspólnemu, konieczne jest, by
odpowiedzialność była jasno określona na wszystkich etapach: od tych,
którzy projektują i trenują systemy, aż po tych, którzy z nich korzystają,
oraz tych, którzy decydują o powierzeniu im konkretnych rozstrzygnięć. W
wielu przypadkach jednak wewnętrzne procesy prowadzące do danego wyniku
mogą pozostawać mało przejrzyste, a to utrudnia przypisanie
odpowiedzialności i korygowanie błędów. Właśnie tutaj decydującego znaczenia
nabiera to, co nazywamy accountability – możliwość ustalenia,
kto ma „zdać sprawę” z decyzji, uzasadnić je, poddać kontroli, a gdy to
konieczne – zakwestionować je i naprawić szkody, które z nich
wynikają [127].
- Domagać się roztropności,
wnikliwej weryfikacji, a niekiedy nawet spowolnienia we wdrażaniu
sztucznej inteligencji nie znaczy być przeciwnikiem postępu, lecz wyrażać
odpowiedzialną troskę o rodzinę ludzką. Wymóg ten jest tym pilniejszy, że
często istnieje brak równowagi między szybkością rozwoju technologicznego
a tempem, w jakim dojrzewają świadomość, normy, mechanizmy kontroli i
instytucje zdolne zarządzać jego skutkami. Nie wystarczy ogólnikowo
odwoływać się do etyki: potrzebne są odpowiednie ramy prawne, niezależny
nadzór, edukacja użytkowników oraz polityka, która nie wyrzeka się
własnego zadania. W przeciwnym razie zmiana będzie zarządzana wyłącznie
przez logikę technokratyczną i przedstawiana jako konieczna oraz
nieuchronna, kończąc się narzucaniem reguł dyktowanych przez tych, którzy
posiadają dane, infrastrukturę i zdolności obliczeniowe.
- Nie możemy ograniczać się
do postulowania moralizacji maszyny, tak zwanego „dostosowania” (alignment)
AI do wartości ludzkich, nie mając odwagi postawić jeszcze jednego
warunku: możliwości dyskutowania o kodeksie etycznym, który ma zostać
zastosowany, poddając go kryteriom wspólnie podzielanej sprawiedliwości
społecznej. W przeciwnym razie ci, którzy kontrolują AI, narzucą własną
wizję moralną, która stanie się niewidzialną infrastrukturą systemów. Nie
wystarczy, by AI była bardziej moralna, jeśli o tej moralności decydują
nieliczni. Potrzeba polityki bardziej obecnej, zdolnej spowalniać tam,
gdzie wszystko przyspiesza, i chronić przestrzenie, w których wspólnoty
mogą nadal uczestniczyć i stawiać pytania.
- Istotnie, jak bywa w
przypadku każdego wielkiego przełomu technologicznego, AI skłonna jest
pomnażać przede wszystkim władzę tych, którzy już dysponują zasobami
ekonomicznymi, kompetencjami i dostępem do danych. W świetle dobra
wspólnego i powszechnego przeznaczenia dóbr zjawisko to budzi poważny
niepokój: małe, lecz bardzo wpływowe grupy mogą ukierunkowywać informację
i konsumpcję, warunkować procesy demokratyczne i oddziaływać na dynamikę
gospodarczą dla własnej korzyści, wbrew sprawiedliwości społecznej i
solidarności między narodami. Dlatego niezbędne jest, by korzystaniu z AI
– zwłaszcza wtedy, gdy dotyczy ona dóbr publicznych i praw podstawowych –
towarzyszyły jasne kryteria i skuteczne mechanizmy kontroli, inspirowane
uczestnictwem i zasadą pomocniczości: wspólnoty i ciała pośrednie nie mogą
zostać zredukowane do roli odbiorców decyzji podjętych gdzie indziej, lecz
muszą móc wnosić swój wkład w rozeznawanie i nadzór. Ponadto własność
danych nie może być powierzona wyłącznie podmiotom prywatnym, lecz musi
zostać poddana regulacjom. Dane są owocem wkładu wielu osób i nie mogą być
sprzedawane ani powierzane nielicznym. Potrzebna jest kreatywność zdolna
zarządzać nimi jako jednym z dóbr wspólnych lub zbiorowych, w logice
współdzielenia, jak sugerował już św. Jan Paweł II w odniesieniu do dóbr
zbiorowych[128].
- Zasady nauki społecznej
pomagają nam odczytywać tę nową rzeczywistość. W świecie, w którym
nieliczne podmioty skupiają dane, kapitał obliczeniowy i zdolność
normatywną, mówienie o dobru wspólnym oznacza demaskowanie tej nowej
asymetrii epistemicznej, ekonomicznej i politycznej, nazywając po imieniu
nowe monopole AI. Mówienie o powszechnym przeznaczeniu dóbr oznacza
szukanie sposobów zapewnienia powszechnego dostępu do technologii i
formacji. Mówienie o pomocniczości oznacza ochronę zdolności wspólnot do
wybierania i korygowania, nie sprowadzając ich udziału do samego nadzoru
po tym, jak standardy zostały ustalone gdzie indziej. Mówienie o
solidarności zobowiązuje do uznania niewidzialnej pracy, często
wykonywanej w warunkach wyzysku, która zasila modele algorytmiczne.
Mówienie o sprawiedliwości oznacza pytanie o geografie władzy
wyznaczające, kto może trenować modele, a kto jest jedynie przedmiotem
tego treningu, oraz uznanie, że sprawiedliwość społeczna nie jest tylko
celem, którego należy strzec po wdrożeniu technologii, lecz warunkiem
uprzednim, który trzeba urzeczywistniać już w samym ich projektowaniu.
- Chciałbym wreszcie użyć
słowa, które jest mi szczególnie drogie: „rozbroić”. Rozbroić AI znaczy
wyrwać ją z logiki zbrojnej rywalizacji, która dzisiaj nie jest już
wyłącznie militarna, lecz także ekonomiczna i poznawcza. Jest to wyścig do
stworzenia najsprawniejszego algorytmu i najszerszego zbioru danych (dataset)po
to, by utrwalić przewagę geopolityczną lub handlową nad wszystkimi innymi.
Rozbroić znaczy zerwać tę równoznaczność między potęgą techniczną a prawem
do rządzenia. Rozbroić nie znaczy wyrzec się technologii, lecz nie
dopuścić, by zapanowała nad tym, co ludzkie. Znaczy wyzwolić ją spod
monopoli, uczynić ją przedmiotem debaty i sprzeciwu, a tym samym
przestrzenią przyjazną ludziom, przywracając ją wielości ludzkich kultur i
form życia. Zadanie stojące dziś przed nami nie ma wymiaru tylko etycznego
ani tylko technicznego: ma ono charakter ekologiczny w sensie najbardziej
radykalnym, ponieważ dotyczy nowego wymiaru naszego wspólnego domu.
Sztuczna inteligencja jest już środowiskiem, w którym jesteśmy zanurzeni,
i władzą, z którą musimy się liczyć. Dlatego nie wystarczy jej regulować:
trzeba ją rozbroić i uczynić przyjazną.
- Szczególny apel kieruję do
tych, którzy zajmują się rozwijaniem systemów sztucznej inteligencji.
Innowacja technologiczna może być w pewnym sensie ludzką formą
uczestnictwa w Bożym akcie stworzenia. Na twórcach systemów AI spoczywa
zatem szczególna odpowiedzialność etyczna i duchowa, ponieważ każda
decyzja projektowa wyraża określoną wizję ludzkości. Tak jak autor dzieła
artystycznego czy literackiego powinien brać pod uwagę wartości, które ono
wyraża, tak i oni powinni z należytą powagą traktować wartości, które
wpisują w swoje projekty: w sposób przejrzysty, z poczuciem
odpowiedzialności wobec społeczności, których one dotyczą, oraz z
czujnością, która pozwala zweryfikować, czy to, co jest rozwijane,
rzeczywiście służy dobru.
To, czego nie możemy utracić
- Po przywołaniu kwestii
odpowiedzialności i zarządzania AI trzeba powrócić do naszego tematu
centralnego: co to znaczy troszczyć się o to, co ludzkie. Zagrożenie nie
polega jedynie na tym, że niektóre technologie mogą być źle używane, lecz
na tym, że paradygmat technokratyczny, w którym jesteśmy zanurzeni,
wzmocniony przez rewolucję cyfrową i AI, sprawia, iż za słuszną i normalną
zaczyna uchodzić wizja antyludzka, wedle której pełnia życia miałaby
polegać na tym, by więcej posiadać, zmniejszać kruchość, eliminować to, co
nieprzewidywalne, i wszystko kontrolować. Gdy wydajność staje się miarą
wartości, człowiek ulega pokusie myślenia o sobie bardziej jako o
projekcie, który należy zoptymalizować, niż jako o stworzeniu powołanym do
relacji i komunii.
- W rzeczywistości
absolutyzowanie jednego tylko wymiaru człowieka jest zawsze błędem. Nie
tylko bowiem brak rodzi nieład. Również to, co wzrasta bez miary, może
stać się formą biedy. W ekosystemie harmonia zostaje zachwiana, gdy jeden
gatunek zaczyna dominować kosztem pozostałych. Podobnie dzieje się w
przypadku człowieka, gdy jakaś jedna z jego władz rości sobie pretensję do
bycia miarą wszystkiego. Tak więc inteligencja, gdy zostaje
absolutyzowana, ostatecznie przesłania inne istotne wymiary życia: uczucia,
wolę, oddanie i relację. Jeśli władza techniczna nie zostaje zrównoważona,
nie zwiększa naszych zdolności, ale czyni nas bardziej samotnymi i
bardziej wystawionymi na logikę panowania i wykluczenia. Nie chodzi
oczywiście o przeciwstawianie się inteligencji, lecz o przypomnienie, że
kiedy zamyka się ona w sobie samej, zapomina, iż została dana po to, by
służyć życiu i osobie ludzkiej.
- Jakość cywilizacji mierzy
się nie potęgą jej środków, lecz troską, jaką potrafi otoczyć człowieka,
zdolnością uznania drugiego za twarz, a nie za funkcję. Zdolność troski
jedni o drugich stanowi ważny wymiar naszego człowieczeństwa. Zdolności
tej uczy się i doskonali się ją poprzez doświadczenie. Czytanie baśni
dziecku, towarzyszenie osobie starszej, uczynienie jakiegoś miejsca
gościnnym – to gesty przeżywane w środowisku rodzinnym, które pomagają nam
uczyć się i uwewnętrzniać znaczenie troski także na poziomie społecznym
oraz wyrabiają w nas zdolność uznawania drugiego człowieka za osobę godną
uwagi. Technologia może wspierać także wzajemną troskę między ludźmi, na
przykład, jeśli dostarcza narzędzi pomagających przewidywać i organizować,
ale nie pozbawia istoty ludzkiej jej wolności i zdolności osądu, skoro to
człowiek jest podmiotem relacji i ponosi odpowiedzialność za decyzje.
Podstawowe narracje: transhumanizm
i posthumanizm
- Próbując wydobyć kulturowe
założenia towarzyszące trwającej rewolucji cyfrowej, chciałbym teraz
zwrócić uwagę na niektóre nurty, które postrzegają postęp jako
przekroczenie tego, co ludzkie, a które możemy określić jako transhumanizm
i posthumanizm. Stanowią one ideologiczne tło obecne w niektórych
ośrodkach władzy technologicznej i w uproszczonej formie kolonizują
wyobraźnię zbiorową, szczególnie za pośrednictwem mediów i sieci
społecznościowych, wzbudzając entuzjazm dla nowych technologii przez
futurystyczną wizję „człowieka wzmocnionego” albo „człowieka
zhybrydyzowanego” z maszyną.
- Transhumanizm i
posthumanizm obejmują wielość nurtów i wrażliwości, dlatego trudno
przedstawić ich jednoznaczny opis. Można je porównać do archipelagu
różnych wysp pojęciowych, połączonych jednak tym samym morzem założeń,
jakim jest centralne miejsce techniki i marzenie o przekroczeniu granic
ludzkiej kondycji. Ogólnie rzecz biorąc, transhumanizm wyobraża sobie
wzmocnienie istoty ludzkiej za pośrednictwem technologii (biomedycyny,
inżynierii ciała, urządzeń i algorytmów) w celu zwiększenia jej sprawności
i zdolności. Posthumanizm, zwłaszcza w swoich bardziej radykalnych
odmianach, idzie jeszcze dalej: krytykuje antropocentryzm i kreśli
perspektywę formy hybrydyzacji istoty ludzkiej, maszyny i środowiska, aż
po wyobrażenie sobie przekroczenia progu, w którym ludzkość przezwycięży
samą siebie, wchodząc w nowe stadium ewolucji. Nawet gdy hipotezy te
pozostają w dużej mierze spekulatywne, nabierają znaczenia, ponieważ
zmieniają wyobraźnię zbiorową, a w konsekwencji ukierunkowują wybory
społeczne, gospodarcze i polityczne[129].
- W świetle nauki społecznej
Kościoła punktem krytycznym nie jest samo używanie techniki, lecz wizja
leżąca u jej podstaw: jeśli istota ludzka jest traktowana jako materiał do
udoskonalenia albo do przekroczenia, wówczas łatwiej przyjąć, że niektórzy
zostaną uznani za mniej użytecznych, mniej pożądanych czy mniej godnych. W
imię postępu można dojść do wyobrażenia sobie „koniecznych ofiar” i kazać
najsłabszym płacić cenę domniemanej optymalizacji gatunku. Wspomniana już
przestroga św. Pawła VI pozostaje więc niezwykle dalekowzroczna:
osiągnięcia nauki i techniki, jeśli zostają oderwane od postępu moralnego
i społecznego, w końcu obracają się przeciwko człowiekowi[130].
Dlatego konieczne jest jasne odróżnienie jednego od drugiego: czym innym
jest włączanie technologii w wizję ludzką i relacyjną, czym innym zaś
poddanie się wyobraźni, która deprecjonuje ograniczenia i obiecuje czysto
techniczne „zbawienie”.
Ograniczenia, serce i wielkość
istoty ludzkiej
- Wydaje się, że nasze
odnoszenie się do życia znajduje się dziś w kryzysie. Wszystko to, co jawi
się jako „ograniczenie” – niezdolność, choroba, starość, cierpienie,
podatność na zranienia – bywa odczytywane przede wszystkim jako defekt,
który należy skorygować, a nie jako przestrzeń, w której człowiek dojrzewa
i otwiera się na relację. Tymczasem trzeba pamiętać, że człowieczeństwo
rozkwita nie pomimo ograniczenia, lecz bardzo często poprzez ograniczenie.
Spojrzenie na rzeczywistość w świetle wiary pomaga rozpoznać to, co
nazywamy „przygodnością” rzeczy tego świata. O ile z jednej strony naszym
obowiązkiem jest starać się usuwać cierpienie naznaczające ludzkie życie,
o tyle z drugiej mądrze jest uznać naszą konstytutywną skończoność,
wiedząc, że „doświadczenie religijne, a w szczególności wiara
chrześcijańska, proponują przeżywanie – bez uproszczeń – tej ambiwalencji
między wielkością a ograniczonością człowieka, odczytywanej w świetle
pierwotnej i fundamentalnej relacji z Bogiem” [131].
- To właśnie w naszej
ograniczoności znajdują miejsce współczucie, szczera troska o potrzeby
innych, wielkoduszność, która potrafi zaskoczyć nawet pośród mroku i
porażki, doświadczenie duchowe oraz adoracja Boga. Widzimy to w wielu
chwilach, gdy ograniczenie staje się w naszym życiu czymś konkretnym: gdy
spotyka nas odrzucenie, gdy cierpimy z powodu choroby albo śmierci
ukochanej osoby, gdy doświadczamy własnej niezdolności lub porażki. W
tajemniczy sposób właśnie w takich chwilach możemy odnaleźć nową mądrość,
namacalnie doświadczyć serdeczności innych ludzi i doznać obecności Pana.
- Także wtedy, gdy
ograniczenie objawia się jako ból wewnętrzny, mądrość życiowa uczy, by go
nie usuwać ani nie tłumić, lecz go integrować. Aby całkowicie stłumić ból,
trzeba by w gruncie rzeczy wygasić również miłość i pragnienie. Kto bowiem
kocha i pragnie, nie może uniknąć przejścia przez próbę i cierpienie;
dlatego też przez lata nosimy w sobie nauczanie, które odciska się jak
blizny – pamięć drogi przebytej pośród wolności i upadków, marzeń i
rozczarowań. Dopiero dzięki splotowi tych elementów dokonują się w sercu
owe duchowe cuda, które pozwalają nam kosztować najsłodszy smak naszego
człowieczeństwa[132].
Rezygnacja z tej przygody – zarazem dramatycznej i wspaniałej – w imię
rzekomego przezwyciężenia wszelkiego ograniczenia mogłaby oznaczać
wszystko, tylko nie to, by pozostać istotą ludzką.
- Moralne zepsucie
wynikające z ograniczoności właściwej stworzeniu – zło, które w sposób
oczywisty porusza serce człowieka – rujnuje społeczeństwo i ludzkie życie,
dochodząc aż do skrajnych postaci odczłowieczenia. A jednak także ta
bolesna forma ograniczenia pozostawia otwarte szczeliny dla dobra. Nawet
wtedy, gdy istota ludzka się dehumanizuje i wywołuje tragedie, małe
światełko nadal świeci w człowieczeństwie i pozostaje zdolne rozpalić się
na nowo – za łaską Boga – na drogach nawrócenia i pojednania. Viktor
Frankl słusznie mówił, że w chwilach grozy „mieliśmy okazję przekonać się,
jaki naprawdę jest człowiek. Jest on wszak istotą, która skonstruowała
komory gazowe w Auschwitz, a zarazem tą samą istotą, która wchodziła do
owych komór z podniesioną głową i modlitwą Pańską –Szema Jisrael –
na ustach” [133].
- Kiedy skończoność zostaje
przyjęta w prawdzie, nie zubaża istoty ludzkiej, lecz otwiera ją na
rozpoznanie oblicza Boga i drugiego człowieka. Właśnie dlatego, że
doświadcza ograniczenia – zranienia, bólu, porażki – może ona uznać własną
i cudzą godność za nienaruszalną. I właśnie w tym samym doświadczeniu
ograniczenia człowiek pozostaje zdolny do przeczuwania braterstwa jako
większego od siebie i uznawania niesprawiedliwości jako zgorszenia.
Kultura i sztuka, gdy są autentyczne, strzegą tej iskry, nie dopuszczając
do normalizacji zła. W ten sposób niektóre dzieła nabrały wartości quasi profetycznej:
IX Symfonia Beethovena jako pragnienie jedności; Guernica jako
potępienie dehumanizacji; Lista Schindlera jako wezwanie,
by przeszłości nie skazywać na zapomnienie.
- Historia jawi się nie
tylko jako katalog naszych aktów przemocy, lecz także jako dowód, że
człowiek potrafi tworzyć instytucje zdolne chronić wspólne życie. W
ostatnich dwóch stuleciach widzimy to w kilku znamiennych osiągnięciach: w
powstaniu Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża (1863), którego
operacyjna neutralność zapewnia wszystkim pełną współczucia opiekę; w
długim procesie, który doprowadził do zniesienia niewolnictwa, a który nie
był zwykłą zmianą prawną, lecz przemianą świadomości; w ustanowieniu
Organizacji Narodów Zjednoczonych (1945) i Powszechnej Deklaracji Praw
Człowieka (1948), które ustaliły wspólny język pozwalający
powiedzieć – przynajmniej jako wspólny ideał – że godność jest powszechna;
w Konwencji dotyczącej statusu uchodźców (1951),
uznającej obowiązek ochrony wobec tych, którzy uciekają przed
prześladowaniami i zagrożeniem. W tych przykładach pragnienie dobra
przekłada się konkretnie na formy publiczne – normy, instytucje, praktyki
– zdolne do ograniczania siły i obrony słabych. Nic z tego jednak nie
zrodziło się bez zmagania się z oporem, małostkowymi interesami i
kulturową inercją. Zdobyczom moralnym niemal zawsze towarzyszy oblicze
drogi długiej i mozolnej, naznaczonej także porażkami: pomyślmy o
przerwanych procesach pokojowych czy o powolnie wdrażanych zobowiązaniach
ekologicznych. A przecież właśnie kruchość tych osiągnięć ukazuje, jak
cenna jest odpowiedzialność tych, którzy je inicjują i je wspierają.
- Niektóre wydarzenia
pomagają dostrzec, że historia może się zmieniać, kiedy choćby jeden
mężczyzna lub jedna kobieta naprawdę poważnie traktują godność wszystkich:
ruch na rzecz praw obywatelskich w Stanach Zjednoczonych Ameryki, związany
także ze świadectwem Martina Luthera Kinga Jr., czy też kres apartheidu w
Republice Południowej Afryki po uwolnieniu Nelsona Mandeli i jego decyzji,
by nie oddawać przyszłości w ręce nienawiści. W odmiennych kontekstach
wyróżniły się ponadto kobiety odważne i wielkoduszne, takie jak św. Laura
Mantoya, św. Teresa z Kalkuty, Dorothy Day, Maria Skłodowska-Curie, Maria
Montessori, Elisabeth Elliot, Wangari Maathai, Benazir Bhutto i wiele
innych ze wszystkich kontynentów, które swoim zaangażowaniem przyczyniły
się do uczynienia historii bardziej ludzką.
- Obok tych znaków
publicznych istnieje bardziej ukryta, lecz decydująca tkanka: wspólnoty
zakonne, które wybierają miejsca dotknięte nędzą i niebezpieczne;
męczennicy braterstwa i sprawiedliwości – jak św. Maksymilian Maria Kolbe,
św. Oscar Romero i bł. Enrique Angelelli, wraz ze świadkami, którzy w
trudnych i często nieludzkich warunkach wcielali nadzieję Ewangelii i
godność człowieka; jak czcigodny François-Xavier Nguyễn Văn Thuận. Nade
wszystko zaś „męczennicy codzienności”, którzy bez rozgłosu troszczą się,
wychowują, towarzyszą i pocieszają – jak rodzice, pielęgniarze, lekarze,
wolontariusze, osoby pozostające u boku osoby starszej lub wykluczonej.
Ich świadectwo pokazuje, że dobro nie dokonuje się automatycznie, lecz
wymaga wytrwałości, pamięci i nawrócenia, które uzdalnia do zaczynania od
nowa nawet po porażkach.
- Właśnie to połączenie
sprawiedliwych instytucji, wiarygodnych świadectw i codziennych wierności
podtrzymuje nadzieję i wskazuje kierunek: rozwijać technikę, nie
dopuszczając do cofania się serca. Dlatego człowieczeństwo – wspaniałe i
zranione – nie może zostać ani zastąpione, ani przekroczone: może
przyjmować postępy techniki, by łagodzić cierpienia i otwierać nowe
możliwości, pod warunkiem, że nie wyprze się tego, co stanowi o jego
tożsamości, czyli zdolności do relacji i miłości. W tym miejscu nasuwa się
pytanie rozstrzygające: jeśli istnieje coś, co jest autentycznie „więcej
niż ludzkie”, to gdzie to się znajduje? Wiara chrześcijańska odpowiada,
wskazując na spełnienie, które nie wypływa z technologicznego ubóstwienia
człowieka, lecz z przebóstwienia dokonywanego przez łaskę Bożą otrzymaną w
Chrystusie.
To, co prawdziwie „więcej niż
ludzkie”: łaska i humanizm chrześcijański
- Wyrażenie „więcej niż
ludzkie” nie należy wyłącznie do języka technicznych obietnic. Od wieków
tradycja chrześcijańska głosi, że istota ludzka nie jest zamknięta w
granicach własnej natury, lecz jest powołana do przekraczania samej siebie
– nie przez ucieczkę od rzeczywistości ani przez wzgardę dla ograniczeń,
lecz po to, by osiągnąć pełnię w miłości. Wiara zna to, co wykracza
„poza”, co rodzi się z daru Bożego. Ta przemiana jest dziełem Ducha
Świętego. Jak nauczał św. Tomasz z Akwinu, ten proces wyniesienia i
przemiany „przewyższa zdolność natury”[134],
ponieważ między naszą naturą a życiem Boga istnieje nieskończony
dystans [135]. A
jednak możliwe jest wszczepienie nas w łono tego niewyczerpanego życia,
nawet wtedy, gdy wędrujemy pośród ograniczeń tego świata. I tylko
Nieskończony, który daje samego siebie, może uczynić tę wędrówkę możliwą:
sam Bóg przekracza ową „nieskończoną” niewspółmierność [136]. Tak
dokonuje się nowe stworzenie człowieka: „Jeżeli więc ktoś [pozostaje] w
Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto «wszystko»
stało się nowe” ( 2 Kor 5, 17).
- Kiedy uznajemy tę
możliwość przekraczania samych siebie z pomocą łaski Boga, nie zaprzeczamy
samym sobie ani nie stajemy się mniej ludzcy. Przeciwnie, jak wyjaśnia
Papież Franciszek: „Stajemy się w pełni ludzcy, gdy przekraczamy nasze
ludzkie ograniczenia, gdy pozwalamy Bogu poprowadzić się poza nas samych,
aby dotrzeć do naszej prawdziwej istoty”[137]. W
tym właśnie ujawnia się radykalna różnica wobec prometejskich marzeń:
człowieka nie ocala wzmocniona samowystarczalność, lecz relacja, która
wyzwala, oraz komunia, która przemienia. Wobec tego technologia, która
klasyfikuje i optymalizuje to, co już istnieje, może – niezamierzenie –
stać się przeszkodą dla przemiany i wzrostu. Dla algorytmu błąd jest
czymś, co należy skorygować; dla osoby może stać się początkiem głębokiej
przemiany. Przyszłości osoby nie da się obliczyć, ponieważ jest ona
powierzona jej wolności, wyniesionej przez niewyczerpaną łaskę Bożą, oraz
więziom, które pielęgnuje.
Dwa miasta i dwie miłości
- Humanizm chrześcijański
nie odrzuca nauki i techniki, lecz przyjmuje je z wdzięcznością i
realizmem oraz osadza je mocno w rzeczywistości, wpisując w wyższe
powołanie. Twórcza inteligencja istoty ludzkiej jest darem, który może
łagodzić cierpienia i otwierać nowe możliwości, musi jednak pozostawać
podporządkowana dobru wspólnemu, sprawiedliwości, trosce o słabych i o
stworzenie. W tym sensie rzeczywista alternatywa nie polega na wyborze
między entuzjazmem a lękiem, lecz między dwoma sposobami budowania: między
postępem, który służy osobie i narodom, oraz postępem, który
podporządkowuje je logice władzy. Ostatecznie rozstrzygającym jest
pytanie, na które wskazywał św. Jan Paweł II: czy AI „czyni życie ludzkie
na ziemi pod każdym względem «bardziej ludzkim», bardziej «godnym
człowieka»?”[138].
Jeśli odpowiedź jest twierdząca, wówczas możemy uznać w niej dobrą
możliwość, którą należy wykorzystać odpowiedzialnie na drodze cierpliwej i
wspólnej odbudowy, wzorowanej na odrodzeniu Jerozolimy opisanym w Księdze
Nehemiasza. Jeżeli natomiast rośnie potęga, podczas gdy serce jałowieje, a
więzi się rozpadają, wówczas mamy do czynienia z nową formą wieży Babel:
budowlą wspaniałą, ale nieludzką.
- Stawiać sobie pytanie o tę
alternatywę postępu oraz o nasz sposób jej rozumienia i przeżywania, to w
gruncie rzeczy zawsze pytać również o własne serce. Sposób bowiem, w jaki
myślimy o relacjach, pracy i instytucjach, oraz jak je kształtujemy,
ujawnia nasze podstawowe wartości i w ostatecznym rozrachunku rodzi się z
tego, co jest najbliższe sercu. Prowadzi nas miłość: to, co naprawdę
kochamy – jako jednostki i jako społeczeństwo – nadaje kierunek naszemu
życiu i działaniu. Św. Augustyn opisuje historię ludzkości jako miejsca
zmagania dwóch miłości, które zbudowały dwa sposoby zamieszkiwania świata
i współżycia – dwa „miasta” [„państwa”]: z jednej strony miłość Boga i
bliźniego, z drugiej zaś miłość wyłącznie siebie samego. „Dwojaka tedy
miłość dwojakie państwo uczyniła: ziemskie państwo uczyniła miłość własna
aż do pogardy Boga posunięta; niebieskie państwo uczyniła miłość Boża aż
do pogardy siebie samego posunięta”[139]. Jak
w całych dziejach ludzkości, tak i dziś te dwie miłości walczą w naszym
sercu o pierwszeństwo. Epoka AI nie wymyka się tej regule: budowa wieży
Babel albo Jerozolimy zaczyna się w każdym z nas.
ROZDZIAŁ IV
STRZEC CZŁOWIECZEŃSTWA POŚRÓD
PRZEMIAN. PRAWDA, PRACA, WOLNOŚĆ
- Po naszkicowaniu
horyzontu, w którym sytuuje się wyzwanie przemiany technologicznej, a
zwłaszcza tej związanej z AI oraz nurtami transhumanistycznymi i
posthumanistycznymi, nie możemy zatrzymać się na poziomie samych tylko
analiz ogólnych. Gdy zmieniają się języki i narzędzia, zmieniają się
również codzienne gesty i relacje społeczne. Dlatego trzeba zatrzymać się
nad niektórymi przestrzeniami, w których przemiany te pociągają za sobą
bardzo konkretne, a niekiedy dramatyczne konsekwencje. W świetle zasad nauki
społecznej Kościoła przemiana cyfrowa domaga się od nas ponownego odkrycia
prawdy jako dobra wspólnego, ochrony godności pracy oraz strzeżenia
wolności przed wszelką zależnością i utowarowieniem.
Prawda jako dobro wspólne
Prawda i demokracja
- Wykorzystanie platform
cyfrowych i systemów AI przyspiesza głębokie przemiany w komunikacji
publicznej i politycznej. Narzędzia, które mogłyby sprzyjać debacie i
uczestnictwu, bywają często wykorzystywane do tworzenia zniekształconych
narracji i zacierania granic między prawdą a fałszem przez mieszanie
faktów i opinii. Dezinformacja nie narodziła się wraz z AI, lecz znajduje
dziś w niej potężny czynnik zwielokrotnienia. Możliwość manipulowania
treściami, obrazami i filmami wystawia obywateli na jednostronne lub
wprowadzające w błąd perspektywy. Problem ten dotyczy wymiaru kulturowego
i moralnego, ponieważ jakość komunikacji publicznej bezpośrednio zależy od
zaufania społecznego i zarazem na nie oddziałuje. Wiarygodna informacja
nie rodzi się bowiem ze scentralizowanej ani zautomatyzowanej kontroli. W
dyskursie publicznym prawda faktów ma wymiar racjonalny, ponieważ wymaga
weryfikacji, potwierdzenia źródeł i odpowiedzialności w argumentacji;
jeszcze głębiej jednak ma wymiar relacyjny: buduje się przez więzi zaufania
i wspólne praktyki, w uczciwej konfrontacji z innymi i z rzeczywistością.
Jedynie wspólne poszukiwanie prawdy o faktach, uznanej za dobro wspólne,
może stać się podstawą sprawiedliwej komunikacji.
- Ci, którzy dysponują
potężnymi środkami technicznymi i ekonomicznymi – a wraz z nimi także
znacznymi zasobami ludzkimi potrzebnymi do oddziaływania – mają wielką
zdolność wywoływania przemian kulturowych i – ostatecznie – przekonywania
znacznej liczby osób co do tego, jaka jest prawda o istocie ludzkiej, o
świecie, o sensie istnienia, o rodzinie, a nawet o Bogu. Jest to czysta
władza pozbawiona prawdy, która w sposób subtelny lub jawny narzuca to, co
chce, aby inni uznali za prawdziwe. U podłoża tego wszystkiego kryje się
chora, trudna do rozpoznania przyczyna: fakt, że „człowiek współczesny
żywi mylne przekonanie, że jest jedynym twórcą samego siebie, swojego
życia i społeczeństwa. To mniemanie jest konsekwencją egoistycznego
skupienia się na sobie”[140].
Dlatego człowiek sądzi, że może konstruować rzeczywistość i że to, co
najlepiej odpowiada jego roszczeniom, samo przez się jest ważne. Św. Jan
Paweł II rozważał konsekwencje „kryzysu wokół zagadnienia prawdy”,
dochodząc do stwierdzenia: „Zanik idei uniwersalnej prawdy o dobru,
dostępnym poznawczo dla ludzkiego rozumu, w nieunikniony sposób
doprowadził także do zmiany koncepcji sumienia” [141]. W
ten sposób zanika uznanie powszechnie obowiązujących prawd, które nas
poprzedzają i które sumienie powinno uznać. To doprowadziło Papieża
Franciszka do realistycznego pytania: „Czym jest prawo bez osiągniętego na
długiej drodze ku refleksji i mądrości przekonania, że każdy człowiek
jest sacrum i jest nietykalny?”, i do konkluzji: „Aby
społeczeństwo mogło mieć przyszłość, konieczne jest, by dojrzał w nim
zmysł poszanowania dla prawdy o godności ludzkiej, której się
podporządkowujemy. Wówczas będziemy unikali zabicia kogokolwiek nie tylko,
aby uniknąć społecznej pogardy i ze względu na prawo, ale i z przekonania.
Jest to nieodzowna prawda, którą rozpoznajemy rozumem i akceptujemy
sumieniem. Dane społeczeństwo jest szlachetne i godne szacunku również z
powodu pielęgnowania poszukiwania prawdy i swego przywiązania do
najbardziej podstawowych prawd” [142].
- Poszukiwanie prawdy
stanowi istotny element demokracji, która sama jest narzędziem
uczestnictwa w dobru wspólnym. Kiedy pytanie o to, co jest prawdziwe,
przestaje budzić zainteresowanie, a górę bierze pragmatyzm zadowalający
się tym, co wydaje się użyteczne albo skuteczne, życie demokratyczne
słabnie. Nie opiera się ono bowiem wyłącznie na zasadach i procedurach,
lecz nade wszystko na lojalnym stosunku do faktów i rzeczywistym
ukierunkowaniu na dobro osób oraz całego ciała społecznego. Obojętność
wobec prawdy powoli, lecz nieuchronnie prowadzi ku totalitaryzmowi, dla
którego – jak napisała filozof Hannah Arendt – idealnym poddanym jest nie
tyle człowiek ideologicznie przekonany, ile „człowiek, dla którego nie
istnieje już rozróżnienie między faktem a zmyśleniem (tzn. rzeczywistość
doświadczenia) i rozróżnienie między prawdą a fałszem (tzn. normy
myślenia)”[143].
Komunikacja i wyobraźnia zbiorowa
- W tej perspektywie trzeba
pamiętać, że komunikacja „nie jest tylko przekazywaniem informacji, ale
także tworzeniem kultury”[144].
Treści krążące w środowiskach cyfrowych wpływają na sposób, w jaki osoby
postrzegają świat i wprowadzają do świadomości zbiorowej obrazy oraz
narracje, które ukierunkowują pragnienia i oddziałują na codzienne wybory.
„Świat cyfrowy nie jest światem paralelnym ani czysto wirtualnym” [145],
ponieważ to, co powstaje w sieci, staje się już częścią życia ludzi,
zwłaszcza młodych.
- Dlatego ci, którzy
sprawują kontrolę nad platformami cyfrowymi i środkami przekazu, dysponują
znaczną zdolnością oddziaływania na wyobraźnię zbiorową i przedstawiania
określonej wizji rzeczywistości jako pożądanej. Jest to władza, która
nieustannie domaga się oświecania przez poszukiwanie prawdy i poszanowanie
godności człowieka, aby kultura rodząca się w sieci nie stała się
narzędziem nadmiernego rozproszenia, ujednolicania i panowania, lecz
przestrzenią, w której mogą dojrzewać wolność wewnętrzna i myślenie
krytyczne.
Ku ekologii komunikacji
- Pierwszym zadaniem, jakie
stoi przed nami, jest to, by nie demonizować narzędzi ani ich nie
ubóstwiać, lecz nimi kierować, wychodząc od jednej fundamentalnej zasady:
prawda jest dobrem wspólnym, a nie własnością tych, którzy posiadają
władzę lub są rozpoznawalni. Trzeba zatem rozwijać ekologię komunikacji:
na poziomie regulacji publicznych oznacza to ustanawianie zasad, które
uczynią bardziej przejrzystymi mechanizmy selekcji i wzmacniania treści, a
zarazem zapewnią ochronę danych osobowych; na płaszczyźnie społecznej i
kulturowej oznacza to wzmacnianie ciał pośrednich, wspieranie rzetelnego
dziennikarstwa oraz takich miejsc debaty, w których większą wagę mają
argumentacja i weryfikacja niż natychmiastowa reakcja; na poziomie szkoły
i rodziny oznacza to dojrzewanie potrzeby nowej świadomości wychowawczej
oraz formację do właściwego i krytycznego korzystania z narzędzi
cyfrowych, AI oraz platform zakupowych i inwestycyjnych; na płaszczyźnie
uniwersytetu zaś – podjęcie wielkiego wyzwania integracji wiedzy, rozwijając
zarówno zdolność łączenia i harmonizowania różnych dziedzin poznania w
celu odczytywania złożoności rzeczywistości, jak i techniki służące
weryfikacji faktów.
- Również wspólnoty
chrześcijańskie powinny angażować się w transparentną komunikację i w
uczciwe poszukiwanie faktów. Niestety, nie zawsze tak bywało. Ze wstydem
obserwowaliśmy bolesne i trudne odkrywanie prawdy także o niektórych
członkach Kościoła i o rzeczywistościach kościelnych. W szczególności
niektórzy dziennikarze autentycznie oddani prawdzie odegrali zasadniczą
rolę w ujawnianiu niesprawiedliwości i wykorzystania. Właśnie im chciałbym
powtórzyć słowa, które Papież Franciszek skierował do watykanistów:
„Dziękuję wam także za to, co opowiadacie o tym, co w Kościele nie
funkcjonuje, za to, jak pomagacie nam nie zamiatać tego pod dywan, oraz za
głos, który daliście ofiarom wykorzystania”[146].
Jednak czujność i transparentność są przede wszystkim poważną
odpowiedzialnością samego Kościoła i nie wolno nam czekać, aż inni zmuszą
nas do zmierzenia się z niewygodną prawdą o nas samych.
Przymierze wychowawcze dla ery
cyfrowej
- W czasach, gdy prawda bywa
tak często naginana do interesów i strategii komunikacyjnych, świat
wychowania i edukacji nabiera decydującego znaczenia. Gwałtowne przemiany
technologiczne ukazują jednak wyraźnie, jak bardzo jesteśmy
nieprzygotowani na płaszczyźnie wychowawczej. Wszechobecność mediów
cyfrowych rodzi kulturę natychmiastowości i hiperstymulacji, która podsyca
zniechęcenie, znużenie duchowe i apatię w obliczu wysiłku niezbędnego do
poszukiwania prawdy.
- Procesy wychowawcze
potrzebują natomiast czasu na dojrzewanie, konfrontacji z rzeczywistością
wykraczającą poza pozory oraz cierpliwej drogi. Kwestia ta ma charakter
radykalny, ponieważ każda technologia wychowuje tego, kto się nią
posługuje. Wychowywać do korzystania ze sztucznej inteligencji oznacza
zatem także wychowywać do rozeznania, kiedy i w jakich celach nie należy
jej używać. Szybkość i łatwość, z jaką otrzymuje się odpowiedź albo
syntezę, niosą ryzyko wygaszenia pragnienia stawiania pytań, które tylko w
dłuższej perspektywie przynoszą owoc. Jak pisze Platon, rzeczy
najgłębszych i najważniejszych człowiek uczy się dopiero po długim czasie
i wielu wysiłkach, podejmując wraz z innymi dyskusję i „ocierając” o
siebie pojęcia oraz doświadczenia niczym krzemienie, aż w nas samych
zapłonie iskra zrozumienia [147].
Trzeba wychowywać się do postu od sztucznej inteligencji i chronić naszą
młodzież przed obietnicą doskonałej maszyny, przed tą subtelną pokusą,
która każe uznać ludzkie myślenie za zbędne właśnie wtedy, gdy jest ono
najbardziej potrzebne.
- W ostatnich latach
literatura psychologiczna i psychiatryczna z coraz większym naciskiem
dokumentuje, w jaki sposób wczesna i nieograniczona ekspozycja na
urządzenia cyfrowe oraz media społecznościowe może negatywnie wpływać na
sen, uwagę, regulację emocjonalną i relacje, zwłaszcza w najbardziej
wrażliwym wieku, co niekiedy prowadzi do dramatycznych konsekwencji. Do
tego dochodzi łatwość dostępu do scen przemocy i okrucieństwa, które ranią
wrażliwość, do treści pornograficznych i nadmiernie seksualizowanych, do
przekazów banalizujących ciało i uczuciowość, do propozycji
normalizujących zachowania ryzykowne. W sieci nie należą do rzadkości
zjawiska uwodzenia, szantażu i wykorzystywania seksualnego nieletnich, tym
bardziej podstępne, że wspierane przez używanie fałszywych profili,
algorytmów wzmacniających niebezpieczne kontakty oraz przez narzędzia AI
zdolne manipulować obrazami i nagraniami. Zbyt wczesne posiadanie
osobistego telefonu i korzystanie z niego bez kontroli ze strony dorosłych
może pogłębiać wrażliwość i sprzyjać uzależnieniom u młodych, wystawiając
ich na dynamikę izolacji, przemocy rówieśniczej i cyberprzemocy oraz na
presję dzielenia się intymnymi obrazami czy danymi wrażliwymi.
- Rodzicom trudno jest
samodzielnie opierać się naciskowi modeli biznesowych, które czerpią zysk
z uwagi i czasu człowieka. Dlatego niezbędne jest przymierze między
polityką, instytucjami wychowawczo-edukacyjnymi i rodzinami, zdolne do
konkretnego wspierania dorosłych w ich zadaniu. Poprzez dalekowzroczne
decyzje publiczne należy przeciwstawiać się doraźnemu interesowi platform
– skupionych w rękach nielicznych – ilekroć pozostaje on w sprzeczności z
dobrem małoletnich. W tej perspektywie zasadne są działania legislacyjne,
które ustalą granice wieku, nałożą odpowiedzialność na dostawców usług –
nie przerzucając ciężaru ograniczeń na rodziny – a także przewidzą
szczególne zabezpieczenia przed wszelką formą wykorzystywania i przemocy
seksualnej w sieci, tak aby rzeczywiście chronić dzieciństwo i dorastanie
jako dobra cenne, powierzone naszej trosce[148].
Równocześnie trzeba wychowywać dzieci, młodzież i młodych, aby uczyli się
rozpoznawać manipulacje, bronić własnej godności i szanować godność innych
także w środowiskach cyfrowych [149].
Centralna rola szkoły
- Szkoła jest miejscem, w
którym nowe pokolenia mogą uczyć się szukać i miłować prawdę, stawiać
pytania o sens życia i o godność każdej osoby. Dlatego wielu rodziców,
którzy pragną, aby ich dzieci wzrastały jako osoby zdolne do nawiązywania
relacji, krytycznego myślenia i trwałych wartości, pokłada w niej wielkie
nadzieje, widząc w niej cennego sprzymierzeńca w wychowaniu swoich dzieci.
Do rodziców należy bowiem pierwszorzędne i niezbywalne prawo wyboru
rodzaju nauczania i formacji, jakie mają być przekazane ich dzieciom,
zgodnie z własnymi przekonaniami moralnymi, kulturowymi i religijnymi.
Świat szkoły staje dziś wobec kilku wyzwań, których nie można odkładać na
później.
- Pierwsze wyzwanie ma
charakter społeczno-polityczny. Zarówno w obrębie poszczególnych krajów,
jak i między różnymi regionami świata utrzymują się poważne nierówności w
dostępie do wykształcenia podstawowego i do studiów wyższych. W niemałej
liczbie państw rządzący nie przeznaczyli jeszcze środków koniecznych do
zapewnienia wszystkim wysokiej jakości edukacji – zarówno przez
odpowiednie wspieranie publicznego systemu szkolnictwa, jak i przez
wspomaganie instytucji prywatnych, oferujących tę podstawową usługę. Gdy
znaczna część kształcenia na różnych poziomach powierzona jest szkołom
prywatnym, może się zdarzyć, że dostęp do szkoły byłby nazbyt uzależniony
od możliwości finansowych rodzin, przy braku odpowiedniego wsparcia
publicznego. Wobec tego ryzyka należy jednak docenić i wspierać wkład
licznych katolickich dzieł wychowawczych, które – choć są instytucjami
prywatnymi – zapewniają inkluzywne przyjęcie dzieciom i młodzieży z
różnych środowisk, także wtedy, gdy sytuacja materialna rodzin by na to
nie pozwalała.
- Drugie wielkie wyzwanie ma
charakter pedagogiczny. Wiele systemów kształcenia ma trudności z
nadążaniem za tempem przemian i wspieraniem integralnego rozwoju uczniów.
Rozwój technologii informatycznych i AI sprawia, że programy nauczania
pomyślane dla innej epoki szybko stają się nieadekwatne, podczas gdy
organizacja szkoły, przestrzeń, metody oceniania, a nawet sama postać
nauczyciela domagają się ponownego przemyślenia w perspektywie wychowania
naprawdę integralnego, otwartego na wszystkie wymiary osoby. Konieczne
jest wspieranie stałej formacji nauczycieli przez cały okres ich kariery
zawodowej, aby potrafili prowadzić twórczy dialog z nowymi technologiami,
pomagając uczniom korzystać z nich w sposób odpowiedzialny, krytyczny i
twórczy, a nie poddawać się biernie ich wpływowi.
- Trzecie wielkie wyzwanie
ma charakter intelektualny i mądrościowy. Jeśli nie zachowamy czujności,
może ukształtować się system wychowawczy pozbawiony miłości do prawdy, w
którym nieustanny przepływ informacji zastępuje trud poszukiwania,
refleksji i rozeznawania. Mnożą się wiadomości fragmentaryczne, ale coraz
trudniej uchwycić rzeczywistość w jej całości, stawiać pytania o sens i
rozwijać autentyczne myślenie krytyczne oraz twórcze. Wielu wychowawców
dostrzega już oznaki możliwej dehumanizacji, w której ludzie „wiedzą wiele
rzeczy”, lecz z trudem nadają kierunek własnemu życiu, także z powodu
niezdolności łączenia informacji i wiedzy oraz utraty horyzontu sensu.
Należy promować prawdziwą higienę uwagi: taki rytm życia, który obejmuje
ciszę, pogłębione studium, lekturę i rozważną wymianę myśli – bez tych
elementów wewnętrzna wolność może ulec osłabieniu.
- Nauka społeczna Kościoła
wzywa rodziny, szkoły, wspólnoty chrześcijańskie i instytucje publiczne do
odnowionego przymierza wychowawczego. Staje się ono konkretne wtedy, gdy
podstawowe zasady przekładają się na cele wychowawcze: wychowywać do
wstrzemięźliwości i poczucia ograniczoności; wychowywać do uznania prawa
drugiego człowieka i tych, którzy przyjdą po nas, do korzystania z dóbr,
które zostały nam dane lub które ludzki geniusz czyni dostępnymi;
wychowywać do wolności i odpowiedzialności; wychowywać do wrażliwości na
transcendencję i na dobro wspólne. Szkoła nie jest powołana do tego, by
podążać za tempem świata cyfrowego, lecz by ofiarować to, czego świat
cyfrowy sam dać nie może, czyli wspólny czas na naukę i relacje godne
zaufania.
Godność pracy w okresie
przemiany cyfrowej
Wartość pracy
- Od początku nauki
społecznej – wraz z Rerum novarum – Kościół zwraca uwagę na
ochronę pracowników i na konieczność przeciwstawiania się wszelkim formom
wyzysku. Przede wszystkim jednak Magisterium uznało w pracy „klucz, i to
chyba najistotniejszy klucz” [150] do
zrozumienia całej kwestii społecznej, ponieważ przez nią osoba rozwija
wiele wymiarów własnego istnienia. W tej perspektywie można lepiej pojąć
również wielką intuicję św. Benedykta z Nursji, który połączył modlitwę i
pracę, wskazując codzienną aktywność jako część odpowiedzi osoby na Boże
powołanie. Stworzeni na obraz Stwórcy, poprzez nasze dzieła w pewien
sposób przedłużamy Jego dzieło, przyczyniamy się do postępu społeczeństwa
i budowania dobra wspólnego, rozwijamy otrzymane zdolności, ulepszamy i upiększamy
świat, utrzymujemy nasze rodziny, wchodzimy w relacje współpracy i uczymy
się wspólnie budować – w słuchaniu i dialogu – coś, czego nikt nie mógłby
zrealizować samodzielnie.
- Z tych racji praca nie
jest zwykłym narzędziem, lecz wyraża i pomnaża godność naszego życia. Jest
ona wymogiem wpisanym w ludzką kondycję, zwyczajną drogą do dojrzałości,
rozwoju i samorealizacji. W tej optyce pomoc materialna dla biednych
pozostaje czasem konieczna w sytuacjach kryzysowych, nie może jednak stać
się jedyną odpowiedzią, ponieważ celem jest zapewnienie każdemu warunków
do godnego życia poprzez własną pracę[151].
- Dzisiaj splot
automatyzacji, robotyki i AI szybko przekształca samą strukturę pracy.
Mówi się, że przyniesie to dla wszystkich wielkie udogodnienia. W
rzeczywistości jednak „nowe sposoby” pracy niekoniecznie są lepsze,
ponieważ „choć sztuczna inteligencja obiecuje wzrost wydajności poprzez
przejmowanie rutynowych zadań, często wymusza na pracownikach dostosowanie
się do tempa i wymagań maszyn, zamiast być projektowaną jako wsparcie dla
ludzi. W efekcie, wbrew zapowiadanym korzyściom, obecne podejścia do AI mogą
paradoksalnie prowadzić do obniżenia kwalifikacji pracowników, poddawania
ich automatycznemu nadzorowi oraz sprowadzania ich roli do sztywnych i
powtarzalnych czynności. Konieczność nadążania za tempem technologii może
osłabiać poczucie sprawczości pracowników i tłumić ich zdolność do
innowacyjnego myślenia, której oczekuje się od nich w miejscu pracy”[152].
Właśnie po to, aby uniknąć takiego wynaturzenia, należy projektować
systemy skoncentrowane na osobie, a nie jedynie na wydajności.
Problem bezrobocia
- Św. Jan Paweł II
przypominał, że bezrobocie jest poważnym złem, które – zwłaszcza gdy
przybiera rozmiary masowe – może stać się prawdziwą klęską społeczną w
sposób szczególny wzywającą państwo do odpowiedzialności[153].
Dzisiaj, w „czwartej rewolucji przemysłowej”, niepokój ten staje się
jeszcze bardziej naglący, ponieważ innowacja bywa często przyjmowana
wyłącznie ze względu na redukcję kosztów i wzrost zysków [154]. W
niektórych kontekstach realna jest obawa przed znacznym i szybkim
zmniejszeniem liczby dostępnych miejsc pracy – co wywołuje efekt domina –
który głęboko dotyka rodziny, ludzi młodych i lokalne gospodarki. W wielu
sektorach przekłada się to już na nowe formy niestabilności i nierówności:
bardzo wysokie wynagrodzenia dla nielicznej, wysoko wyspecjalizowanej
mniejszości oraz coraz niższe płace dla szerokiej części ludności aktywnej
zawodowo.
- Z pewnością pożądane jest,
aby technologia uwalniała człowieka od prac szczególnie uciążliwych,
powtarzalnych lub niebezpiecznych oraz oferowała inteligentne wsparcie dla
działalności człowieka, jednak zasadą ogólną musi pozostać ochrona miejsc
pracy oraz niezastąpionej roli osoby. Cel osiągania większych zysków nie
może usprawiedliwiać decyzji, które systematycznie poświęcają
zatrudnienie, ponieważ osoba ludzka jest celem, a nie środkiem, a porządek
gospodarczy musi pozostawać podporządkowany jej godności i dobru
wspólnemu.
- W tym samym czasie musimy
uznać, że każda rzeczywista przemiana dokonuje się w sposób nieciągły:
jest nierówna, fragmentaryczna, a niekiedy konfliktowa. Nie istnieje więc
jeden model zmiany ani jedno globalne rozwiązanie: istnieją konkretne
terytoria i historie, które domagają się odmiennych odpowiedzi. Z powodu
nierówności charakteryzujących nasz świat upowszechnianie AI i systemów
obliczeniowych wywołuje odmienne skutki w różnych miejscach. Społeczeństwa
zamożne automatyzują się szybko i w sposób chaotyczny, ograniczając
zapotrzebowanie na pracę ludzką oraz wytwarzając obszary bezrobocia i
napięć instytucjonalnych. Z kolei rozległe regiony świata pozostają
uwięzione w gospodarkach hybrydowych, gdzie słabo opłacana praca ludzka i
częściowe technologie współistnieją, nie prowadząc nigdy do rzeczywistej
przemiany. Terytoria te stają się rezerwuarami niepewnych zasobów siły
roboczej oraz ogniskami niestabilności i przymusowych migracji.
Rozwiązania muszą zatem być poszukiwane na poziomie krajowym i lokalnym, z
udziałem wspólnot pośrednich. Potrzebne są narzędzia zdolne do adaptacji:
zróżnicowane modele, eksperymenty lokalne, stopniowa redystrybucja, nowe
prawa dostępu do dóbr podstawowych. Nie chodzi o poszukiwanie
abstrakcyjnej harmonii, lecz o budowanie konkretnych form ludzkiego
współistnienia pośród dokonujących się transformacji.
- Praca pozostaje
fundamentalnym wymiarem ludzkiego doświadczenia: nie jest jedynie środkiem
utrzymania, lecz miejscem ekspresji, nawiązywania relacji i wkładu we
wspólnotę. Dlatego problemy związane z pracą nie dotyczą wyłącznie dochodu
koniecznego do utrzymania rodzin. Społeczeństwo, które zapewniałoby pracę
jedynie niewielkiej części ludności, narażałoby wielu na stan przymusowej
bezczynności, braku odpowiedzialności, codziennych zobowiązań i bodźców,
czego skutkiem byłoby zubożenie ludzkie i kulturowe, stojące w
sprzeczności z wysokim poziomem rozwoju technicznego. Stanęlibyśmy wobec
paradoksu postępu materialnego i regresu antropologicznego, w którym
zabrakłoby warunków dla sprawiedliwego i trwałego pokoju społecznego.
Dlatego nauka społeczna Kościoła podkreśla, że dostęp do pracy dla
wszystkich musi pozostać priorytetowym celem polityki publicznej i
procesów ekonomicznych oraz kryterium osądu przy ocenie ludzkiej jakości
danego modelu rozwoju[155].
Zresztą w tych częściach świata, w których praca ulega ograniczeniu lub
radykalnej przemianie wskutek procesów technologicznych i organizacyjnych
wymykających się demokratycznej kontroli, konieczne jest ponowne
przemyślenie samego pojęcia pracy oraz jej związku z obywatelstwem, tak
aby brak zatrudnienia nie ograniczał uczestnictwa w życiu społecznym.
- W świetle tego przekonania
możemy na nowo odczytać także historię nauki społecznej Kościoła po Rerum
novarum. Inicjatywy, które z niej wyrosły – stowarzyszenia, związki
zawodowe, spółdzielnie, dzieła pomocy społecznej – w decydujący sposób
przyczyniły się do poprawy ustawodawstwa dotyczącego pracy, ochrony osób
najbardziej wrażliwych i promowania bardziej ludzkich warunków życia [156].
Dzisiaj jednak narzędzia te same już nie wystarczają wobec przemian
przyniesionych przez AI, nową organizację rynków oraz konkurencyjność,
która rzadko troszczy się o zrównoważony rozwój społeczny. Potrzebny jest
nowy, wspólny wysiłek odpowiedzialnych za politykę, organizacji
zrzeszających pracowników, środowiska przedsiębiorców i wspólnoty
naukowej, aby w krótkim czasie wypracować odpowiednie i uzgodnione normy
oraz zabezpieczenia, również na poziomie międzynarodowym [157].
Organizacje związkowe, które Kościół zawsze wspierał, są wezwane do
otwarcia się na nowe formy pracy i na nowych pracowników, by ich
reprezentować i bronić w sytuacji, w której – bez odważnych decyzji –
rysuje się perspektywa większego ubóstwa i większych nierówności, z rzeszą
wykluczonych otoczonych przez maszyny i systemy zautomatyzowane, które
zajęły ich miejsce.
- W tej przemianie nie
wystarczy reagować wtedy, gdy miejsca pracy już znikają, lecz trzeba
zawczasu kierować samym procesem przemiany. Jedną z możliwych dróg jest
przede wszystkim ustalenie społecznych kryteriów innowacji: każdemu
wprowadzaniu automatyzacji i AI powinny towarzyszyć weryfikowalne decyzje
dotyczące ochrony zatrudnienia, przekwalifikowania i udziału pracowników,
tak aby technologia była ukierunkowana na uwalnianie ludzkiego czasu i
zdolności, a nie na powodowanie wykluczenia. Po drugie, konieczne jest,
aby aktywna polityka zapewniła wszystkim dostęp do kształcenia
ustawicznego i możliwość rozwoju zawodowego, nie obciążając przy tym
poszczególnych osób całym kosztem dostosowania się do zachodzących
transformacji. Wreszcie, potrzebna jest odpowiedzialność przedsiębiorstw,
która wśród wskaźników sukcesu uwzględnia jakość i godność pracy. Gdy
warunki te są spełnione, innowacja może stać się sprzymierzeńcem
bezpieczniejszej, bardziej twórczej i godniejszej pracy; gdy zaś ich
brakuje, ma ona tendencję do przekształcania się w przyspieszenie
niesprawiedliwości.
Ekonomia dowartościowująca godność
człowieka
- Rynek pracy jest jedną z
tych dziedzin, w których ryzyka związane z nowymi technologiami ujawniają
się z największą wyrazistością. Dlatego trzeba przypomnieć, że wolność
gospodarcza nie jest absolutna i zawsze musi być mierzona dobrem wspólnym
oraz godnością każdej osoby. Przedsiębiorczość może być prawdziwym
powołaniem, zdolnym rodzić bogactwo i poprawiać warunki życia wszystkich,
pod warunkiem jednak, że uzna tworzenie pracy godnej i wartościowej za
istotną część swojej służby społeczeństwu, a nie za zmienną zależną
wyłącznie od zysku[158].
- W duchu profetycznym
Papież Franciszek przestrzegał przed wolnością gospodarczą głoszoną
jedynie słowami, podczas gdy rzeczywiste warunki nie pozwalają wielu
ludziom naprawdę z niej korzystać[159].
Modele ekonomiczne, które wywyższają wydajność i indywidualny sukces, mają
tendencję do uznawania za bezużyteczne albo mało opłacalne inwestowanie w
osoby wychodzące z sytuacji niekorzystnych lub rozwijające się wolniej,
jakby ich los miał zależeć wyłącznie od zdolności dotrzymywania kroku
zwycięzcom. Tymczasem społeczeństwo sprawiedliwe wymaga obecności państwa
i instytucji obywatelskich zdolnych wyjść poza samą logikę wydajności,
kierując zasoby, twórczość i normy wyraźnie na korzyść osób najbardziej wrażliwych [160].
Zamiast oczekiwać na korzyści ze wzrostu, który „w końcu” miałyby dotrzeć
także do ubogich, potrzebne są decyzje, dzięki którym wzrost od początku
będzie miał charakter inkluzywny. Doświadczenia ostatnich dziesięcioleci
pokazują, że w kryzysach gospodarczych i finansowych to biedni zawsze
płacą najwyższą cenę, podczas gdy teorie obiecujące automatyczny dobrobyt
powszechny okazują się często iluzoryczne.
- Należy zauważyć, że
konieczne jest przezwyciężenie obecnych wskaźników pomiaru rozwoju, które
od ponad osiemdziesięciu lat pozostają zakotwiczone w pojęciu produktu
krajowego brutto, a niemal systematycznie pomijają zasadnicze aspekty
całościowego dobrostanu człowieka i środowiska. Zarazem dowartościowują
one działania, które w krótkiej albo długiej perspektywie oddziałują
negatywnie na życie naszej planety. Opracowanie parametrów i wskaźników
uzupełniających PKB jest sprawą decydującą dla ulepszenia podstawowych
danych wykorzystywanych do analiz, podejmowania decyzji politycznych oraz
gospodarczych, a także do wyboru priorytetów regionalnych, krajowych i
międzynarodowych. Wprowadzenie nowych parametrów pozwoli oceniać –
spojrzeniem szerokim i odpowiadającym naszym czasom – skutki decyzji
ustawodawczych i regulacyjnych dla godności pracy, wspólnego dobrobytu,
redukcji nierówności i ochrony środowiska. Będzie ono oddziaływać także na
samo pojęcie rozwoju, na procesy formacyjne, na mentalność i na opinię publiczną,
jak i na pokój, który jest prawdziwy tylko wtedy, gdy opiera się na
sprawiedliwości.
- W ostatnich latach finanse
zyskały coraz większe znaczenie, a także uległy głębokim przemianom w
wyniku wprowadzenia kryptowalut. Refleksje i wskazania zawarte w
Magisterium moich Poprzedników, zwłaszcza w Encyklikach, ukazały, że
funkcjonowanie pośrednictwa finansowego, „gdy zostało oderwane od
odpowiednich podstaw antropologicznych i moralnych, nie tylko doprowadziło
do rażących nadużyć i niesprawiedliwości, ale okazało się także zdolne do
wywoływania kryzysów systemowych o zasięgu globalnym”[161].
Równie prawdziwe jest to, że dochód z kapitału jest zagrożony
zastępowaniem dochodu z pracy, spychanej często na margines głównych
zainteresowań systemu ekonomicznego. A przecież oszczędności, które
zostają przekształcone w kredyt dla realnej gospodarki, a więc służą
tworzeniu pracy – zarówno zatrudnienia, jak i samozatrudnienia – pozostają
kluczowe dla rozwoju i dla inwestycji, które powinny towarzyszyć trwającym
transformacjom. Społeczna funkcja kredytu pozostaje niezastąpiona. Finanse
dla samych finansów są czymś zupełnie innym niż finanse służące rozwojowi
oraz tworzeniu i ewolucji pracy.
- Perspektywę tę należy
rozpatrywać w szerszym kontekście dynamiki globalnej. Światowe bogactwo
wzrosło w kategoriach absolutnych, ale nasiliła się jego koncentracja w
nielicznych rękach, a nierówności powiększyły się zarówno między
państwami, jak i wewnątrz poszczególnych państw: „Nieliczni mają zbyt
wiele, a zbyt wielu ma zbyt mało: taka jest logika dnia dzisiejszego”[162].
Postęp naukowy i technologiczny, także w dziedzinie medycyny, nie jest
łatwo dostępny dla zdecydowanej większości ludności, co w sposób
dramatyczny ujawniło się w czasie ostatniej pandemii COVID-19. Podczas gdy
w niektórych regionach inwestuje się w rzeczy zbędne albo w marzenia o
indywidualnym ulepszaniu, na które stać jedynie nieliczne osoby, w innych
częściach świata nadal brakuje podstawowego wyposażenia potrzebnego do
ocalenia milionów ludzkich istnień. Sądzić, że nowe technologie
automatycznie przyniosą korzyść wszystkim, to ignorować oczywistość: jeśli
transformacjami nie kieruje się tak, by już na etapie projektowania
priorytetem było zapobieganie dalszym i nowym nierównościom, wówczas
postęp technologiczny sam rodzi nierówności strukturalne. Sprawiedliwość
wiąże się dziś także z dostępem do korzyści płynących z innowacji: do
opieki, wiedzy, narzędzi i możliwości.
- Z pewnością potrzebne są
sprawiedliwe prawa i narzędzia redystrybucji, które będą korygować
nierówności, także przez systemy fiskalne zmniejszające obciążenia
najsłabszych i wymagające więcej od tych, którzy dysponują większymi
zasobami. Nie należy jednak traktować poszukiwania sprawiedliwości
społecznej jako kwestii odrębnej i późniejszej wobec wytwarzania bogactwa,
jak gdyby ekonomia miała jedynie tworzyć wartość, a polityka interweniować
dopiero potem, aby ją rozdzielać. Przeciwnie, sprawiedliwość dotyczy
wszystkich faz działalności gospodarczej: od pozyskiwania zasobów po
finansowanie, od produkcji po konsumpcję, a każdy wybór niesie ze sobą
konsekwencje moralne[163].
- Tym bardziej w epoce AI i
robotyki nie można już powierzać wszystkiego samej „niewidzialnej ręce”
rynku[164]:
polityka ma obowiązek nadawać procesom ekonomiczno-technologicznym
kierunek zgodny z dobrem wspólnym, wspierając godną pracę, integrację
społeczną i sprawiedliwy podział korzyści płynących z innowacji. Ponieważ
wiele decyzji gospodarczych przekracza granice państw, konieczna jest
także współpraca międzynarodowa zdolna wypracowywać wspólne strategie,
zwłaszcza na rzecz państw i grup najbardziej wrażliwych, aby wspierać
rozwój i przezwyciężać asystencjalizm. Logiką, która powinna inspirować te
wybory, jest ogromna godność każdej osoby, dobro wspólne i świat naprawdę
pomyślany dla wszystkich. Współzależność między pokojem a rozwojem, o
której proroczo pisał w 1967 r. św. Paweł VI [165],
można dziś wyrazić na nowo: dobrobyt może przyczyniać się do budowania i
umacniania pokoju tylko wtedy, gdy jest powszechny, inkluzywny i
zrównoważony.
- Konkretnie rzecz ujmując,
ukierunkowanie ekonomii na godność człowieka oznacza przyjęcie kilku
stałych kryteriów działania, także w epoce AI. Przede wszystkim
przejrzystość i odpowiedzialność: gdy dane i algorytmy wpływają na
udzielanie kredytu, dobór pracowników, dostęp do usług lub możliwości,
konieczne jest, aby decyzje były zrozumiałe, możliwe do zakwestionowania i
poddane kontroli, tak aby osoba nie została sprowadzona do profilu. Po
drugie, inkulzywność i dostęp: korzyści z innowacji muszą iść w parze z
inwestycjami w kompetencje, infrastrukturę i usługi podstawowe, tak by
technologia nie pogłębiała przepaści między tymi, którzy posiadają, a
tymi, którzy nie posiadają. Wreszcie, potrzebne są środki na rzecz
sprawiedliwości: system podatkowy, opieka społeczna i polityka przemysłowa
powinny korygować nierówności rodzące się z koncentracji bogactwa i
władzy. Kryteria te nie są hamulcem dla innowacji: w rzeczywistości
sprawiają one, że staje się ona znośna i bardziej ludzka.
Rodzina i ludzie młodzi: społeczne
warunki nadziei
- Rodzina jest podstawowym
dobrem społecznym. Oparta na trwałym związku mężczyzny i kobiety, stanowi
ona pierwsze środowisko, w którym każdy rozwija swoje możliwości,
uświadamia sobie własną godność i uczy się pierwszych form prawdy i dobra,
interioryzując nawyki przygotowujące do życia społecznego[166]. Jako
pierwsza naturalna społeczność, obdarzona prawami pierwotnymi, rodzina
jest podstawową i niezastąpioną komórką wszelkiego zorganizowanego życia
wspólnotowego [167]. W
konsekwencji, gdy projekty polityczne i wielkie decyzje gospodarcze
spychają rodzinę do roli marginalnej lub drugorzędnej, zagrożony zostaje
autentyczny rozwój całego ciała społecznego [168].
- Rodzina jest jednak
kruchym dobrem społecznym, które bezpośrednio odczuwa skutki transformacji
ekonomicznych i technologicznych zmieniających świat pracy i które domaga
się wsparcia kulturowego, prawnego i ekonomicznego. Powszechnie znany jest
niszczący wpływ bezrobocia i niestabilności zatrudnienia na tkankę
rodzinną. W krótkiej perspektywie obniżanie kosztów pracy lub
maksymalizowanie wydajności finansowej może wydawać się korzystne, w
dłuższej podważa jednak same podstawy współżycia społecznego: podczas gdy
popada się w zachwyt nad sukcesami technologicznymi, struktura społeczna
ulega stopniowej erozji, niczym niszczona przez cichego wirusa.
- Dla ludzi młodych
niestabilność zatrudnienia jest szczególnie dramatyczna. Jak przypominają
biskupi Stanów Zjednoczonych Ameryki, praca nie jest jedynie źródłem
dochodu, lecz decydującą przestrzenią, w której kształtuje się tożsamość,
nawiązują się przyjaźnie i więzi, uczy się konkretnych odpowiedzialności i
rozeznaje się własne powołanie[169]. Gdy
dostęp do pracy jest utrudniony przez wysokie bezrobocie, niewystarczające
systemy kształcenia albo bariery strukturalne, wielu młodych ludzi widzi
zablokowaną drogę własnej realizacji ludzkiej i zawodowej. Konieczność
wielokrotnej zmiany zawodu w ciągu życia domaga się dróg stałego
dokształcania i przekwalifikowania, które uzdolnią nowe pokolenia do
podejmowania z kompetencją i autonomią ryzyka związanego ze zmiennym i
często nieprzewidywalnym kontekstem gospodarczym [170].
- Stąd wynika szczególna
odpowiedzialność publiczna. Państwo ma obowiązek wspierać działalność
przedsiębiorstw przez tworzenie warunków sprzyjających zatrudnieniu,
wspierać pracę tam, gdzie jej brakuje, a także bronić jej w czasach
kryzysu, ponieważ to właśnie praca jest dobrem podstawowym dla rodzin i
dla społeczeństwa[171]. W
sposób szczególny w okresie głębokich przemian technologicznych potrzebna
jest polityczna kreatywność na rzecz pracy, stawiająca w centrum rodzinę i
nowe pokolenia, jeśli nie chcemy, aby postęp ekonomiczny przełożył się na
nowe formy niepewności i wykluczenia.
- Wspieranie rodzin i
młodych w tej transformacji wymaga decyzji, które uczynią stabilność czymś
realnie osiągalnym. Jak już zostało powiedziane, potrzebna jest polityka
pracy sprzyjająca ciągłości i jakości zatrudnienia, przeciwstawiająca się
nietrwałości jako zwyczajnemu warunkowi życia oraz wspierająca
realistyczne drogi wejścia na rynek pracy i rozwoju zawodowego. Po drugie,
potrzebne są rozwiązania, które zagwarantują ludzki rytm życia: bez
równowagi między pracą, usługami i odpoczynkiem rodzina słabnie, a młodym
trudno jest dojrzewać do odpowiedzialności. Ponadto decydujące znaczenie
ma inwestowanie w dostępne szkolenia i przekwalifikowanie, aby mobilność
zawodowa wymagana przez gospodarkę cyfrową nie stała się okrutną selekcją
między tymi, którzy mogą się dokształcać, a tymi, którzy nie mają takiej
możliwości. Wreszcie, trzeba wspierać więzi społeczne: sieci i wspólnoty
wychowawcze, które towarzyszą wyborom życiowym i nie pozwalają, by
niepewność rodziła samotność i uzależnienia. W ten sposób przez transformację
technologiczną można przejść bez naruszania tego, co sprawia, że
społeczeństwo ma potencjał twórczy, czyli zdolności do budowania
przyszłości.
Strzec wolności przed uzależnieniem
i utowarowieniem
Uzależnienia i kontrola
społeczna
- Po rozważeniu kwestii
prawdy i wychowania, pracy i rodziny, musimy teraz mówić o wpływie
rewolucji cyfrowej na ludzką wolność, zastanawiając się, jak stawić czoła
zarówno zagrożeniom dotykającym psychiki jednostki, jak i dramatycznym
zjawiskom społecznym. Nie wolno lekceważyć subtelniejszych form
uzależnienia związanych z cyfrową ekonomią uwagi, w której platformy i
usługi są projektowane tak, aby pochłaniać czas i uwagę użytkowników,
wykorzystując ich wrażliwość i osłabiając wolność wewnętrzną. Gdy modele biznesowe
rozwijają się dzięki ludzkiej słabości, osoba traktowana jest jako środek,
a nie jako cel, a ci, którzy projektują lub finansują takie systemy,
przyjmują na siebie odpowiedzialność moralną, od której nie mogą się
uchylić. Należy pilnie wspierać taki sposób korzystania z technologii,
który umacnia wolność wewnętrzną: wychowanie do umiaru w korzystaniu z
technologii cyfrowych, ochronę nieletnich oraz przeciwstawienie się
modelom, które żerują na ludzkiej wrażliwości.
- Kolejnym zagrożeniem –
mniej widocznym, ale nie mniej poważnym – jest kontrola społeczna, którą
umożliwia masowe gromadzenie danych i stosowanie systemów algorytmicznych.
Gdy każda aktywność – przemieszczanie się, zakupy, relacje, upodobania –
pozostawia ślady, rodzi się nowa postać władzy: władza profilowania,
przewidywania i ukierunkowywania zachowań, często bez pełnej świadomości
samych zainteresowanych. Jeżeli dane te są wykorzystywane do podejmowania
decyzji wpływających na konkretne możliwości życiowe (jak dostęp do
kredytu, dobór pracowników, dostęp do usług), istnieje ryzyko naruszenia
wolności i dyskryminowania osób najbardziej bezbronnych. Co więcej,
kontrola nie dokonuje się jedynie poprzez wyraźne zakazy, lecz także przez
samą architekturę rozpoznawalności: to, co zostaje wzmocnione albo
uczynione nierozpoznawalnym, to, co bywa nagradzane albo karane,
ostatecznie kształtuje opinie i wybory, rodząc konformizm i autocenzurę.
Dlatego wolność w epoce cyfrowej nie jest jedynie sprawą wewnętrzną: jest
także kwestią publiczną, która domaga się jasnych reguł, przejrzystości,
możliwości odwołania się i proporcjonalnych ograniczeń w stosowaniu
inwazyjnych technologii, tak aby technika pozostawała w służbie osoby, a
nie stawała się formą panowania nad sumieniami.
- U źródła tych problemów
leży mentalność technokratyczna i posthumanistyczna, skłonna postrzegać
osobę jako przedmiot manipulacji albo zasób, który należy optymalizować[172],
eliminując wszystko to, co stawia granice maksymalizacji zysku: liczy się
wydajność, a nie poszanowanie wolności i godności osoby ludzkiej. Niektóre
nurty posthumanistyczne posuwają się wręcz do tego, że stawiają hipotezy o
istnieniu istot ludzkich „drugiej kategorii”, podporządkowanych interesom
elit, które uważają się za lepsze: jest to perspektywa niepokojąca, tym
groźniejsza, im bardziej łączy się z narzędziami technologicznymi, które w
sposób wykładniczy zwiększają władzę kontroli i selekcji. Także pewne
logiki strukturalnego zadłużenia, utrzymujące całe narody w stanie
zależności, ujawniają tę samą mentalność, która godzi się – w nowych
formach – na relacje podporządkowania zbliżone do niewolnictwa.
Rozerwać kajdany nowych
zniewoleń
- Ta zniekształcona wizja
osoby przekłada się dziś na różne formy zniewolenia bezpośrednio związane
z gospodarką cyfrową. W świecie AI nie ma nic niematerialnego ani
magicznego. Każda odpowiedź, która wydaje się natychmiastowa i doskonała,
rodzi się z długiego łańcucha pośrednictw, z rozległej sieci zasobów
naturalnych, z infrastruktury energetycznej, a nade wszystko z osób.
Znaczna część funkcjonowania gospodarki cyfrowej opiera się na cichej
pracy milionów istot ludzkich, zatrudnionych przy zajęciach mało widocznych,
lecz nieodzownych: oznaczaniu danych, moderacji treści – nierzadko tych
najgorszych – oraz trenowaniu modeli. W wielu przypadkach są to ludzie
młodzi, przeważnie kobiety, którzy ciężko pracują za minimalne
wynagrodzenie. Do tego niewidzialnego wysiłku dołącza jeszcze trud
bardziej brutalny, związany z wydobywaniem surowców niezbędnych do
produkcji urządzeń i mikroprocesorów, na których opiera się AI. W
niektórych regionach świata nastolatki i dzieci pracują w niebezpiecznych
warunkach przy kruszeniu materiałów, z których pozyskuje się pierwiastki
ziem rzadkich. Ciała pokryte bliznami, okaleczone, wyniszczone po to, by
nie został przerwany przepływ obliczeń. Ponadto sieci przestępcze
posługują się platformami internetowymi, systemami komunikacji,
anonimowymi płatnościami i technikami profilowania, by werbować,
kontrolować i przemieszczać ofiary handlu ludźmi, w wielu przypadkach
nieletnich, zamieniając kobiety i mężczyzn w „dane” do śledzenia i
„przesyłki” do przekazywania w obrębie tych samych obiegów cyfrowych,
które podtrzymują znaczną część światowej gospodarki. Ta rzeczywistość
głęboko porusza sumienie moralne naszych czasów. Nie wystarczy odwoływać
się do wydajności ani sławić korzyści płynących z innowacji, jeśli
zbudowane są one na łańcuchu wyzysku, który pozostaje celowo ukrywany.
Jeżeli jakaś technologia obiecuje wyzwolenie, a zarazem tworzy nowe formy
globalnego podporządkowania, zaprzecza ona fundamentalnej zasadzie
godności osoby.
- Walka z nowymi formami
niewolnictwa jest jednym z rozstrzygających sprawdzianów etycznego
rozeznawania AI i transformacji cyfrowej. W nurcie tradycji
zapoczątkowanej przez Leona XIII Kościół ponawia stanowcze potępienie
wszelkiej formy niewolnictwa, handlu ludźmi i utowarowienia osób, a
zarazem przypomina o pilnej potrzebie szerokiego ruchu refleksji i
działania, który postawi w centrum uwagi niezbywalną godność każdej istoty
ludzkiej oraz dobro wspólne jako cel społeczeństwa i kryteria każdego
wyboru osobistego, społecznego i politycznego. Bez tej etycznej i
humanizującej refleksji rosnąca władza systemów cyfrowych może prowadzić
nas ku nowym okrucieństwom – nie mniej haniebnym niż te z przeszłości –
które dziś potępiamy, podczas gdy nadal uważamy się za społeczeństwa
„rozwinięte” i „cywilizowane”.
- Handel ludźmi należy uznać
za współczesną formę niewolnictwa i za ciężkie pogwałcenie godności
człowieka; brak stanowczej reakcji albo jakakolwiek tolerancja wobec tych
praktyk oznacza dziś – w pewnej mierze – współudział w winach popełnianych
dawniej, gdy niewolnictwo bywało usprawiedliwiane lub przemilczane[173].
- W miarę dojrzewania swojej
doktryny Kościół stopniowo uświadamiał sobie ciężar tych realiów. To
prawda, że wydarzeń przeszłości nie można osądzać w oderwaniu od kontekstu
historycznego, tak jakby wszystkie kryteria wypracowane z biegiem czasu
były zawsze dostępne. Nie możemy jednak zaprzeczać ani umniejszać
opóźnienia, z jakim Kościół i społeczeństwo potępiły plagę niewolnictwa. O
ile bowiem w starożytności i w średniowieczu wiele osób i instytucji
kościelnych posiadało niewolników, to już w epoce nowożytnej rzymska
Stolica Apostolska, pobudzana prośbami władców, wielokrotnie
interweniowała, by regulować i uprawomocniać sposoby podporządkowania, a w
niektórych przypadkach także zniewolenia „niewiernych”[174].
Trzeba było czekać aż do XIX w., aby pojawiło się formalne, absolutne i
powszechne potępienie niewolnictwa, zwłaszcza przez Leona XIII [175].
Stanowi to wyraźny przykład wzrastania Kościoła w rozumieniu odwiecznych
prawd Objawienia, których on strzeże. Chociaż nie znajdujemy tu
jednorodności co do samej kwestii – skoro przez długi czas tolerowano
niewolnictwo, a dopiero później całkowicie je potępiono – to na
przestrzeni dziejów widoczna jest ciągłość w przekonaniu o godności każdej
istoty ludzkiej, stworzonej na obraz Boga, choć przez osiemnaście wieków
nie zdołano oficjalnie wyrazić całkowitej niezgodności tego faktu z
niewolnictwem. Jest to rana w pamięci chrześcijańskiej i nie możemy
uważać, że nas to nie dotyczy [176]. Nie
sposób nie odczuwać głębokiego bólu, gdy rozważamy ogromne cierpienie i
upokorzenie, jakie niewolnictwo oznaczało dla tak wielu osób, w
sprzeczności z ich nieograniczoną godnością, nieskończenie umiłowaną przez
Pana. Dlatego w imieniu Kościoła szczerze proszę o przebaczenie.
- Właśnie dlatego pamięć o
współudziale i ślepocie minionych czasów wobec niesprawiedliwości
niewolnictwa staje się dla nas wezwaniem do czujności: to, czego się
nauczyliśmy, musi przełożyć się na rozeznawanie i odpowiedzialność w
teraźniejszości. Jeżeli nie chcemy w przyszłości prosić o przebaczenie za
to, że nie byliśmy wierni skarbowi godności ludzkiej, który zawiera nasza
wiara, to dziś do nas należy, byśmy bezpośrednio i stanowczo piętnowali
handel ludźmi w jego wielu przejawach i wspierali, krok po kroku, wraz ze
wszystkimi zaangażowanymi w tę sprawę, rzeczywiste drogi zapobiegania,
ochrony, wyzwolenia i rehabilitacji.
- Kolonializm przybiera dziś
nieznane dotąd oblicze. Nie panuje już tylko nad ciałami, lecz
przywłaszcza sobie dane, przemieniając życie osobiste w informacje
nadające się do wykorzystania. Całe terytoria, zwłaszcza te o mniejszym
znaczeniu geopolitycznym i większej kruchości strukturalnej, zostają dziś
objęte nową logiką eksploatacji: logiką przepływu danych zdrowotnych,
profili epidemiologicznych, map genetycznych i danych demograficznych. To
są nowe „pierwiastki ziem rzadkich” władzy: kluczowe informacje, które po
skorelowaniu mogą zostać użyte do trenowania modeli predykcyjnych,
kierowania strategiami inwestycyjnymi, do przewidywania kryzysów, a nade
wszystko do selekcjonowania tego, kto i co ma znaczenie. Kto posiada dane
zdrowotne całych populacji, gromadzone dziś często pod hasłem pomocy,
badań lub innowacji, ten w rzeczywistości posiada strukturalną dźwignię
wpływu na przyszłość: może modelować potrzeby i rynki. Może też decydować
– wcześniej niż inni – komu przeznaczyć leki, inwestycje i środki ochronne.
Właśnie tu rozgrywa się jedna z najpilniejszych kwestii moralnych naszych
czasów: przekształcać wspólną wiedzę w dobro wspólne, a nie w narzędzie
dominacji; zwrócić narodom nie tylko dane, które je opisują, lecz także
możliwość decydowania o tym, jak będą one używane, przez kogo i dla kogo.
W przeciwnym razie era cyfrowa nie będzie postkolonialna, lecz kolonialna,
tylko pod inną postacią.
- Nowe formy niewolnictwa
karmią się łańcuchami gospodarczymi i infrastrukturą cyfrową. Trzeba więc
działać w wielu kierunkach: najpierw po to, aby uczynić bardziej
rygorystyczną przejrzystość łańcuchów dostaw podtrzymujących przemysł
technologiczny i gospodarkę cyfrową, tak by żadna przewaga konkurencyjna
nie była budowana na niewidocznym wyzysku. Po drugie, konieczne jest, aby
przedsiębiorstwa i inwestorzy przyjęli jasne kryteria prewencyjnej
weryfikacji etycznej (due diligence), uwzględniając wśród
priorytetów ochronę pracowników, przeciwdziałanie pracy przymusowej oraz
społeczny wpływ modeli biznesowych opartych na danych. Ponadto platformy
cyfrowe muszą zostać zobowiązane do odpowiedzialnej współpracy z władzami
i ze społeczeństwem obywatelskim, aby narzędzia komunikacji, płatności i
profilowania nie stawały się kanałami werbunku i kontroli ofiar. Gdy te
decyzje pójdą w parze, środowisko cyfrowe może przemienić się z
przestrzeni drapieżności w przestrzeń ochrony, zapobiegania i poszanowania
godności.
Współdzielona odpowiedzialność
- Rozważane tu poszczególne
dziedziny, czyli poszukiwanie prawdy w życiu publicznym, wychowanie w
środowisku cyfrowym, przemiany świata pracy, kruchość rodzin oraz nowe
formy niewolnictwa – nie są zjawiskami od siebie oderwanymi. Ukazują one
tę samą stawkę: jeśli technika staje się kryterium absolutnym, osoba
ludzka narażona jest na to, by traktowano ją jak dane, trybik w maszynie
albo towar; jeśli natomiast technika zostaje wpisana w horyzont mądrości,
może stać się okazją do wzrostu, sprawiedliwości i braterstwa.
- W tej perspektywie nauka
społeczna Kościoła proponuje współdzieloną odpowiedzialność. Domaga się
ona, aby procesy te były kierowane z dalekowzrocznością: przez instytucje
zdolne do regulowania bez dławienia oraz do ochrony bez zastępowania;
przez przedsiębiorstwa, które w pracy i godności uznają kryterium sukcesu;
przez ciała pośrednie i wspólnoty wychowawcze, które odbudowują zaufanie i
więzi; przez obywateli, którzy pielęgnują odpowiedzialność, umiar,
rozeznawanie i zmysł prawdy. Tylko w ten sposób innowacja będzie mogła
rzeczywiście stać się integralnym rozwojem człowieka, a nie czynnikiem
wykluczenia i panowania; i tylko w ten sposób obietnica postępu będzie
mogła zostać uznana za prawdziwą, bo mierzona nienaruszalną godnością
każdego mężczyzny i każdej kobiety.
ROZDZIAŁ V
KULTURA POTĘGI A CYWILIZACJA
MIŁOŚCI
- Po rozważeniu, w jaki
sposób AI przekształca niektóre wymiary życia i społeczeństwa, co ma
poważne konsekwencje dla godności ludzkiej, należy zwrócić uwagę na
jeszcze bardziej dramatyczną dziedzinę: na wojnę. W tym przypadku nie
chodzi jedynie o skuteczność nowych narzędzi, lecz o ryzyko, że technika,
oddzielona od etyki i odpowiedzialności, sprawi, że decyzje o życiu i
śmierci będą podejmowane szybciej i w sposób bardziej bezosobowy, a użycie
siły stanie się opcją natychmiastową i możliwą do zastosowania. W świecie
pełnym współzależności pokój nie jest jednym z wielu tematów, lecz
warunkiem powszechnego dobra wspólnego oraz sprawdzianem moralnej
dojrzałości narodów, zwłaszcza osób, na których spoczywa odpowiedzialność
za rządzenie.
- Rewolucja cyfrowa zmienia
sposób, w jaki prowadzi się konflikty. Obok wojny widzialnej pojawiają się
formy hybrydowe: cyberataki, manipulowanie informacją, kampanie wpływu,
automatyzacja decyzji strategicznych. Sztuczna inteligencja wkracza w te
procesy jako czynnik przyspieszający w kontekście, w którym wiele
technologii ma z natury charakter ambiwalentny: to, co powstaje w celu
obrony, może szybko zostać przekształcone w narzędzie ataku, a granica
między ochroną a agresją ulega zatarciu. Sztuczna inteligencja może
wzmacniać obronę i ochronę ludności cywilnej, ale może także obniżać próg
użycia siły, zaciemniać odpowiedzialność i podsycać kulturę, w której
nieprzyjaciel zostaje sprowadzony do danych, a ofiara do „ubocznych
strat”. Wobec tych przemian trzeba na nowo przywołać zasady nauki
społecznej Kościoła: zasadę godności osoby, dobra wspólnego, powszechnego
przeznaczenia dóbr, pomocniczości, solidarności, sprawiedliwości – jako
kryteria pozwalające osądzić, czy technologie rzeczywiście służą ludzkości,
czy też ostatecznie ją sobie podporządkowują – oraz uznać te kryteria za
wskazania dla naszych wyborów.
- W tym rozdziale zamierzam
zatem zestawić ze sobą dwie przeciwstawne logiki, które już przywołałem za
pomocą obrazów biblijnych: z jednej strony pokusę budowania wieży Babel –
w ufności pokładanej w potędze i pysze, z drugiej zaś cierpliwość
odbudowywania Jerozolimy, jak za czasów Nehemiasza, „kawałek po kawałku” –
z troską o to, co ludzkie, i o dobro wspólne.
- Jeśli przyjrzymy się
dynamice współczesnego świata, coraz wyraźniej dostrzegamy rozszerzanie
się kultury potęgi, naznaczonej polaryzacjami i różnymi formami przemocy.
Współczesna wieża Babel nie jest jedynie zglobalizowanym paradygmatem
technokratycznym, lecz także starciem na odległość między przeciwstawnymi
imperializmami, między mocarstwami pragnącymi zachować swoją przewagę a
tymi, które dążą do jej zdobycia, przy całej wielości konfliktów
lokalnych. Jest nim również wyścig w rozwijaniu coraz potężniejszych
technologii albo w zapewnianiu sobie nad nimi kontroli, zgodnie z
dehumanizującą dynamiką, która zdaje się nie znać ograniczeń. A jednak,
obok tej tendencji można dostrzec znaczną część ludzkości, która usiłuje
pozostać ludzka i podejmuje wysiłek budowania miasta współistnienia i
pokoju. Wszyscy często jesteśmy jego nieświadomymi budowniczymi i
nieskoordynowanymi architektami, zdolnymi do szlachetnych porywów, lecz
pozbawionymi całościowej wizji: jest to budowa wolniejsza, mniej widoczna
i mniej spektakularna, która domaga się lepszego zrozumienia i większej
koordynacji, aby mogła stać się w ten sposób świadomym i uporządkowanym
zobowiązaniem każdej wspólnoty – od rodziny aż po rządzących państwami i
ich wzajemne relacje. Tę właśnie perspektywę zaangażowania, ten plac
budowy nadziei nazywamy „cywilizacją miłości”.
Cywilizacja miłości w erze cyfrowej
- Kiedy św. Paweł VI
wprowadził wyrażenie „cywilizacja miłości”[177],
świat był naznaczony zimną wojną, wyścigiem zbrojeń i głębokimi
nierównościami gospodarczymi. W tym kontekście Kościół wskazywał
alternatywną drogę wobec ideologicznego przeciwstawienia systemów,
ukazując ład społeczny, w którym sprawiedliwość i miłosierdzie splatają
się ze sobą, a miłość staje się zasadą organizującą życie gospodarcze,
polityczne i kulturalne. Dzisiaj trzeba nam z nową mocą podjąć tę wizję:
cywilizacja miłości nie jest naiwną utopią, lecz wymagającym projektem.
Polega ona na przekładaniu miłosierdzia na struktury sprawiedliwości, na
nadawaniu braterstwu kształtu instytucjonalnego oraz na uznaniu drugiego –
czy to osoby, czy narodu – za niezbędnego sojusznika w budowaniu dobra
wspólnego. Jak przypomniała nam Encyklika Fratelli
tutti, jedynie ta miłość społeczna, zdolna stać się kulturą
i normą, może zrodzić stabilny ład międzynarodowy, przemieniając
współistnienie z samej tylko uzbrojonej koegzystencji we wspólnotę
przeznaczenia [178].
- Dzisiaj, w kontekście
przełomu cyfrowego, intuicja ta nabiera jeszcze większego znaczenia. Sieci
cyfrowe, zglobalizowana gospodarka i rozwój AI tworzą coraz gęstsze
powiązania, łącząc w czasie rzeczywistym decyzje podejmowane w jednym
miejscu ze skutkami, jakie wywołują one gdzie indziej. Dlatego nadal
aktualne pozostają słowa Soboru Watykańskiego II o rosnącej
współzależności między narodami: dobro wspólne nabiera coraz bardziej
wymiaru powszechnego, wraz z prawami i obowiązkami obejmującymi całą rodzinę
ludzką[179].
Projekt cywilizacji miłości podejmuje tu zasadnicze zadanie przemiany tej
wymuszonej współzależności w solidarność zamierzoną i świadomie wybieraną.
Jest to kryterium ukierunkowujące procesy technologiczne: nie wystarczy,
by AI czyniła nas bardziej wydajnymi albo lepiej połączonymi; powinna
służyć budowaniu tej powszechnej rodziny ludzkiej – ze wspólnymi prawami i
obowiązkami – w której cyfrowa bliskość staje się rzeczywistą okazją do
spotkania i wzajemnej troski.
Kultura potęgi
- W czasach, w których
żyjemy, umacnia się kultura potęgi, w której dostępność środków i zdolność
dominowania dyktują agendę i kryteria podejmowania decyzji, spychając
dobro wspólne ludzkości na dalszy plan i redukując dramat narodów
dotkniętych wojną do zmiennej drugorzędnej wobec interesów strategicznych.
Ta kultura potęgi przenika społeczeństwo, przekształca relacje i
zachowania, rozprzestrzenia się, normalizując wojnę, podsycając dążenie do
coraz większej potęgi militarnej, wykorzystując kryzys multilateralizmu i
podsycając fałszywy realizm, który powtarza, że alternatywy nie istnieją.
Normalizacja wojny
- W 1965 r. wobec
Zgromadzenia Ogólnego ONZ mocno wybrzmiał okrzyk św. Pawła VI: „Nigdy
więcej wojny, nigdy więcej wojny!”[180].
Trzeba uznać, że pomimo pragnień pokoju i pokojowych deklaracji ostatnie
sześćdziesiąt lat zostało naznaczone konfliktami o przerażającej
brutalności, które często w sposób masowy dotykały ludność cywilną,
powodując niewinne ofiary, fale uchodźców, destabilizację społeczną i rany
trwające przez długie lata. Jednak w dyskursie publicznym powszechne było
przekonanie, że wojna powinna pozostać extrema ratio, otoczoną
ścisłymi ograniczeniami etycznymi i prawnymi, a w każdym razie
podporządkowaną politycznemu horyzontowi pokoju. Nawiązując do przemian,
które dokonały się w okresie międzywojennym, po II wojnie światowej
nastąpił przełom: pokój został umieszczony w centrum ładu
międzynarodowego, o czym świadczy szczególnie Karta Narodów
Zjednoczonych, która stawia sobie za cel „uchronić przyszłe pokolenia
od klęski wojny” [181];
wiele konstytucji narodowych, idąc w tym samym kierunku, ograniczało
sięganie po broń do przypadków skrajnych i ściśle ograniczonych. Nawet
podczas zimnej wojny – mimo istnienia poważnych konfliktów – trwała
świadomość, że za wszelką cenę należy uniknąć nowego konfliktu światowego.
- Dziś natomiast jesteśmy
świadkami prawdziwej zmiany paradygmatu w dyskursie publicznym i w
decyzjach dotyczących zbrojeń, wraz z niepokojącą rehabilitacją wojny jako
narzędzia polityki międzynarodowej, podczas gdy ulegają erozji właśnie te
kryteria etyczne, które ograniczały jej stosowanie. Przedłużające się
konflikty regionalne, eskalacja napięć i wzajemne groźby stają się niemal
czymś zwyczajnym, a ponadto powracają formy konfliktu służącego ekspansji
terytorialnej, które uważano za przezwyciężone. Opinia publiczna jest
stopniowo ukierunkowywana i przyzwyczajana przez spolaryzowane narracje
medialne, często wzmacniane przez algorytmy, które premiują konfrontację i
przeciwstawianie.
- Jesteśmy także świadkami
niepokojącej utraty pamięci historycznej. Słabnięcie bezpośredniego
świadectwa Shoah oraz obu wojen światowych ułatwia wybiórcze
albo zniekształcone przepisywanie przeszłości, w klimacie, w którym
fałszywe wiadomości i manipulacje narracyjne zaciemniają przyswojone
lekcje. Bez żywej pamięci o okrucieństwach wojny istnieje ryzyko podejmowania
decyzji politycznych jedynie na podstawie kalkulacji siły, pozbawionych
wizji długofalowych konsekwencji.
- Do tego wszystkiego
dochodzi nowy i rozstrzygający element: wymiar medialny i cyfrowy. Sieci
komunikacyjne, rozdrobnione środowiska informacyjne oraz algorytmy
nagradzające konfrontację mogą wzmacniać polaryzację i resentyment,
przyspieszać propagandę i utrudniać wspólne rozeznawanie. W ten sposób
wojna jest nie tylko prowadzona, lecz także przygotowywana kulturowo
poprzez upraszczające narracje, logikę „przyjaciel-wróg”, dezinformację i
lęk. Gdy słabnie pamięć historyczna i rozmywają się kryteria etyczne chroniące
ludność cywilną i najsłabszych, łatwiej przedstawić przemoc jako coś
koniecznego, nieuchronnego, a nawet „czystego”. To właśnie w takim
klimacie ludzkość stacza się w brutalną kulturę potęgi, w której pokój nie
jawi się już jako zadanie do wykonania, lecz jako niepewna przerwa między
konfliktami. Dziś bardziej niż kiedykolwiek trzeba potwierdzić
przezwyciężenie teorii „wojny sprawiedliwej”, zbyt często przywoływanej w
celu usprawiedliwiania wszelkiej wojny, przy równoczesnym zachowaniu prawa
do uprawnionej obrony, rozumianej w sensie najściślejszym[182].
Ludzkość dysponuje środkami o wiele skuteczniejszymi i bardziej
sprzyjającymi ludzkiemu życiu w mierzeniu się z konfliktami – narzędziami
takimi jak dialog, dyplomacja i przebaczenie. Uciekanie się do siły,
przemocy i broni świadczy o ubóstwie relacyjnym, które zawsze pociąga za
sobą katastrofalne konsekwencje dla ludności cywilnej.
Siła bez ograniczeń
- Jednym z decydujących
elementów obecnej sytuacji jest rozwój przemysłu zbrojeniowego, który w
niektórych państwach stał się kluczowym sektorem gospodarki. Ścisłe
powiązanie interesów ekonomicznych, struktur wojskowych i decyzji
politycznych tworzy „naród uzbrojony”, w którym wojna jawi się niemal jako
naturalna kontynuacja polityki, a rynek zbrojeniowy staje się
autonomicznym motorem decyzji wojennych. Nie możemy pomijać ogromnych
interesów ekonomicznych stojących za wojną. Przemysł zbrojeniowy i kraje dostarczające
broń czerpią zyski z rynku, który rozwija się właśnie dzięki konfliktom. W
tym sensie istnieje również logika ekonomiczna, która przyczynia się do
podsycania napięć w różnych regionach świata.
- Arsenały wojskowe znów
skupiają na sobie uwagę. W przeszłości uznanie zagrożenia ze strony broni
zdolnej zniszczyć całą ludzkość sprzyjało procesom odprężenia i
negocjacjom na rzecz rozbrojenia. Niestety, oddaliliśmy się od tej
perspektywy, a rozwój arsenałów nuklearnych – łącznie z perspektywą ich
użycia „taktycznego” – sprawia, że sięgnięcie po taką broń wydaje się
możliwością coraz mniej odległą. W tym kontekście wejście w życie w 2021
r.Traktatu o zakazie broni jądrowej, popieranego przez ponad
siedemdziesiąt państw, stanowi ważny znak, lecz grozi tym, że pozostanie w
znacznej mierze symbolem, ponieważ główne mocarstwa atomowe do niego nie
przystępują. W ten sposób upowszechniło się błędne przekonanie, że
odstraszanie nuklearne jest niezbędnym warunkiem bezpieczeństwa, co w
rezultacie napędza nowy i trudny do kontrolowania wyścig zbrojeń, któremu
towarzyszy stopniowe demontowanie porozumień o redukcji broni jądrowej
oraz rozwój „zminiaturyzowanych” pocisków, przez co łatwiej jest uznać ich
użycie za realną opcję.
- Tę samą logikę widać w
konfliktach konwencjonalnych: siła militarna, słabość inicjatyw
dyplomatycznych i złożoność wchodzących w grę interesów sprzyjają
konfliktom, które mają tendencję do przedłużania się, co wiąże się z
ogromnymi kosztami ludzkimi i środowiskowymi. O wiele łatwiej jest
rozpocząć wojnę niż ją zatrzymać, a jednak refleksja nad zapobieganiem
konfliktom pozostaje dramatycznie marginalna.
- Obraz ten staje się
jeszcze bardziej niestabilny z powodu obecności nowych uzbrojonych
podmiotów – grup dżihadystycznych, prywatnych bojówek, siatek
przestępczych – które wyznaczają kres państwowego monopolu na użycie siły.
Często podmioty te łączą niejasne motywacje ideologiczne z bardzo
konkretnymi interesami ekonomicznymi, przemieniając wojnę w prawdziwy
sposób życia dla całych pokoleń młodych ludzi i dzieci: celem nie jest już
określone zwycięstwo, lecz podtrzymywanie konfliktu jako źródła władzy i dochodów.
Broń i sztuczna inteligencja
- Z tym scenariuszem łączy
się nieustanny rozwój systemów uzbrojenia, a zwłaszcza broni związanej z
AI. Stolica Apostolska zauważyła niedawno, że rosnąca łatwość, z jaką
można wykorzystywać systemy uzbrojenia o autonomii operacyjnej, sprawia,
że wojna staje się bardziej „wykonalna” i mniej podlega ludzkiej kontroli,
sprzeciwiając się zasadzie, wedle której użycie siły zbrojnej powinno być
ostatecznością w przypadku uprawnionej obrony[183].
Dlatego rozwój i wykorzystywanie sztucznej inteligencji w działaniach
wojennych muszą zostać poddane najsurowszym ograniczeniom etycznym – z
poszanowaniem godności człowieka i świętości życia – tak aby zapobiec
wyścigowi zbrojeń [184].
- Niekiedy mówi się o
„sztucznych podmiotach moralnych”, jak gdyby maszyna mogła zagwarantować –
z większą konsekwencją niż człowiek – rozróżnienie między dobrem a złem.
Tymczasem sąd moralny nie daje się sprowadzić do obliczeń: zakłada on
sumienie, osobistą odpowiedzialność i uznanie drugiego człowieka za osobę.
Dlatego nie wolno powierzać sztucznym systemom decyzji śmiercionośnych ani
w ogóle nieodwracalnych. Nie istnieje żaden algorytm, który mógłby uczynić
wojnę moralnie dopuszczalną. Sztuczna inteligencja nie odbiera konfliktowi
jego wewnętrznie nieludzkiego charakteru: może jedynie uczynić go szybszym
i bardziej bezosobowym, obniżając próg uciekania się do przemocy i
przemieniając obronę w operacyjne przewidywanie, przy czym ofiary zostają
zredukowane do danych. W ten sposób przyzwyczaja nas ona do myśli, że
przemoc jest nieuchronna i trzeba ją jedynie optymalizować. Dlatego sprawą
najwyższej wagi jest wprowadzanie wartości i roztropnego osądu w
programowanie tworzonych przez nas sztucznych systemów, tak aby mogły one
przyczyniać się do budowania ekosystemu moralnego, w którym ludzie będą
bardziej zdolni do słuchania własnego sumienia, a modelom AI zostaną
wyznaczone właściwe granice.
- Nie wystarczy ogólnikowo
odwoływać się do etyki: trzeba wskazać konkretne kryteria rozeznawania.
Pierwsze dotyczy odpowiedzialności osobistej. Gdy decyzja o ataku ulega
automatyzacji albo staje się nieprzejrzysta, wzrasta ryzyko uchylenia się
od odpowiedzialności. Dlatego łańcuch odpowiedzialności musi pozostawać
identyfikowalny i weryfikowalny: ten, kto projektuje, kto trenuje, kto
wydaje zgodę, kto używa, powinien móc zdać sprawę ze swoich wyborów.
Drugie kryterium dotyczy czasu osądu moralnego. Sztuczna inteligencja ma
tendencję do skracania czasu podejmowania decyzji; tymczasem na wojnie
nieodwracalne decyzje nie mogą mieć za nadrzędne kryteria szybkości i
skuteczności. Trzecim kryterium jest identyfikacja oraz ochrona ludności
cywilnej. Każda technologia, która ułatwia uderzenie bez oglądania twarzy
drugiej osoby, obniża moralny próg konfliktu. Wybór celów i użycie siły
nie mogą zacierać różnicy między walczącymi i niewalczącymi ani lekceważyć
skutków dla bezbronnej ludności.
- Z tych kryteriów wynikają
pewne nienegocjowalne wymagania. Przede wszystkim, w odniesieniu do
każdego systemu używanego w działaniach wojennych muszą być zapewnione
identyfikowalność i możliwość odtworzenia procesu decyzyjnego, tak aby
odpowiedzialność i ewentualna wina nie rozpływały się „w maszynie”. Po
drugie, decyzja o użyciu śmiercionośnej siły nie może być powierzana
procesom nieprzejrzystym ani zautomatyzowanym, lecz musi pozostawać pod
rzeczywistą, świadomą i odpowiedzialną kontrolą człowieka. Wreszcie,
konieczne jest ustanowienie wspólnych zasad, również na poziomie
międzynarodowym, które powstrzymają wyścig zbrojeń technologicznych i
zapewnią szczególną ochronę ludności cywilnej oraz infrastruktury
niezbędnej dla jej przetrwania.
Kryzys multilateralizmu
- Kultura potęgi wyrasta
również z kryzysu systemu multilateralnego. Instytucje powołane do
strzeżenia idei wspólnego losu narodów i światowego dobra wspólnego wydają
się osłabione, nie tylko z powodu ograniczeń strukturalnych, lecz także
dlatego, że często brakuje wspólnej woli, by je wspierać, reformować i
uznawać ich autorytet moralny. Zamiast iść naprzód, cofamy się wobec
historycznego przełomu XX w. Po 1989 r. upadkowi reżimów komunistycznych w
Europie towarzyszyła globalizacja o charakterze głównie gospodarczym,
pozbawiona odpowiedniej architektury politycznej zdolnej podtrzymywać
dialog i pokój. Niemal ślepo powierzono rynkom zdolność do tworzenia
dobrobytu, demokracji i stabilności, podczas gdy w rzeczywistości
globalizacja nie zrodziła automatycznie jedności ani pokoju, lecz wywołała
reakcje fundamentalistyczne, tożsamościowe i nacjonalistyczne. Rezultat
ten daleki jest od autentycznego multilateralizmu: przypomina raczej
nieuporządkowaną i konfliktową wielobiegunowość, w której górę bierze
nieufność wobec drugiego.
- Powraca pokusa budowania
tożsamości zbiorowej w opozycji do wroga, podsycając narracje, w których
każdy przedstawia siebie jako ofiarę uprawnioną do odwetu. Upraszczanie
rzeczywistości do schematów – „najpierw ja”, „przyjaciel-wróg”, „my-oni” –
ułatwia podejmowanie decyzji często nieodpowiedzialnych, które podkopują
wzajemne zaufanie między narodami. Siła prawa międzynarodowego zostaje w
ten sposób zastąpiona rzekomym „prawem silniejszego”, a jego narzędzia –
od trybunałów właściwych w sprawach zbrodni wojennych po sądy powołane do
rozstrzygania sporów między państwami – bywają często omijane albo
osłabiane, z katastrofalnymi skutkami dla kultury politycznej i dla
współżycia społecznego[185].
- W tym kontekście budowanie
pokoju zeszło na dalszy plan: współpraca na rzecz rozwoju, rozbrojenie,
zapobieganie konfliktom i budowanie wzajemnego zaufania są odkładane na
bok w imię logiki potęgi. W ten sposób słabną również osiągnięcia prawa
humanitarnego: zasada proporcjonalności w odpowiedzi na akty agresji,
ochrona dostępu do wody, żywności i dóbr podstawowych, poszanowanie życia
ludności cywilnej i dzieci – wszystko to bywa traktowane jak naiwne
wspomnienia przeszłości.
Rzekomy realizm polityczny
- Żyjemy w czasach znacznej
ślepoty duchowej i kulturowej. Fałszywy pragmatyzm zachęca do odcinania
korzeni pamięci, jak gdyby można było zapoczątkować swego rodzaju „nowe
stworzenie” oderwane od przeszłości; także ci, którzy odwołują się do
wielkich zasad moralnych, mogą popaść w ten historyczny nihilizm, łudząc
się, że okrucieństwa XX w. nie mogą się już powtórzyć. W rzeczywistości te
same mechanizmy powracają pod nowymi postaciami. Na nowo zdaje się
narzucać logika równowagi zbrojnej i odstraszania. Jednak w
przeciwieństwie do dwubiegunowego scenariusza z czasów zimnej wojny, dziś
mnożenie się podmiotów i frontów konfliktu sprawia, że logika ta staje się
coraz mniej stabilna. Eskalacja konfliktów popycha ku wojnom asymetrycznym
i „hybrydowym”, prowadzonym także na polu gospodarczym, finansowym i
informatycznym, z wykorzystaniem dezinformacji i kampanii podsycających
lęk, mających na celu wywarcie wpływu na opinię publiczną. W wielu
krajach, także na globalnym Południu, wzrost wydatków wojskowych przedstawiany
jest jako jedyna odpowiedź na niepewną przyszłość albo na postrzegane
zagrożenia, podczas gdy rzeczywisty koszt ponoszą najbiedniejsi, którzy
widzą, jak kurczą się środki przeznaczone na ochronę zdrowia, kształcenie
i pomoc społeczną.
- U podstaw tego wszystkiego
leży fałszywy „realizm”, oparty nie tylko na utrwalonej logice siły, lecz
także na pewnym przekonaniu kulturowym i antropologicznym, jakoby wojna
była nieuchronnie częścią ludzkiej natury. Zawsze tak było – jak się
powiada – z wyjątkiem krótkich przerw, i tak będzie zawsze! A zatem
problemem nie jest już pokój, utracony jako punkt odniesienia na arenie
międzynarodowej, lecz to, jak i kiedy podjąć działania militarne, przy
równoczesnym utrzymywaniu, że nieprzygotowanie się do starcia byłoby
nieodpowiedzialne. Natomiast tym, co jest naprawdę nieodpowiedzialne, jest
właśnie Realpolitik – ta postać politycznego „realizmu”, która
zasiewa w sumieniach i kulturze pogodzenie się z wojną jako z czymś
nieuniknionym, a pokój i dialog przedstawia jako postawy utopijne albo
irracjonalne, rzekomo ignorujące istniejące zagrożenia. Tymczasem pokój
nie jest naiwną nadzieją ani jedynie brakiem wojny: jest owocem – zawsze
możliwym – sprawiedliwości i miłosierdzia.
- W takiej atmosferze
nihilizm i pragmatyzm splatają się ze sobą i prowadzą do normalizacji
najcięższych błędów: religijne ekstremizmy i fanatyzmy tożsamościowe
sprzymierzają się z irracjonalnym ekonomizmem, podczas gdy polityka z
łatwością ucieka się do dezinformacji, ośmieszania przeciwnika oraz
systematycznego budowania lęków i resentymentów. W ten sposób odmienność
drugiego coraz częściej bywa postrzegana jako zagrożenie, podsycając
pragnienie posiadania, chęć dominacji, ambicje hegemoniczne, nadużycia władzy
i lęk przed różnicą, a zarazem przygotowując grunt, na którym nowe
konflikty mogą dojrzewać niemal niezauważalnie[186].
- Jest to podatny grunt dla
nowych wojen, być może jeszcze groźniejszych niż dawne, ponieważ mają one
tendencję do przekraczania wszelkich granic etycznych. To, co niegdyś
uważano za niedopuszczalne, dziś może być realizowane niemal bez wahania,
podczas gdy reakcja międzynarodowa dostosowuje się raczej do wygody
poszczególnych rządów niż do obiektywnej wagi faktów. Decyzje wydają się
dziś podyktowane niemal wyłącznie rachunkiem ekonomicznym, podtrzymywanym
przez medialne złudzenia, sztucznie wytwarzane euforie i „marzenia”, które
nieuchronnie się rozpadają, rodząc frustrację i nową przemoc. Gdy człowiek
daje się przekonać, że nic nie jest naprawdę prawdziwe, a „zasady” są
jedynie pustą osłoną, w samych sercach osób zapala się lont nowych
wybuchów nietolerancji i agresji.
- W tym scenariuszu
pozostaje otwarte pytanie o realne zabezpieczenia przed nową przemocą.
Kiedy jakaś kultura normalizuje i usprawiedliwia konflikt, pojawia się
niebezpieczna pochylnia: to, co dziś wydaje się nie do pomyślenia, jutro
może zostać uznane za akceptowalne na podstawie kalkulacji użyteczności
albo bezpieczeństwa. W krajach naznaczonych poważnymi napięciami
społecznymi nie możemy wykluczyć, że ktoś w końcu uzna konflikt zbrojny za
skuteczny sposób odwrócenia uwagi od problemów wewnętrznych i za narzędzie
cynicznego zarządzania trudnościami.
- Szczególna
odpowiedzialność spoczywa na tych, którzy działają w świecie badań
naukowych. Wszyscy uczestnicy tej dziedziny – naukowcy, przedsiębiorcy,
inwestorzy, władze akademickie, politycy i inni – są wezwani do działania
w duchu przejrzystości i odpowiedzialności, przy zachowaniu żywej
świadomości szerokiego kontekstu, w jakim osadzony jest współtworzony
przez nich postęp technologiczny, w tym ten związany z AI. Kiedy człowiek
ogranicza się do patrzenia wyłącznie na własną dziedzinę, łudzi się, że wykonuje
zadanie moralnie neutralne i uchyla się od pytań o cele ostateczne, które
ukierunkowują określone eksperymenty; w ten sposób naraża się na
współudział, być może niezamierzony, w złowrogich projektach, które
zasilają nowe formy przemocy, manipulacji i dominacji.
Budować cywilizację miłości
- Budowanie świata
pozostającego w permanentnym stanie wojny jest złem i trzeba to nazwać po
imieniu. Taki sposób opisu rzeczywistości, w której żyjemy, może wydawać
się ponury albo pesymistyczny, uważam jednak, że jest to osąd konieczny.
Perspektywa chrześcijańska nie wyczerpuje się jednak w samym piętnowaniu
zła. Patrzymy na historię w świetle Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego,
któremu Ojciec dał „wszelką władzę w niebie i na ziemi” (Mt28, 18).
Nie interpretujemy teraźniejszości jako zamkniętego przeznaczenia, lecz
jako przestrzeń otwartą na nawrócenie osobiste i wspólnotowe. Wierzymy w
siłę Królestwa, które rozwija się z małości ziarnka gorczycy, jak ziarno,
które raz zasiane kiełkuje i wzrasta (por. Mk 4, 26–32).
Podczas gdy otacza nas zgiełk zamętu, dobro wzrasta z ziemi w milczeniu.
Jak mówi prorok: „Oto Ja dokonuję rzeczy nowej; pojawia się właśnie. Czyż
jej nie poznajecie?” (Iz 43, 19).
- Potwierdza to uważna
lektura historii. Nawet w najciemniejszych nocach Pan wzbudza mężczyzn i
kobiety zdolnych do tego, by nie ulegać rezygnacji i wytrwale trwać przy
dobru: są to osoby, które chronią słabych i otwierają bramy pojednania.
Pamięć o świętych i sprawiedliwych, o tak często zapomnianych budowniczych
pokoju, ukazuje, że łaska nie usuwa konfliktu jednym magicznym gestem,
lecz rodzi czynny opór wobec zła i zaskakującą kreatywność w czynieniu
dobra. Chrześcijanie dostrzegają ciemności i nazywają je po imieniu, ale
nie zatrzymują się na ich kontemplowaniu: znają światłość i wiedzą, że
ciemność jej nie ogarnęła i nie może jej zwyciężyć (por. J 1,
5). Dlatego służą dobru także tam, gdzie wydaje się, że ostatnie słowo
należy do cierpienia, podtrzymywani przez nadzieję teologalną, która
wyznacza rzeczywistości horyzont i kierunek.
Wszyscy możemy wnieść swój wkład
- W tym miejscu pojawia się
jednak subtelna pokusa: myślenie, że problemy są zbyt wielkie, a my zbyt
mali, i że wobec tego nasze wybory niczego nie zmieniają. Jest to
elegancka forma kapitulacji, często ukrywająca się pod maską realizmu.
Oczywiście, nie wszyscy mają taką samą możliwość oddziaływania na
rzeczywistość: jedni sprawują władzę, inni decydują o inwestycjach,
kierują instytucjami, prowadzą badania naukowe, wychowują, informują,
wytwarzają; są też tacy, którzy zdają się mieć jedynie własne życie codzienne.
A jednak nikt nie jest pozbawiony odpowiedzialności. Każdy dysponuje
własną przestrzenią działania i właśnie tam – a nie gdzie indziej – jest
wezwany do wyboru, czy podsycać logikę siły (choćby tylko przez
obojętność, cynizm, kłamstwo czy nienawiść), czy też strzec logiki pokoju
(przez prawdę, umiar, bliskość i troskę).
- Pewien pisarz katolicki XX
w., John Ronald Reuel Tolkien, ustami jednego z bohaterów swojej powieści
wyraził naszą odpowiedzialność w ten sposób: „Ale nie do nas należy
panowanie nad wszystkimi falami przepływającymi przez ten świat; my mamy
za zadanie zrobić, co w naszej mocy, dla tej epoki, w której żyjemy,
wytrzebić chwasty ze znanego nam pola, aby przekazać następcom rolę
czystą, gotową do uprawy”[187].
Cywilizacja miłości nie rodzi się z jednego, spektakularnego gestu, lecz z
sumy małych i wytrwałych aktów wierności, które stawiają tamę
dehumanizacji. Dlatego warto zatrzymać się i rozważyć kilka aspektów tego,
w jaki sposób każdy – we własnej dziedzinie – może współpracować przy jej
budowaniu. Nie roszcząc sobie pretensji do wyczerpania tematu, proponuję
pięć ścieżek codziennej i publicznej odpowiedzialności: rozbrajać słowa,
budować pokój w sprawiedliwości, spojrzeć oczami ofiar, pielęgnować zdrowy
realizm oraz ożywiać na nowo dialog i multilateralizm.
Rozbroić słowa
- Pierwszym wkładem, jaki
możemy wnieść w budowanie bardziej ludzkiej cywilizacji, jest troska o
nasze słowa. „Rozbrójmy słowa, a przyczynimy się do rozbrojenia świata”[188].
Potęga słów jest ogromna i doświadczamy jej w codziennej komunikacji, gdy
ktoś powie nam coś, co zmienia nasze usposobienie – na lepsze albo na
gorsze. „Pokój zaczyna się od każdego z nas: od sposobu, w jaki patrzymy
na innych, jak ich słuchamy i jak o nich mówimy. W tym sensie sposób
komunikowania się ma znaczenie fundamentalne: musimy powiedzieć «nie»
wojnie słów i obrazów, musimy odrzucić paradygmat wojny” [189].
Wszyscy musimy więc uczynić rachunek sumienia w odniesieniu do słów,
których używamy, do uprzedzeń, jakimi są one przeniknięte, oraz do agresji
– jawnej bądź ukrytej – która w nich tkwi. Mamy realną możliwość
przyczyniania się do dobra za każdym razem, gdy mówimy prawdę, dajemy
mądrą radę, wspieramy tego, kto potrzebuje pocieszenia, piętnujemy
niesprawiedliwość albo dajemy głos temu, kto go nie ma.
Budować pokój w
sprawiedliwości
- Wszyscy, na każdym
poziomie, możemy przyczyniać się do budowania tego, co stanowi fundament
pokoju, a mianowicie sprawiedliwości. Nie szukamy bowiem jakiegokolwiek
pokoju, jakiegoś braku konfliktu za wszelką cenę, lecz tego prawdziwego
pokoju, który rodzi się ze sprawiedliwości. „Istnieje ścisła zależność
między sprawiedliwością każdego człowieka a pokojem wszystkich”[190].
Komentując werset Psalmu: „Ucałują się sprawiedliwość i pokój” ( Ps 85,
11b), św. Augustyn pisze: „Nie ma wszak takiego, kto nie chciałby pokoju,
ale nie wszyscy chcą czynić sprawiedliwość. (…) Ale czyń sprawiedliwość,
ponieważ sprawiedliwość i pokój udzielają sobie pocałunku, nie kłócą się.
Czemu ty kłócisz się ze sprawiedliwością? Oto sprawiedliwość powiada ci:
Nie kradnij, a nie słuchasz; Nie cudzołóż, nie chcesz słyszeć; Nie czyń
drugiemu, co tobie niemiłe, nie mów drugiemu, czego nie chcesz sam
posłyszeć. (…) Chcesz więc wejść do pokoju? Czyń sprawiedliwość!” [191]. Nie
zniechęcajmy się zatem w dążeniu do sprawiedliwości!
Spojrzeć oczami ofiar
- Są sytuacje, w których –
jeśli chcemy pozostać ludźmi – musimy porzucić wahania i zająć stanowisko.
Istnieją konflikty, wobec których nie godzi się zachowywać neutralności i
nie wystarcza samo przekonanie o tym, że nie mamy „współudziału”[192]. Gdy
stajemy wobec bombardowań ludności cywilnej, ataków na szpitale, szkoły i
infrastrukturę niezbędną do życia, wobec przemocy dotykającej dzieci,
znajdujemy się wobec zgorszeń raniących samo człowieczeństwo. Dlatego nie
możemy pozostawać na poziomie abstrakcyjnych analiz. Jak przypomniał
Papież Franciszek, musimy „dotknąć ciała” [193] cierpiących:
patrzeć w twarze, słuchać historii i uznawać rany. Bolesne wydarzenia
potrzebują zarówno rzetelnego opisu historycznego, jak i zachowania w
pamięci: tego pierwszego, aby próbować opowiadać fakty, a drugiego, aby
dawać świadectwo o tym, co zostało przeżyte.
- Udzielanie miejsca – w
przekazie informacji i w wychowaniu – spojrzeniu i głosowi ofiar pomaga
naprawdę uświadomić sobie otchłań zła zawartą w wojnie i – ogólnie rzecz
biorąc – w każdej przemocy; pomaga nie uznawać logiki konfliktu za coś
normalnego; nie odwracać wzroku, gdy dochodzi do zniewagi godności
człowieka; pomaga przywracać ludziom dotkniętym przemocą godność bycia
rozpoznanymi i wysłuchanymi[194].
Uwaga poświęcana tym głosom umacnia przekonanie, że poza brutalnymi
mniejszościami ludzkość nie pragnie wojny. Kościół może być w sposób
szczególny miejscem żywej pamięci ofiar. Jak przypominał św. Paweł VI,
czuje się on zobowiązany uczynić własnym zarówno głos poległych w
minionych wojnach, jak i głos żyjących, którzy nadal noszą ich rany, aby
ich krzyk stawał się wezwaniem do pokoju i zgody, a nie zapowiedzią nowych
konfliktów [195].
Pielęgnować zdrowy realizm
- Potrzebujemy zdrowego
realizmu, który pozwala uniknąć zarówno idealizmu politycznego, jak i
cynizmu. Istnieje bowiem taki idealizm, który – chcąc ocalić swój
światopogląd – wybiera fakty, nagina je i nadaje im nowe nazwy, aż w końcu
zaczyna żyć w rzeczywistości skonstruowanej na miarę własnych przekonań.
Istnieje jednak również realizm zdegenerowany, który myli stwierdzenie
faktu z rezygnacją: skoro dominuje siła, to dochodzi do wniosku, że
powinna ona panować. Autentyczny realizm nie rezygnuje z przemieniania
świata: zaczyna od jasnego dostrzeżenia interesów, lęków, ograniczeń i
układów sił właśnie po to, by rozeznać, co można rzeczywiście osiągnąć i
jakimi drogami. Nie sprowadza polityki do moralizmu, ale też nie wydaje
jej na pastwę przemocy: szuka możliwych dróg, aby pokój był czymś więcej
niż tylko słowem – a więc wiarygodnych instytucji, sprawdzalnych
gwarancji, cierpliwych negocjacji, zapobiegania konfliktom i ochrony
ludności cywilnej.
Na nowo ożywić dialog
- Aby budować cywilizację
miłości, musimy praktykować dialog. Jest on głównym narzędziem
współistnienia między osobami i między narodami oraz alternatywą wobec
otwartego konfliktu. Przypominał o tym już Pius XII u progu II wojny
światowej, gdy mówił, że dzięki pokojowi nic się nie traci, podczas gdy
przez wojnę można stracić wszystko, oraz że ludzie powinni na nowo zacząć
ze sobą rozmawiać, ponieważ szczera i wytrwała wymiana poglądów zawsze
otwiera możliwość znalezienia honorowego rozwiązania[196].
- Dialog jest zwyczajnym
wymiarem ludzkiego życia i nie dotyczy jedynie stosunków między państwami.
Chodzi o nabycie postawy zdolnej budować więzi braterstwa, wynikające ze
słuchania, szczerego spojrzenia, poświęconego czasu, a nawet czasu
pozornie straconego razem. Jeżeli bowiem doświadczamy autentycznego
spotkania z drugim człowiekiem – z tym, który jest odmienny, jest
obcokrajowcem, migrantem – wówczas o wiele trudniej jest choćby wyobrazić
sobie wojnę.
- Na płaszczyźnie
politycznej pilnie potrzeba przejścia od „kultury potęgi” do autentycznej
„kultury negocjacji”, w której dialog i relacje dyplomatyczne staną się
zwyczajną drogą mierzenia się z konfliktami, jak tego pragnął Giorgio La
Pira: „Metodę wojny trzeba zastąpić metodą pokoju: metodą negocjacji,
spotkania, porozumienia; a więc metodą autentycznie ludzką!”[197].
Świadomość wspólnego losu narodów domaga się, aby kultura negocjacji coraz
bardziej stawała się wspólnym zobowiązaniem zarówno politycznym, jak i
kulturowym, zdolnym stopniowo wyprowadzać ludzkość ze spirali przemocy.
- Tym, którzy mają zaszczyt
i obowiązek sprawowania rządów, pragnę powtórzyć słowa, które
wypowiedziałem na początku mojego Pontyfikatu: „Ludy pragną pokoju, a ja,
z sercem na dłoni, zwracam się do przywódców: spotkajmy się, rozmawiajmy,
negocjujmy! Wojna nigdy nie jest nieunikniona, broń może i powinna
zamilknąć, gdyż nie rozwiązuje problemów, lecz je pogłębia. Do historii
bowiem przejdzie ten, kto sieje pokój, a nie ten, kto zbiera ofiary;
ponieważ inni nie są przede wszystkim wrogami, lecz istotami ludzkimi: nie
złymi, by ich nienawidzić, lecz osobami, z którymi trzeba rozmawiać.
Odrzućmy manichejskie podziały, typowe dla narracji pełnych przemocy,
które dzielą świat na dobrych i złych”[198].
- W odrzucaniu logiki
przemocy rozstrzygającą rolę odgrywa dialog między religiami, ponieważ w
centrum wielkich dróg duchowych znajduje się orędzie pokoju[199]. Kto
posługuje się imieniem Boga, aby usprawiedliwiać terroryzm, przemoc albo
wojnę, ten zdradza Jego oblicze: walczyć w imię religii znaczy w
rzeczywistości uderzać w samą religię [200].
„Duch Asyżu”, zapoczątkowany przez św. Jana Pawła II i rozwijany przez
zaangażowanie Papieża Franciszka – na przykład w dialogu z Wielkim Imamem
Al-Azharu – ukazuje, że wierzący mogą na nowo czerpać z
najautentyczniejszych źródeł własnych tradycji duchowych, gdzie nie ma
miejsca na sakralizowaną nienawiść.
Konieczność dyplomacji i
multilateralizmu
- W stosunkach
międzynarodowych dialog jest niezastąpionym narzędziem dyplomacji,
służącym zapobieganiu konfliktom i odbudowywaniu więzi zaufania. W obliczu
impulsywnej komunikacji, agresywnej retoryki i logiki potęgi, które
naznaczają nasze czasy, „powołaniem dyplomacji jest wspieranie dialogu ze
wszystkimi, w tym z rozmówcami uważanymi za szczególnie «niewygodnych»,
lub z tymi, których nie uważa się jako uprawnionych do negocjacji”[201],
wykorzystując aż do granic wytrwałości pokorę i cierpliwość, by na nowo
splatać nawet najwątlejsze oznaki dobrej woli stron pozostających w
konflikcie i w ten sposób otwierać drogę do procesu pokojowego.
- Również cyberprzestrzeń
stała się polem konfrontacji: ataki informatyczne, manipulowanie danymi,
kampanie wpływu rozgrywane za pomocą AI mogą destabilizować całe kraje,
zanim jeszcze dojdzie do otwartego starcia zbrojnego. Przypisanie
odpowiedzialności na tym obszarze bywa często niepewne: gdy nie jest
jasne, kto zaatakował, wzrasta ryzyko nieproporcjonalnych reakcji, błędów
w ocenie sytuacji i eskalacji konfliktu. Dlatego potrzebna jest dyplomacja
zdolna do działania także w tym nowym środowisku, negocjując wspólne
zasady korzystania z technologii cyfrowych i chroniąc ludność cywilną oraz
najbardziej bezbronnych przed formami przemocy niewidocznej, lecz przez to
nie mniej realnej.
- Organizacje
międzynarodowe, w szczególności ONZ, pozostają niezbędnymi narzędziami
wspierania cywilizacji miłości: przez podtrzymywanie dialogu między
narodami, pokojowe rozwiązywanie konfliktów, integralny rozwój ludów,
ochronę osób najbardziej bezbronnych oraz rozbrojenie i troskę o
stworzenie. Dzięki tym instancjom wspólnota międzynarodowa może starać się
ograniczać nierówności, bronić praw uchodźców i mniejszości, uwalniać
środki przeznaczane na zbrojenia, aby służyły rozwojowi człowieka, oraz
chronić wspólny dom. Stolica Apostolska popiera i towarzyszy tym wysiłkom,
uznając zarazem, że obecna słabość ONZ i międzynarodowego systemu
politycznego ujawnia potrzebę głębokich reform: nie chodzi jedynie o
korekty techniczne, ponieważ kryzys przekonań i wartości dotyka także
etycznych fundamentów życia narodów i utrudnia ukierunkowanie
multilateralizmu na prawdziwe dobro wspólne[202].
- W kontekście
międzynarodowym dyplomacja Stolicy Apostolskiej przyjmuje ewangeliczną
zasadę miłosierdzia jako konkretne kryterium działania politycznego. Jest
to jeden ze sposobów, za pomocą których Stolica Apostolska staje w służbie
ludzkości, odwołując się do sumień oraz wzywając je do miłości i prawdy,
broniąc godności każdej osoby oraz stając się głosem dotkniętych biedą,
migrantów i ofiar wojen. W ten sposób dyplomacja papieska wyraża
powszechność Kościoła i przyczynia się do budowania cywilizacji miłości, w
której także nowe technologie są ukierunkowane na dobro wspólne.
Modlić się i mieć nadzieję
- Te drogi zaangażowania
czerpią siłę z modlitwy i zarazem ją podtrzymują. Dla nas bowiem pokój
przede wszystkim „pochodzi od Boga, Boga, który miłuje nas wszystkich
bezwarunkowo”[203]. Jest
on darem przekazanym przez Jezusa swoim uczniom w dniu Zmartwychwstania:
„Pokój z wami! Taki jest pokój Chrystusa Zmartwychwstałego, pokój
nieuzbrojony i pokój rozbrajający, pokorny i wytrwały” [204]. Tymi
słowami pozdrowiłem Kościół i świat w dniu mojego wyboru na Tron Piotrowy
i pragnę je powtórzyć, aby zachęcić wszystkich do proszenia o ten dar. Nie
ustawajmy w modlitwie o pokój i w wysiłku, by urzeczywistniać go w naszych
relacjach i w społeczeństwie.
ZAKOŃCZENIE
- „Niech każdy jednak baczy
na to, jak buduje” (1 Kor3, 10): są to słowa św. Pawła, który
zachęca chrześcijan w Koryncie, aby strzegli jedności. Najdrożsi bracia i
siostry, stawialiśmy sobie pytania o świat, który budujemy, pytając
zarazem, co znaczy troska o osobę ludzką w dobie sztucznej inteligencji.
Na zakończenie tej refleksji pragnę pozostawić wam pewien sposób życia
chrześcijańskiego: powściągliwy i wymagający, dzięki któremu można
przeżywać tę zmianę epoki w świetle Ewangelii. Jest to wędrówka, która
rodzi się z kontemplacji zamysłu Bożego, żyje jednością Kościoła, karmi
się Słowem Bożym i Eucharystią, buduje świat w dobru i łączy się w
modlitwie z Maryją Panną.
Słowo stało się ciałem
- W świecie przenikniętym
tyloma działaniami mającymi na celu zdobywanie rynków i stref wpływu, a
które często przybierają postać uspokajających narracji i uwodzicielskich
konstrukcji ideologicznych, nasze serce odczuwa potrzebę odkrycia innego
zamysłu – mądrego i łaskawego – podobnego do tego, który Maryja
kontempluje w Magnificat, gdy głosi, że z pokolenia na pokolenie
miłosierdzie Boga rozciąga się nad tymi, którzy się Go boją [205]. Ten
zamysł miłosierdzia przenika również dziś historię, także w jej
najszybszych i najbardziej niespokojnych przemianach, naznaczonych przez
algorytmy i globalne sieci, oraz staje się kompasem dla ewangelicznego
życia w epoce cyfrowej.
- W centrum znajduje się
tajemnica Wcielenia: Słowo stało się ciałem i pośród nas rozbiło swój
namiot. Ciało Syna – ubogie i bezbronne – przywodzi na myśl ciała tylu
braci i sióstr ogołoconych z godności i skazanych na milczenie[206]; a
poprzez tę bliskość dar pokoju wkracza w świat w paradoksalny sposób –
jako moc stawania się dziećmi Bożymi, która budzi się w nas, gdy
pozwalamy, by dotknął nas płacz najmniejszych, kruchość osób starszych,
milczenie ofiar, trud tych, którzy zmagają się ze złem, którego nie
chcieliby popełniać [207]. W
tym zranionym i umiłowanym ciele Ojciec ukazuje nam prawdziwe
człowieczeństwo – życie, które spełnia się w otwartości i komunii, aż do
tego stopnia, że rodzi w nas pragnienie, by Jego wola wypełniała się jako
w niebie, tak i na ziemi [208].
- W obietnicach
transhumanizmu i niektórych nurtów posthumanistycznych, dążących do
człowieczeństwa ulepszonego i niemal odcieleśnionego, rozpoznajemy
pragnienie, które dotyczy także i nas: potrzebę życia pełniejszego, mniej
narażonego na słabość i cierpienie. Wcielenie otwiera jednak inną drogę.
Podczas gdy dawne i nowe ideologie popychają człowieka ku technicznemu
przekraczaniu ograniczeń i ku wynoszeniu się ponad innych w celu
umocnienia panowania, misterium Syna Bożego, który wkracza w naszą
kondycję, opowiada o ruchu przeciwnym: żywy Bóg zstępuje w naszą historię,
aby wyzwolić nas z wszelkiej niewoli[209],
bierze na siebie naszą słabość i przekształca ją w miejsce zbawienia. Nie
ma takiej chwili ani takiego stanu człowieka, który byłyby niegodny Boga:
„Zgodnie z nauczaniem naszej wiary mamy i adorujemy w naszych misteriach
Boga, który rodzi się w żłobie; Boga, który żyje i przemierza Judeę; Boga,
który umiera na krzyżu; Boga umarłego, który spoczywa w grobie” [210].
Przyszłość ludzkości znajduje więc swoje kryterium w zdolności przyjęcia
tego Bożego sposobu stawania się bliskim, współdźwigania ciężaru świata i
przemieniania relacji od wewnątrz. „O, cudzie (…): człowiek jest Bogiem, a
ten Bóg-Człowiek przechodzi przez wszystkie te stopnie, znosi wszystkie te
stany i je uszlachetnia, uświęca, przebóstwia w sobie samym!” [211]. Tym,
co zbawia człowieka, jest miłość Boża, która zstępuje aż do
najdelikatniejszego punktu ludzkiej historii i odnawia ją, poczynając od
głębi.
- Dlatego ja – jako wierzący
pośród wierzących – zapraszam do kontemplacji w obliczu Syna wspaniałego
człowieczeństwa, które rzuca światło także na epokę AI. W Chrystusie
rozumiemy, że człowiek jest powołany, by być współpracownikiem w dziele
stworzenia, a nie zrezygnowanym widzem procesów technologicznych, które
ograniczają jego wolność i odpowiedzialność [212].
Godność, którą Duch Święty rzeźbi w każdym z nas, wyraża się również w
zdolności do krytycznego myślenia, do dokonywania wyborów i do
bezinteresownej miłości oraz do wchodzenia w autentyczne relacje. Żaden
system obliczeniowy, choćby najbardziej wyrafinowany, nie rodzi serca
zdolnego się ofiarować ani sumienia zdolnego rozeznawać dobro. Nawet gdy
maszyny osiągają niezwykłą wydajność, centrum historii pozostaje ludzkie
oblicze, które domaga się, by na nie spojrzeć. To ludzkie oblicze jest
pełnią, ku której zmierza historia. Jest tajemnicą rekapitulacji,
pewnością, że Ojciec postanowił przywrócić wszystko Chrystusowi – jedynej
Głowie – to, co w niebiosach, i to, co na ziemi (por. Ef 1,
10). W tym zamyśle nic z tego, co autentycznie ludzkie, nie zostanie
utracone, lecz wszystko zostanie oczyszczone i na nowo zjednoczone w Tym,
który zbiera każdy okruch życia, każdą łzę i każde autentyczne ludzkie
osiągnięcie, aby wyrwać je nicości i przekazać Ojcu jako odkupione.
Jedno ciało w Chrystusie
- Duchowość, której
potrzebujemy, jest duchowością eucharystyczną, to znaczy duchowością
eklezjalnej jedności w miłości. Wcielenie i Zmartwychwstanie objawiają
Boga, który wchodzi w naszą ludzką kondycję i przemienia ją w dar z
siebie. Dar ten pozostaje obecny i skuteczny w Eucharystii, w której Pan
udziela samego siebie i gromadzi Kościół, aby Jego ofiara stawała się
zasadą jedności i źródłem nowego życia. Z tej komunii rodzi się także
solidarność chrześcijańska, ponieważ „zjednoczenie z Chrystusem jest jednocześnie
zjednoczeniem z wszystkimi, którym On daje siebie”[213]. Jak
św. Augustyn wyjaśnia nowo ochrzczonym w swoim Kościele, chleb i wino na
ołtarzu są sakramentem jedności wiernych w Chrystusie: „To, co się widzi,
ma postać materialną, to, co się rozumie, niesie owoc duchowy. Jeśli więc
chcesz zrozumieć Ciało Chrystusa, słuchaj, co Apostoł mówi do wiernych:
«Wy zaś jesteście Ciałem Chrystusa i członkami» ( 1 Kor 12,
27). Jeśli więc jesteście Ciałem Chrystusa i Jego członkami, to tajemnica
wasza jest złożona na stole Pańskim – stamtąd otrzymujecie waszą
tajemnicę. Na to, czym jesteście, odpowiadacie «Amen», a tak odpowiadając,
składacie podpis. Słyszysz bowiem: «Ciało Chrystusa», i odpowiadasz:
«Amen». Bądź więc członkiem Kościoła, aby to «Amen» znaczyło prawdę” [214].
- „Amen”, które wypowiadamy
w liturgii, Ciało, które spożywamy, i Krew, którą pijemy, nadają kształt
całemu naszemu życiu. Eucharystia jest „bardzo osobistym spotkaniem z
Panem, a jednak nie jest nigdy tylko aktem indywidualnej pobożności”[215]. W
niej ukazuje się w sposób widzialny, że „jesteśmy Kościołem Chrystusa,
jesteśmy Jego członkami, Jego ciałem. Jesteśmy w Nim braćmi i siostrami. I
w Chrystusie, mimo że jest nas wielu i jesteśmy różni, stanowimy jedno:
« In Illo uno unum»” [216].
Eucharystia otwiera nas na sprawiedliwość i dzielenie się, ze szczególną
troską o tych, którzy dźwigają ciężar biedy i wykluczenia. Podczas gdy
nowe sieci ekonomiczne i technologiczne mogą rodzić wykluczenie, izolację
i uzależnienia, Kościół karmiony Eucharystią jest powołany, by ukazywać
inną miarę, pielęgnując więzi, przywracając głos tym, którzy są
niewidoczni, i ukierunkowując procesy na godność osoby.
Plac budowy naszych czasów
- Duchowość, którą pragnę
przekazać, jest duchowością „roztropnego budowniczego”, który – ożywiony
nadzieją na Królestwo Boże – angażuje się w budowanie świata w dobru (por.1
Kor 3, 10). Jak napisałem na początku tych rozważań [217],
nasze budowanie musi mieć dziś jako fundament relację z Bogiem, jako
zasadę – przyjęcie ludzkiej ograniczoności jako rzeczywistości naturalnej
i pozytywnej, zaś jako styl – współodpowiedzialność i język ewangeliczny.
Na koniec tej wędrówki projekt cywilizacji miłości zarysowuje się
wyraźniej, a plac budowy wydaje się już otwarty, zwłaszcza dzięki wielu
żywym kamieniom mocno zjednoczonym z Chrystusem – kamieniem węgielnym
(por. 1 P 2, 4–6). Jesteśmy wezwani, by podjąć czynny
udział w tym dziele, nie uciekając się ani do spirytualizmu, ani do
naszych małych światów: musimy pozostać wierni prawdzie, inwestować w
wychowanie, troszczyć się o relacje oraz miłować sprawiedliwość i pokój.
- Pozostańmy wierni
prawdzie! Żyjąc zanurzeni w nieustannym przepływie informacji, opinii i
obrazów, wiemy, jak łatwo można dziś ukierunkowywać decyzje i preferencje
za pomocą coraz bardziej wyrafinowanych algorytmów[218]. W
tym kontekście ważne jest pielęgnowanie serca, które miłuje prawdę, które
bardziej pragnie tego, co słuszne, niż tego, co przyciąga uwagę, i które
bardziej szuka mądrości niż natychmiastowego efektu. Prawdą, której nie
wolno nam utracić, jest prawda o Bogu i o istocie ludzkiej, tak jak
objawił nam ją Chrystus. Trzeba porzucić indywidualistyczną i techniczną
wizję człowieka, jakby rzeczywistość była jedynie czystą materią, którą
można kształtować według egoistycznych interesów, zarówno jednostkowych,
jak i zbiorowych [219].
Kształtujmy natomiast to, co Papież Franciszek nazwał „antropocentryzmem
umiejscowionym” [220],
który uznaje człowieka za stworzenie wpisane w sieć relacji z innymi
istotami żyjącymi i z całym stworzeniem. Wierność prawdzie domaga się
włączenia oferowanych przez technikę możliwości w drogę mądrości, która
jest zdolna strzec zarazem godności każdej osoby i przyszłości naszego
wspólnego domu.
- Inwestujmy w wychowanie,
które rozpoczyna się od nas samych! Wszyscy potrzebujemy formacji, aby na
sposób ludzki żyć w świecie cyfrowym, co jest integralną częścią
wychowania do wiary i do dobrego życia według Ewangelii. Musimy wychowywać
samych siebie do patrzenia na świat cyfrowy jak na nowy kontynent,
domagający się ewangelizacji i potrzebujący wielkodusznych i dojrzałych w
wierze misjonarzy. W sposób szczególny potrzeba dziś dorosłych, którzy na
nowo odkryją swoje powołanie do bycia mistrzami wychowania, gotowymi do
codziennej i cierpliwej pracy, wspartej przez szerokie i wspólne
przymierza wychowawcze. Towarzyszenie dzieciom i młodzieży w takim
korzystaniu z technologii, by były one przestrzenią odpowiedzialnych
relacji, pomaganie im w rozpoznawaniu ich zagrożeń i wybieraniu tego, co
sprzyja rozwojowi wolności wewnętrznej, stanowi dziś konkretną formę
miłosierdzia i ochrony ich godności. Wychowywanie nowych pokoleń do
przekonania, że ewolucja technologii nie podąża nieuchronną ścieżką, lecz
może być ukierunkowywana przez odpowiedzialność osobistą i zbiorową,
stanowi jedną z najcenniejszych posług dla dobra wspólnego.
- Troszczmy się o relacje! W
epoce, która dąży do przyspieszenia i fragmentaryzacji, ludzkie ciało
wciąż domaga się troski i uznania ze strony rąk zdolnych do czułości,
uważnych umysłów i dobrych słów. Kultura cyfrowa mnoży połączenia i
otwiera nowe możliwości spotkania; serce człowieka zachowuje jednak
niezbywalną potrzebę bliskości. Zachęcam do pielęgnowania miejsc i chwil,
w których fizyczna obecność pozostaje niezastąpiona, a są nimi: wspólnota
stołu, gromadząca się wspólnota chrześcijańska, wizyta u osób samotnych
czy posługiwanie osobom biednym. Są to znaki człowieczeństwa, które wciąż
wierzy, że każde ciało jest świątynią Ducha Świętego i domem Boga; właśnie
to przymierze chwały i kruchości staje się kryterium oceny modeli
antropologicznych proponowanych przez współczesną kulturę.
- Miłujmy sprawiedliwość i
pokój! Te same technologie, które ułatwiają komunikację i dostęp do
zasobów, mogą wspierać modele wyzyskujące najbardziej bezbronnych,
podsycać nowe formy niewolnictwa i przemieniać konflikt w okazję do zysku.
Każdy wybór techniczny czy ekonomiczny przekształca się w miejsce
duchowego rozeznawania, sposobność do sprawdzania, czy postęp w dziedzinie
AI otwiera przestrzenie sprawiedliwości i uczestnictwa, czy też skupia
bogactwo i władzę w rękach nielicznych. Zachęcam, by z trzeźwością patrzeć
na łańcuchy produkcji cyfrowej, na warunki pracy ukryte za naszymi
urządzeniami, na mechanizmy czerpiące korzyść z manipulacji i wojny, a
zarazem by szukać konkretnych dróg wzrostu sprawiedliwości, uczestnictwa i
troski o stworzenie. Nadzieja, którą głosimy, przychodzi z nieba, „aby
tutaj, na ziemi, stworzyć nową historię”; właśnie dlatego wierzący
angażują się, aby nierówności ustępowały miejsca większej sprawiedliwości
i aby „zamiast przemysłu wojny zwyciężało rzemiosło pokoju”[221].
- Patrząc w przyszłość,
pragnę przywołać obraz Nehemiasza, którego na początku tych rozważań
obraliśmy jako towarzysza i przewodnika. Nehemiasz słyszy wołanie
zranionego miasta, niesie ten ból w modlitwie, rozeznaje przed Bogiem,
prosi o pomoc, otrzymuje pozwolenie, by wyruszyć, organizuje pracę, stawia
czoła oporowi wewnętrznemu i zewnętrznemu, a także cegła po cegle
odbudowuje wraz z ludem mury Jerozolimy. W nim dostrzegamy jasną
przypowieść o naszym powołaniu do życia w czasach transformacji cyfrowej: byśmy
nie byli biernymi widzami społecznych i kulturowych podziałów ani zwykłymi
komentatorami ruin, lecz kobietami i mężczyznami, którzy wchodzą na place
budowy historii – do laboratoriów badawczych, firm technologicznych,
szkół, mediów, instytucji i wspólnot lokalnych – aby podnosić to, co
zostało zrujnowane, i chronić to, co jest wystawione na zagrożenie. Jak
Nehemiasz, również my jesteśmy wezwani do łączenia słuchania i odwagi,
modlitwy i odpowiedzialności, aby miasto ludzkie stawało się bardziej
nadające się do życia, także wtedy, gdy zdają się przeważać logiki
technokratyczne i partykularne interesy.
- Obraz odbudowy Jerozolimy
przywołuje obietnicę Nowego Testamentu dotyczącą miasta świętego, które
nade wszystko zostaje nam dane w darze. W Apokalipsie nowa Jerozolima
zstępuje ku nam jako dar dla całego Ludu Bożego, „przystrojona jak
oblubienica zdobna w klejnoty dla swego męża” (Ap21, 2). Mury
Jerozolimy nie są już fortyfikacjami obronnymi, lecz drogocennymi ozdobami
Oblubienicy Baranka. Jej bramy, których Nehemiasz strzegł z tak wielką
troską, pozostają na stałe otwarte dla wszystkich narodów. Obecność Boga
daje wszystkim światło i życie. Miasto jest nowym Edenem, z jego wodą
życia darowaną spragnionym i z jego drzewem życia, którego liście „służą
do leczenia narodów” (Ap 22, 2). Oczekując na wypełnienie tej
wizji, mamy ją przed oczami jako zachętę, jako wezwanie do przezwyciężania
naszych podziałów i do wspólnej pracy: oto droga Jezusa Chrystusa –
wczoraj, dziś i na wieki.
Pieśń nadziei: Magnificat
- Czwartym punktem tego
programu życia chrześcijańskiego – po wierze, która kontempluje zamysł
miłości Ojca; po miłości, która jednoczy nas w jednym ciele eklezjalnym;
po nadziei, która podtrzymuje nasze działanie w świecie – jest modlitwa.
Naszemu zaangażowaniu towarzyszy Pieśń Maryi. Gdy Elżbieta oznajmia Jej,
że stała się Matką Pana, Maryja wznosi hymn uwielbienia i radości: Jej
dusza wielbi Pana, a Jej duch raduje się w Bogu, Jej Zbawicielu, ponieważ
On wybrał dla swego planu zbawienia młodą, ubogą i małą dziewczynę. Nagle
Maryja widzi całą historię oczami tego odkrycia. Wokół Niej nic się nie
zmieniło: sytuacja społeczno-polityczna Jej epoki pozostaje taka sama –
Rzymianie nadal panują nad Jej ziemią, a Jej lud pozostaje podzielony i
upokorzony. A jednak wszystko zmieniło się w Niej samej i to pozwala Jej
dostrzec to, co niewidzialne. Bóg już objawił moc swego
ramienia, już rozproszył pyszniących się zamysłami serc
swoich, strącił władców z tronu, wywyższył pokornych, głodnych nasycił
dobrami, a bogatych z niczym odprawił. Bóg już ujął się
za swoim sługą Izraelem. „Opowiada się On po stronie ostatnich. Jego
zamysł jest często przysłonięty nieprzejrzystą warstwą ludzkich kolei
życia, gdzie jest widoczny tryumf «pysznych, władców i bogatych». A jednak
w końcu ujawnia się Jego tajemnicza moc” [222].
- Maryja Panna nie tylko
uczy nas dostrzegać niewidzialne dzieło Boga, lecz także kieruje nasze
spojrzenie „na przełomowe punkty ludzkości, gdzie dochodzi do zaburzenia
świata, w konflikcie między pokornymi a możnymi, między ubogimi a
bogatymi, między sytymi a głodnymi”, wychowując nas „do przyjęcia innej
perspektywy, aby spojrzeć na świat od dołu, oczami cierpiących, a nie z
perspektywy wielkich; aby patrzeć na historię oczami maluczkich, a nie z
perspektywy możnych; aby interpretować wydarzenia historyczne z punktu
widzenia wdowy, sieroty, cudzoziemca, poranionego dziecka, wygnańca,
uciekiniera”[223]. W
ten sposób Maryja Panna staje się „poetką i prorokinią odkupienia”,
ponieważ z Jej ust wypływa „najpotężniejszy i najbardziej nowatorski hymn,
jaki kiedykolwiek został wygłoszony, Magnificat; to Ona
objawia przeobrażający plan ekonomii chrześcijańskiej, jej historyczny i
społeczny skutek, który po dziś dzień czerpie z chrześcijaństwa swoje
źródło i swoją siłę” [224].
- Z tą samą wiarą, jaką
miała Maryja, stańmy się tkaczami nadziei w naszym świecie, dzieląc się
tym, kim jesteśmy i co posiadamy, tak aby pośród nas wzrastała obecność
Jezusa i kształtowało się Jego Królestwo. W pokornej wierności każdego
dnia również epoka AI może stać się czasem, w którym Duch Święty
doprowadza do dojrzałości cywilizację miłości w naszym życiu: Pan nadal
czyni wszystko nowe i pozostawia każdej epoce otwartą możliwość, by stała
się historią zbawienia w świetle Wcielenia. Zawierzam to pragnienie Matce
Chrystusowej, Niewieście Magnificat, aby towarzyszyła naszym
krokom w zmieniającej się teraźniejszości i strzegła w każdym z nas
ufności pokładanej w Ewangelii, tak abyśmy mogli dawać świadectwo o
pięknie wspaniałego człowieczeństwa, w którym mieszka Bóg.
Dano w Rzymie, u Świętego Piotra,
dnia 15 maja 2026, w drugim roku mego Pontyfikatu.
LEON PP. XIV
[1] Sobór
Watykański II, Konst. duszp. Gaudium et spes, 22: AAS 58
(1966), s. 1042.
[2] Por. tamże,
11: AAS 58 (1966), s. 1033–1034.
[3] Tenże,
Konst. dogmat. Lumen gentium, 1: AAS 57
(1965), s. 5.
[4] Por.
Leon XIII, Enc. Rerum novarum (15 maja 1891), 22: ASS 23
(1890–1891), s. 653: Dokumenty nauki społecznej Kościoła, cz.
1, red. M. Radwan, L. Dyczewski, A. Stanowski, Rzym–Lublin 1987, s. 52–53.
[5] Benedykt
XVI, Enc. Caritas in veritate (29 czerwca 2009), 69: AAS 101
(2009), s. 702.
[6] Franciszek,
Enc. Laudato si’ (24
maja 2015), 104: AAS 107 (2015), s. 888.
[8] Św.
Augustyn, Confessiones, I, 1, 1: CCSL 27, Turnhout
1981, s. 1: Wyznania, tłum. Z. Kubiak, Kraków 2007, s. 25.
[9] Franciszek,
Adhort. apost. Evangelii
gaudium (24 listopada 2013), 183: AAS 105
(2013), s. 1097.
[10] Sobór
Watykański II, Konst. duszp. Gaudium et
spes, 36: AAS 58 (1966), s. 1054; por.
Tenże, Dekret Apostolicam actuositatem, 7: AAS 58
(1966), s. 843–844.
[11] Sobór
Watykański II, Konst. duszp. Gaudium et
spes, 44: AAS 58 (1966), s. 1065.
[12] Franciszek,
Adhort. apost. Evangelii gaudium (24 listopada 2013), 257: AAS 105 (2013), s. 1123.
[13] Św. Jan
Paweł II, List apost. w formie Motu proprio Socialium
scientiarum (1 stycznia 1994): AAS 86 (1994), s. 209:
„L’Osservatore Romano”, wyd. polskie, nr 3 (161)/1994, s. 39.
[14] Franciszek,
Enc. Laudato si’ (24
maja 2015), 61: AAS 107 (2015), s. 871.
[15] Por. Św.
Jan Paweł II, Enc. Sollicitudo rei socialis (30 grudnia 1987), 41: AAS 80 (1988), s. 570–572.
[16] Tenże,
List apost. Tertio millennio adveniente (10 listopada 1994),
35: AAS 87 (1995), s. 27: „L’Osservatore Romano”, wyd.
polskie, nr 12 (168)/1994, s. 15.
[17] Przemówienie do
członków Fundacji „Centesimus Annus Pro Pontifice” (17 maja
2025): Spotkanie i słuchanie ubogich – skarbu Kościoła i ludzkości, „L’Osservatore
Romano”, wyd. polskie, nr 5 (472)/2025, s. 39.
[18] Franciszek,
Adhort. apost. Evangelii gaudium (24 listopada 2013), 222: AAS 105 (2013), s. 1111.
[19] Por. tamże, 236: AAS 105
(2013), s. 1115; Tenże, Enc. Fratelli tutti (3
października 2020), 215: AAS 112 (2020), s. 1045–1046.
[20] Sobór
Watykański II, Konst. dogmat. Lumen
gentium, 13: AAS 57 (1965), s. 17.
[21] Por.
Św. Paweł VI, List apost. Octogesima adveniens (14 maja
1971), 4: AAS 63 (1971), s. 403: Dokumenty nauki
społecznej Kościoła, cz. 1, red. M. Radwan, L. Dyczewski, A.
Stanowski, Rzym–Lublin 1987, s. 430.
[22] Por. Franciszek, Adhort. apost. Evangelii gaudium (24 listopada 2013), 243: AAS 105 (2013), s. 1118.
[23] Por.
Pius XII, Adhort. apost. Menti Nostrae (23
września 1950): AAS 42 (1950), s. 657–702.
[24] Św. Jan
Paweł II, Enc. Centesimus annus (1
maja 1991), 5: AAS 83 (1991), s. 799.
[25] Pius XI,
Enc. Quadragesimo anno (15 maja 1931), 39: AAS 23
(1931), s. 189: Dokumenty nauki społecznej Kościoła, cz. 1,
red. M. Radwan, L. Dyczewski, A. Stanowski, Rzym–Lublin 1987, s. 76; por. Pius
XII, Orędzie radiowe w L rocznicę „Rerum novarum”: AAS 33
(1941), s. 198.
[26] Por.
Pius XII, Przemówienie do członków Świętego Kolegium i Prałatury
Rzymskiej (24 grudnia 1940): AAS 33 (1941), s. 13.
[27] Por.
Św. Jan XXIII, Enc. Mater et magistra (15 maja 1961), 2–3: AAS 53
(1961), s. 402: Dokumenty nauki społecznej Kościoła, cz. 1,
red. M. Radwan, L. Dyczewski, A. Stanowski, Rzym–Lublin 1987, s. 221.
[28] Por.
Tenże, Enc. Pacem in terris (11 kwietnia 1963), 87 [w
tłum. pol. n. 163]: AAS 55 (1963), s. 301: Dokumenty
nauki społecznej Kościoła, cz. 1, red. M. Radwan, L. Dyczewski, A.
Stanowski, Rzym–Lublin 1987, s. 302.
[29] Por.
Sobór Watykański II, Konst. duszp. Gaudium et spes, 26: AAS 58
(1966), s. 1046–1047.
[30] Por.
Tenże, Dekl. Dignitatis humanae, 2: AAS 58 (1966),
s. 930–931.
[31] Por.
Św. Paweł VI, Enc. Populorum progressio (26 marca 1967),
14: AAS 59 (1967), s. 264: Dokumenty nauki społecznej
Kościoła, cz. 1, red. M. Radwan, L. Dyczewski, A. Stanowski, Rzym–Lublin
1987, s. 397.
[32] Tamże,
87: AAS 59 (1967), s. 299: Dokumenty nauki społecznej
Kościoła, cz. 1, red. M. Radwan, L. Dyczewski, A. Stanowski,
Rzym–Lublin 1987, s. 416.
[33] Tenże,
List apost. Octogesima adveniens (14 maja 1971), 4–7: AAS 63
(1971), s. 404–406: Dokumenty nauki społecznej Kościoła, cz.
1, red. M. Radwan, L. Dyczewski, A. Stanowski, Rzym–Lublin 1987, s. 430–431.
[34] Św. Jan Paweł II, Enc. Sollicitudo rei socialis (30 grudnia 1987), 36: AAS 80 (1988), s. 561.
[35] Por.
Tenże, Enc. Laborem exercens (14 września 1981), 19: AAS 73 (1981), s. 625–629.
[36] Por. tamże, 10: AAS 73 (1981), s. 600–602.
[37] Por.
Tenże, Enc. Sollicitudo rei socialis (30 grudnia 1987), 14: AAS 80 (1988), s. 526–528.
[38] Por. tamże, 16: AAS 80 (1988), s. 531.
[39] Por. tamże, 31–33: AAS 80 (1988), s. 555–559.
[40] Por.
Tenże, Enc. Centesimus annus (1 maja 1991), 46: AAS 83 (1991), s. 850–851.
[41] Por. tamże, 42: AAS 83 (1991), s. 845–846.
[42] Benedykt XVI,
Enc. Caritas in veritate (29 czerwca 2009), 21: AAS 101 (2009), s. 656.
[43] Por. tamże, 22: AAS 101 (2009), s. 657.
[44] Por. tamże, 24: AAS 101 (2009), s. 658–659.
[45] Por. tamże, 36: AAS 101 (2009), s. 671–672.
[46] Por. tamże, 2: AAS 101 (2009), s. 642.
[47] Por.
Franciszek, Adhort. apost. Evangelii gaudium (24 listopada 2013), 198: AAS 105 (2013), s. 1103.
[48] Por.
Tenże, Enc. Laudato si’ (24 maja 2015), 49: AAS 107 (2015),
s. 866.
[49] Tenże,
Enc. Fratelli tutti (3
października 2020), 127: AAS 112 (2020), s. 1013.
[50] Tenże,
Enc. Dilexit nos (24
października 2024), 167: AAS 116 (2024), s. 1421.
[51] Por.
Papieska Rada Iustitia et Pax, Kompendium nauki społecznej
Kościoła, Kielce 2005, 32.
[52] Sobór
Watykański II, Konst. duszp. Gaudium et spes, 24: AAS 58
(1966), s. 1045.
[53] Tamże,
22: AAS 58 (1966), s. 1042.
[54] Por.
Papieska Rada Iustitia et Pax, Kompendium nauki społecznej
Kościoła, 38.
[55] Św. Jan
Paweł II, Enc. Redemptor hominis (4 marca 1979), 14: AAS 71 (1979), s. 284.
[56] Por.
Benedykt XVI, Enc. Caritas in veritate (29 czerwca 2009), 11: AAS 101 (2009), s. 647–648.
[57] Św. Jan
Paweł II, Enc. Veritatis
splendor (6 sierpnia 1993), 31: AAS 85
(1993), s. 1159.
[58] Por.
Sobór Watykański II, Konst. duszp. Gaudium et spes, 26: AAS 58
(1966), s. 1046–1047.
[59] Por. Św.
Jan Paweł II, Enc. Centesimus annus (1
maja 1991), 11: AAS 83 (1991), s. 806–807.
[60] Por.
Dykasteria Nauki Wiary, Dekl. Dignitas infinita (2 kwietnia 2024), 7: AAS 116 (2024), s. 592–593.
[61] Por. tamże, 8: AAS 116 (2024), s. 593–594.
[62] Tamże, 1: AAS 116 (2024), s. 589–590.
[63] Por. Św.
Jan Paweł II, Anioł Pański z osobami z niepełnosprawnościami w Katedrze
w Osnabrück (16 listopada 1980): Insegnamenti di Giovanni
Paolo II, t. III/2, Città del Vaticano 1980, s. 1232: Byłem
upośledzony i przyszliście mi z pomocą, Tenże, Nauczanie papieskie,
t. III, 2, oprac. E. Weron, A. Jaroch, Poznań-Warszawa 1986, s. 634.
[64] Papieska
Rada Iustitia et Pax, Kompendium nauki społecznej Kościoła,
152.
[65] Por. Św.
Jan Paweł II, Przemówienie na Pięćdziesiątym Zgromadzeniu Ogólnym
Organizacji Narodów Zjednoczonych (5 października 1995), 2: Insegnamenti
di Giovanni Paolo II, t. XVIII/2, Città del Vaticano 1998, s. 731: Od
praw człowieka do praw narodów, „L’Osservatore Romano”, wyd. polskie, nr
11–12 (178)/1995, s. 5.
[66] Tenże, Przemówienie
na XXXIV Zgromadzeniu Ogólnym Organizacji Narodów Zjednoczonych (2
października 1979), 7: AAS 71 (1979), s. 1148: Godność
osoby ludzkiej fundamentem sprawiedliwości i pokoju, Tenże, Nauczanie
papieskie, t. II, 2, oprac. E. Weron, A. Jaroch, Poznań 1992, s. 261.
[67] Tenże, Orędzie
na XXXII Światowy Dzień Pokoju (1 stycznia 1999), 3: AAS 91
(1999), s. 379: Poszanowanie praw człowieka warunkiem prawdziwego
pokoju, „L’Osservatore Romano”, wyd. polskie, nr 1 (209)/1999, s. 4.
[68] Por.
Św. Jan XXIII, Enc. Pacem in terris (11 kwietnia
1963), 5 [w tłum. pol. n. 9]: AAS 55 (1963), s. 259: Dokumenty
nauki społecznej Kościoła, cz. 1, red. M. Radwan, L. Dyczewski, A.
Stanowski, Rzym–Lublin 1987, s. 272.
[69] Św.
Paweł VI, Przesłanie na Międzynarodową Konferencję Praw Człowieka (15
kwietnia 1968): AAS 60 (1968), s. 285: cyt. za: Papieska
Rada Iustitia et Pax, Kompendium nauki społecznej Kościoła,
153.
[70] Por. Św.
Jan Paweł II, Enc. Evangelium vitae (25
marca 1995), 2: AAS 87 (1995), s. 402.
[71] Por.
Sobór Watykański II, Konst. duszp. Gaudium et spes, 27: AAS 58
(1966), s. 1047–1048; Św. Jan Paweł
II, Enc. Veritatis splendor (6 sierpnia 1993), 80: AAS 85 (1993), s. 1197–1198;
Tenże, Enc. Evangelium vitae (25
marca 1995), 7–28: AAS 87 (1995), s. 408–427.
[72] Franciszek,
Enc. Fratelli tutti (3
października 2020), 208: AAS 112 (2020), s. 1043.
[73] Por. tamże, 209: AAS 112 (2020), s. 1043–1044.
[74] Tamże, 23: AAS 112 (2020), s. 977. Por. Tenże, Adhort.
apost. Evangelii gaudium (24 listopada 2013), 212: AAS 105 (2013), s. 1108.
[75] Por.
Benedykt XVI, Adhort. apost. Sacramentum caritatis (22 lutego 2007), 83: AAS 99 (2007), s. 169.
[76] Sobór
Watykański II, Konst. duszp. Gaudium et spes, 26: AAS 58
(1966), s. 1046–1047.
[77] Por.
Papieska Rada Iustitia et Pax, Kompendium nauki społecznej
Kościoła, 164.
[78] Franciszek,
Adhort. apost. Evangelii gaudium (24 listopada 2013), 235: AAS 105 (2013), s. 1115.
[79] Tenże,
Enc. Fratelli tutti (3
października 2020), 105: AAS 112 (2020), s. 1005.
[80] Św. Jan
Paweł II, Enc. Sollicitudo rei socialis (30 grudnia 1987), 38: AAS 80 (1988), s. 564.
[81] Franciszek,
Adhort. apost. Evangelii gaudium (24 listopada 2013), 220: AAS 105 (2013), s. 1110.
[82] Papieska
Rada Iustitia et Pax, Kompendium nauki społecznej Kościoła,
169.
[83] Franciszek,
Enc. Fratelli tutti (3
października 2020), 16: AAS 112 (2020), s. 974.
[84] Por. Św.
Jan Paweł II, Przemówienie na L Zgromadzeniu Ogólnym Organizacji
Narodów Zjednoczonych (5 października 1995), 8: Insegnamenti
di Giovanni Paolo II, t. XVIII/2, Città del Vaticano 1998, s. 735: Od
praw człowieka do praw narodów, „L’Osservatore Romano”, wyd. polskie, nr
11–12 (178)/1995, s. 6–7.
[85] Papieska
Rada Iustitia et Pax, Kompendium nauki społecznej Kościoła,
171.
[86] Św. Jan
Paweł II, Enc. Centesimus annus (1
maja 1991), 31: AAS 83 (1991), s. 831.
[87] Tenże, Homilia
podczas Mszy św. sprawowanej dla rolników w Recife, Brazylia (7 lipca
1980), 4: AAS 72 (1980), s. 926: Ziemia jest darem
Boga dla wszystkich ludzi, Tenże, Nauczanie papieskie, t.
III, 2, oprac. E. Weron, A. Jaroch, Poznań-Warszawa 1986, s. 97.
[88] Tenże,
Enc. Laborem exercens (14
września 1981), 19: AAS 73 (1981), s. 626.
[89] Franciszek,
Enc. Laudato si’ (24 maja 2015), 93: AAS 107 (2015), 884; por. Tenże,
Enc. Fratelli tutti (3
października 2020), 120: AAS 112 (2020), s. 1010.
[90] Tenże,
Adhort. apost. Evangelii
gaudium (24 listopada 2013), 189: AAS 105
(2013), s. 1099.
[91] Por.
Papieska Rada Iustitia et Pax, Kompendium nauki społecznej
Kościoła, 187.
[92] Por.
Leon XIII, Enc. Rerum novarum (15 maja 1891), 26: ASS 23
(1890–1891), s. 656: Dokumenty nauki społecznej Kościoła, cz. 1,
red. M. Radwan, L. Dyczewski, A. Stanowski, Rzym–Lublin 1987, s. 54–55.
[93] Por. Św.
Jan Paweł II, Enc. Centesimus annus (1 maja 1991), 11: AAS 83 (1991), s. 806–807.
[95] Por. tamże,
48: AAS 83 (1991), s. 852–854.
[96] Por.
Franciszek, Enc. Fratelli tutti (3
października 2020), 169: AAS 112 (2020), s. 1028.
[97] Por. tamże, 168: AAS 112 (2020), s. 1027–1028.
[98] Por.
Św. Paweł VI, Enc. Populorum progressio (26 marca 1967),
17: AAS 59 (1967), s. 265–266: Dokumenty nauki
społecznej Kościoła, cz. 1, red. M. Radwan, L. Dyczewski, A. Stanowski,
Rzym–Lublin 1987, s. 397–398.
[99] Franciszek,
Enc. Fratelli tutti (3
października 2020), 32, 54: AAS 112 (2020), s. 980, 988.
[100] Por.
Benedykt XVI, Enc. Caritas in
veritate (29 czerwca 2009), 58: AAS 101
(2009), s. 693–694.
[101] Franciszek,
Enc. Fratelli tutti (3
października 2020), 116: AAS 112 (2020), s. 1009.
[102] Św. Jan
Paweł II, Enc. Sollicitudo rei
socialis (30 grudnia 1987), 38: AAS 80
(1988), s. 564.
[103] Franciszek,
Enc. Fratelli tutti (3
października 2020), 116: AAS 112 (2020), s. 1009.
[104] Por.
Benedykt XVI, Enc. Caritas in
veritate (29 czerwca 2009), 48: AAS 101
(2009), s. 685.
[105] Por.
Sobór Watykański II, Konst. duszp. Gaudium et spes, 25: AAS 58
(1966), s. 1045–1046.
[106] Por.
Św. Jan Paweł II, Enc. Sollicitudo rei socialis (30 grudnia 1987), 42: AAS 80 (1988), s. 572–574.
[107] Franciszek,
Adhort. apost. Evangelii gaudium (24 listopada 2013), 53: AAS 105 (2013), s. 1042.
[108] Por.
Św. Jan Paweł II, Enc. Sollicitudo rei socialis (30 grudnia 1987), 36–37: AAS 80 (1988), s. 561–564.
[109] Franciszek, Orędzie na CX
Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy 2024 (29 września
2024): AAS 116 (2024), s. 735: Bóg idzie ze swoim
ludem, „L’Osservatore Romano”, wyd. polskie, nr 6 (463)/2024, s. 40.
[110] Św.
Paweł VI, Enc. Populorum progressio (26 marca 1967), 14: AAS 59
(1967), s. 264: Dokumenty nauki społecznej Kościoła, cz. 1, red. M.
Radwan, L. Dyczewski, A. Stanowski, Rzym–Lublin 1987, s. 397.
[111] Por. tamże,
17: AAS 59 (1967), s. 265–266: Dokumenty nauki
społecznej Kościoła, cz. 1, red. M. Radwan, L. Dyczewski, A. Stanowski,
Rzym–Lublin 1987, s. 397–398; Franciszek, Enc. Fratelli tutti (3
października 2020), 125–127: AAS 112 (2020), s. 1012–1013.
[112] Por. Św.
Paweł VI, Enc. Populorum progressio (26 marca 1967), 14: AAS 59
(1967), s. 264: Dokumenty nauki społecznej Kościoła, cz. 1, red. M.
Radwan, L. Dyczewski, A. Stanowski, Rzym–Lublin 1987, s. 397; Benedykt
XVI, Przemówienie do Korpusu Dyplomatycznego akredytowanego przy
Stolicy Apostolskiej (8 stycznia 2007): AAS 99
(2007), s. 73: Wolność religijna wyrazem ludzkiej wolności, „L’Osservatore
Romano”, wyd. polskie, nr 2 (290)/2007, s. 19–21; Franciszek, Przemówienie
do przedstawicieli ludów rdzennych z okazji XL Sesji Rady Zarządu
Międzynarodowego Funduszu Rozwoju Rolnictwa (15 lutego 2017): AAS 109
(2017), s. 244–245.
[113] Dokument
końcowy Drugiej Sesji XVI Zwyczajnego Zgromadzenia Ogólnego Synodu
Biskupów (26 października 2024), 17.
[114] Por. tamże,
11.
[115] Por. tamże,
103–108.
[116] Por. tamże,
100–101.
[117] Por.
Franciszek, Enc. Fratelli tutti (3
października 2020), 94: AAS 112 (2020), s. 1001.
[118] Por.
Papieska Rada Iustitia et Pax, Kompendium nauki społecznej
Kościoła, 53.
[119] Por.
Franciszek, Enc. Laudato si’ (24 maja 2015), 106–109, AAS 107 (2015), s. 889–891.
[120] R.
Guardini, Das Ende der Neuzeit, Würzburg 1951, s. 89: Koniec
czasów nowożytnych. Świat i osoba. Wolność, łaska, los, tłum. Z.
Włodkowa, M. Turowicz, J. Bronowicz, Kraków 1969, s. 68.
[121] Św.
Paweł VI, Przemówienie z okazji XXV rocznicy powstania FAO (16
listopada 1970), AAS 62 (1970), s. 833.
[122] Por.
Franciszek, Przemówienie do Rady ds. Kapitalizmu Inkluzywnego (11
listopada 2019), „L’Osservatore Romano”, 11–12 listopada 2019, s. 8.
[123] Por.
Dykasteria Nauki Wiary – Dykasteria Kultury i Edukacji, Nota Antiqua et
nova (14 stycznia 2025), AAS 117 (2025), s. 159–210;
Franciszek, Orędzie na LVII
Światowy Dzień Pokoju (8 grudnia 2023), AAS 116
(2024), s. 54–64: Sztuczna inteligencja i pokój, „L’Osservatore
Romano”, wyd. polskie, nr 1 (459)/2024, s. 4–9; Tenże, Orędzie na LVIII
Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu (24 stycznia
2024): AAS 116 (2024), s. 261–266: Sztuczna
inteligencja i mądrość serca – dla komunikacji w pełni ludzkiej,
„L’Osservatore Romano”, wyd. polskie, nr 2–3 (460)/2024, s. 4–7; Tenże, Przemówienie
podczas Sesji G7 poświęconej sztucznej inteligencji. „Narzędzie fascynujące i
zarazem przerażające” (14 czerwca 2024): AAS 116
(2024), s. 866–875; Międzynarodowa Komisja Teologiczna, „Quo vadis,
humanitas?” Namysł nad antropologią chrześcijańską wobec niektórych scenariuszy
dotyczących przyszłości człowieka (9 lutego 2026); Orędzie na LX
Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu (24 stycznia
2026): „L’Osservatore Romano”, 24 stycznia 2026, s. 2–3: Chronić
ludzkie głosy i twarze, „L’Osservatore Romano”, wyd. polskie, nr 2–3
(480)/2026, s. 48–51.
[124] Por.
Dykasteria Nauki Wiary – Dykasteria Kultury i Edukacji, Nota Antiqua et
nova (14 stycznia 2025), 96: AAS 117 (2025), s. 201.
[125] Franciszek, Przemówienie
do uczestników spotkania „Minerva Dialogues”, zorganizowanego przez Dykasterię
Kultury i Edukacji (27 marca 2023): AAS 115 (2023),
s. 465.
[126] Por.
Dykasteria Nauki Wiary – Dykasteria Kultury i Edukacji, Nota Antiqua et
nova (14 stycznia 2025), 41: AAS 117 (2025), s. 178.
[127] Por. tamże,
44–45, AAS 117 (2025), s. 179–180.
[128] Por.
Św. Jan Paweł II, Enc. Centesimus annus (1 maja 1991), 40: AAS 83 (1991), s. 843.
[129] Por. Międzynarodowa
Komisja Teologiczna, „Quo vadis, humanitas?” Namysł nad antropologią
chrześcijańską wobec niektórych scenariuszy przyszłości człowieka (9
lutego 2026), 63.
[130] Por. Św.
Paweł VI, Przemówienie z okazji XXV rocznicy powstania FAO (16
listopada 1970): AAS 62 (1970), s. 833.
[131] Międzynarodowa
Komisja Teologiczna, „Quo vadis, humanitas?” Namysł nad antropologią
chrześcijańską wobec niektórych scenariuszy przyszłości człowieka (9
lutego 2026), 3.
[132] „Jeśli
serce jest dewaluowane, dewaluuje się również to, co oznacza mówienie od serca,
działanie z sercem, dojrzewanie i uzdrawianie serca. Kiedy nie doceniamy
specyfiki serca, tracimy odpowiedzi, których sama inteligencja nie może dać,
tracimy spotkanie z innymi, tracimy poezję. Tracimy także historię i nasze
dzieje, ponieważ prawdziwa osobista przygoda to ta, którą buduje się zaczynając
od serca. U schyłku życia tylko to będzie się liczyć”: Franciszek, Enc. Dilexit nos (24 października 2024), 11: AAS 116 (2024), s. 1372.
[133] V.
Frankl, Man’s Search for Meaning. An Introduction to Logotherapy, Boston 1963,
s. 213: Człowiek w poszukiwaniu sensu, tłum. A. Wolnicka, Warszawa
2009, s. 197.
[134] Św.
Tomasz z Akwinu, Summa Theologiae, I-II, q. 112, a. 1, co.; q. 114,
a. 5, co.: ed. Leonina, VII, Roma 1892, s.
323, 349.
[135] Por. tamże,
q. 114, a. 1, co.: ed. Leonina, VII, 344.
[136] Por.
Tenże, Super Boetium De Trinitate, q. 1, a. 2, ad 3: ed. Leonina,
L, Roma 1992, s. 96; Summa Theologiae, I, q. 7, a. 1, ad 3: ed.
Leonina, IV, Roma 1888, s. 72.
[137] Franciszek,
Adhort. apost. Evangelii gaudium (24 listopada 2013), 8: AAS 105 (2013), s. 1022.
[138] Św. Jan
Paweł II, Enc. Redemptor hominis (4 marca 1979), 15: AAS 71 (1979), s. 286–287.
[139] Św.
Augustyn, De civitate Dei, XIV, 28: CCSL 48,
Turnhout 1955, s. 451: Państwo Boże, tłum. W. Kubicki, Kęty
2002, s. 546.
[140]Benedykt XVI,
Enc. Caritas in veritate (29 czerwca 2009), 34: AAS 101 (2009), s. 668–669.
[141] Św. Jan
Paweł II, Enc. Veritatis
splendor (6 sierpnia 1993), 32: AAS 85
(1993), s. 1159.
[142] Franciszek,
Enc. Fratelli tutti (3
października 2020), 207: AAS 112 (2020), s. 1043.
[143] H.
Arendt, The Origins of Totalitarianism, t. III, New York 1962, s.
474: Korzenie totalitaryzmu, tłum. M. Szawiel, D. Grinberg,
Warszawa 1993, s. 510.
[144] Przemówienie do
pracowników mediów (12 maja 2025): AAS 117
(2025), s. 681–682: Rozbrójmy słowa, a przyczynimy się do rozbrojenia
Ziemi, „L’Osservatore Romano”, wyd. polskie, nr 5 (472)/2025, s. 26.
[145] Benedykt
XVI, Orędzie na XLVII
Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu (24 stycznia
2013): AAS 105 (2013), s. 183: Serwisy
społecznościowe: portale prawdy i wiary; nowe przestrzenie ewangelizacji, „L’Osservatore
Romano”, wyd. polskie, nr 3–4 (351)/2013, s. 11.
[146] Franciszek, Przemówienie
z okazji wręczenia insygniów Kawalera i Damy Wielkiego Krzyża Orderu Piusa IX
Panu Philipowi Pullelli i Pani Valentinie Alazraki (13 listopada
2021): „L’Osservatore Romano”, 13 listopada 2021, s. 12.
[147] Por.
Platon, List VII, 344b-c: ed. Souilhé, t. XIII/1, Paris 1931
( CUF, Série grecque 63), s. 54: Tenże, Listy (Biblioteka
Klasyków Filozofii), przeł. M. Maykowska, przedm. i koment. uzup. M. Pąkcińska,
Warszawa 1987, s. 55–56.
[148] Por. Przemówienie
do uczestników Konferencji „The Dignity of Children and Adolescents in the Age
of Artificial Intelligence” (13 listopada 2025): „L’Osservatore
Romano”, 13 listopada 2025, s. 3.
[149] Por. Przemówienie
do członków Advisory Board RCS Academy (7 listopada 2025):
„L’Osservatore Romano”, 7 listopada 2025, s. 4.
[150] Św. Jan
Paweł II, Enc. Laborem exercens (14
września 1981), 3: AAS 73 (1981), s. 584.
[151] Por.
Franciszek, Enc. Laudato si’ (24
maja 2015), 128: AAS 107 (2015), s. 898.
[152] Dykasteria
Nauki Wiary – Dykasteria Kultury i Edukacji, Nota Antiqua et nova (14
stycznia 2025), 67: AAS 117 (2025), s. 188–189.
[153] Por. Św.
Jan Paweł II, Enc. Laborem exercens (14 września 1981), 18: AAS 73 (1981), s. 622–625.
[154] Por.
Franciszek, Enc. Laudato si’ (24 maja 2015), 109: AAS 107 (2015), s. 891.
[155] Por.
Benedykt XVI, Enc. Caritas in veritate (29 czerwca 2009), 32: AAS 101 (2009), s. 666.
[156] Por. Papieska
Rada Iustitia et Pax, Kompendium nauki społecznej Kościoła,
268.
[157] Por. Benedykt XVI, Enc. Caritas in veritate (29 czerwca 2009), 64: AAS 101 (2009), s. 698.
[158] Por.
Franciszek, Enc. Laudato si’ (24 maja 2015), 129: AAS 107 (2015), s. 899.
[160] Por. Tenże,
Enc. Fratelli tutti (3
października 2020), 108: AAS 112 (2020), s. 1006.
[161] Por.
Kongregacja Nauki Wiary – Dykasteria do spraw Służby Integralnemu Rozwojowi
Człowieka, „Oeconomicae et pecuniariae quaestiones”. Rozważania służące
etycznemu rozeznaniu niektórych aspektów współczesnego systemu
gospodarczo-finansowego (6 stycznia 2018), 6: AAS 110
(2018), s. 772.
[162] Franciszek, Pozdrowienie
do pracowników Międzynarodowego Funduszu Rozwoju Rolnictwa (IFAD) (14
lutego 2019): AAS 111 (2019), s. 309. Por. Benedykt XVI, Enc. Caritas in veritate (29 czerwca 2009), 22: AAS 101 (2009), s. 657.
[163] Por. tamże, 36: AAS 101 (2009), s. 671–672.
[164] Por.
Franciszek, Adhort. apost. Evangelii gaudium (24 listopada 2013), 204: AAS 105 (2013), s.
1105–1106.
[165] Por.
Św. Paweł VI, Enc. Populorum progressio (26 marca 1967),
87: AAS 59 (1967), s. 299.
[166] Por.
Św. Jan Paweł II, Enc. Centesimus annus (1 maja 1991), 39: AAS 83 (1991), s. 841.
[167] Por. Papieska
Rada Iustitia et Pax, Kompendium nauki społecznej Kościoła,
211.
[168] Por. Św.
Jan Paweł II, List Gratissimam sane (2 lutego 1994), 17: AAS 86
(1994), s. 903–906: List do Rodzin z okazji Roku Rodziny 1994,
„L’Osservatore Romano”, wyd. polskie, nr 3 (161)/1994, s. 24–25.
[169] Por.
Konferencja Biskupów Katolickich Stanów Zjednoczonych, Sons and
Daughters of the Light. A Pastoral
Plan for Ministry with Young Adults (12 listopada 1996), Washington D.C. 1996, I, 3.
[170] Por.
Papieska Rada Iustitia et Pax, Kompendium nauki społecznej
Kościoła, 290.
[171] Por. tamże,
214.
[172] Por.
Franciszek, Orędzie na
XLVIII Światowy Dzień Pokoju (8 grudnia 2014), 4: AAS 107
(2015), s. 70–71: Już nie niewolnicy, lecz bracia, „L’Osservatore
Romano”, wyd. polskie, nr 12 (367)/2014, s. 6–7.
[173] Por.
Międzynarodowa Komisja Teologiczna, Pamięć i pojednanie. Kościół i winy
przeszłości, Città del Vaticano 2000, 5.3.
[174] Jak na
przykład w Bullach Eugeniusza IV Sicut dudum (13 stycznia
1435) i Etsi suscepti (9 stycznia 1442) oraz w Bullach
Mikołaja V Dum diversas (18 czerwca 1452) i Romanus
Pontifex (8 stycznia 1455). Naciski polityczne, a niekiedy także
ekonomiczne, przeważały nad wymogami ewangelicznymi. Ewangelizacja była w ten
sposób często naginana albo błędnie interpretowana pod wpływem ingerencji władz
doczesnych, co prowadziło do relatywizowania niezgodności niewolnictwa z
sumieniem chrześcijańskim.
[175] Por.
Leon XIII, Enc. In plurimis (5 maja 1888): Acta Leonis
XIII, t. VIII, Roma 1889, s. 169–192: Breviarium missionum. Wybór
dokumentów Kościoła dotyczących dzieła misyjnego, t. 1, oprac.
B. Wodecki, F. Wodecki, F. Zapłata, Warszawa 1979, s. 154–172. Warto
zauważyć, że jeszcze w 1866 r. Święte Oficjum rozróżniało między niemoralnymi i
moralnymi aspektami poddaństwa, nie potępiając go w pełni: Rzym, Archiwum
Dykasterii Nauki Wiary, Istr. 1293: Instrukcja
Świętego Oficjum w odpowiedzi na różne wątpliwości biskupa Massaia, Wikariusza
Apostolskiego w kraju Galla [ Oromo], kwiecień 1866,
odpowiedź na pytanie 15.
[176] Por. Św.
Jan Paweł II, Bulla Incarnationis mysterium (29 listopada
1998), 11: AAS 91 (1999), s. 139–141: Bulla
ogłaszająca Wielki Jubileusz Roku 2000, „L’Osservatore Romano”, wyd.
polskie, nr 1 (209)/1999, s. 13–15.
[177] Por.
Św. Paweł VI, Regina caeli (17 maja 1970): Insegnamenti
di Paolo VI, t. VIII, Città del Vaticano 1971, s. 506.
[178] Por.
Franciszek, Enc. Fratelli tutti (3
października 2020), 183: AAS 112 (2020), s. 1033–1034.
[179] Por.
Sobór Watykański II, Konst. duszp. Gaudium et spes, 26: AAS 58
(1966), s. 1046–1047.
[180] Św.
Paweł VI, Przemówienie na forum XX Zgromadzenia Ogólnego Narodów
Zjednoczonych (4 października 1965): AAS 57 (1965),
s. 877–881.
[181] Organizacja
Narodów Zjednoczonych, Karta Narodów Zjednoczonych (26 czerwca
1945), Preambuła.
[182] Por.
Franciszek, Enc. Fratelli tutti (3
października 2020), 258: AAS 112 (2020), s. 1060–1061.
„Faktycznie, w ostatnich dekadach wszystkie wojny były rzekomo
«usprawiedliwione». Katechizm Kościoła Katolickiego mówi o
możliwości uprawnionej obrony przy użyciu siły zbrojnej, co
oznacza wykazanie, że istnieją pewne «ścisłe warunki uprawnienia moralnego».
Łatwo jest jednak popaść w zbyt szeroką interpretację tego możliwego prawa.
Próbuje się w ten sposób usprawiedliwić także ataki «prewencyjne» lub działania
wojenne, które łatwo pociągają za sobą «poważniejsze zło i zamęt, niż zło,
które należy usunąć»”; por. KKK, 2309.
[183] Por.
Dykasteria Nauki Wiary – Dykasteria Kultury i Edukacji, Nota Antiqua et
nova (14 stycznia 2025), 99: AAS 117 (2025), s.
202–203.
[184] Por. tamże,
103: AAS 117 (2025), s. 204.
[185] Por. Przemówienie
do uczestników Zgromadzenia Dzieł Pomocy Kościołom Wschodnim (ROACO) (26
czerwca 2025): AAS 117 (2025), s. 847–849.
[186] Por.
Franciszek, Orędzie na LIII
Światowy Dzień Pokoju (8 grudnia 2019): AAS 112
(2020), s. 54–61: Pokój jako droga nadziei – dialog, pojednanie i
nawrócenie ekologiczne, „L’Osservatore Romano”, wyd. polskie, nr 1
(419)/2020, s. 4–7.
[187] J.R.R.
Tolkien, The Lord of the Rings. Part III: The Return of the King,
New York 1965, s. 190: Władca Pierścieni, t. III: Powrót
Króla, tłum. M. Skibniewska, Warszawa 1990, s. 148.
[188] Przemówienie do
pracowników mediów (12 maja 2025): AAS 117
(2025), s. 682: Rozbrójmy słowa, a przyczynimy się do rozbrojenia Ziemi,
„L’Osservatore Romano”, wyd. polskie, nr 5 (472)/2025, s. 26.
[190] Św. Jan
Paweł II, Orędzie na XXXI
Światowy Dzień Pokoju (1 stycznia 1998), 1: AAS 90
(1998), s. 147: Sprawiedliwość każdego człowieka źródłem pokoju dla
wszystkich, „L’Osservatore Romano”, wyd. polskie, nr 1 (199)/1998, s. 4.
[191] Św.
Augustyn, Enarrationes in Psalmos, 84, 12: CCSL 39,
Turnhout 1956, s. 1172–1173: Objaśnienia Psalmów. Ps 78–102, tłum.
J. Sulowski, oprac. E. Stanula, Warszawa 1986, s. 83–84.
[192] Por. Franciszek, Enc. Dilexit nos (24 października 2024), 22: AAS 116 (2024), s.
1375–1376.
[193] Por.
Tenże, Enc. Fratelli tutti (3
października 2020), 115: AAS 112 (2020), s. 1008–1009.
[194] Por. tamże,
261: AAS 112 (2020), s. 1062.
[195] Por. Św.
Paweł VI, Przemówienie na forum XX Zgromadzenia Ogólnego Narodów
Zjednoczonych (4 października 1965): AAS 57 (1965),
s. 878–879.
[196] Por.
Pius XII, Orędzie radiowe Un’ora grave (24 sierpnia
1939): AAS 23 (1939), s. 334.
[197] G. La
Pira, Riflessioni sul Concilio. Discorso del Sindaco di
Firenze Prof. Giorgio La Pira alle «Guides de France» (Rzym, 4 września 1962),
Firenze 1962, s. 6.
[198] Przemówienie
do uczestników Jubileuszu Kościołów Wschodnich (14 maja 2025): AAS 117
(2025), s. 686: Apel do przywódców: spotkajmy się, rozmawiajmy,
negocjujmy!, „L’Osservatore Romano”, wyd. polskie, nr 5 (472)/2025, s.
30.
[199] Por.
Franciszek, Enc. Fratelli tutti (3
października 2020), 271: AAS 112 (2020), s. 1066.
[200] Por.
Tenże, Apel o pokój w
Asyżu z okazji Światowego Dnia Modlitwy o Pokój „Pragnienie pokoju. Religie i
kultury w dialogu” (20 września 2016): AAS 108
(2016), s. 1124.
[201] Tenże, Przemówienie do
członków Korpusu Dyplomatycznego akredytowanego przy Stolicy Apostolskiej z
okazji składanych życzeń noworocznych (9 stycznia
2025): AAS 117 (2025), s. 110: „L’Osservatore Romano”, wyd.
polskie, nr 1 (469)/2025, s. 47.
[202] Por.
Tenże, Przemówienie do uczestników XXXVIII Sesji FAO (20
czerwca 2013): AAS 105 (2013), s. 616–617.
[203] Pierwsze
błogosławieństwo „Urbi et Orbi” (8 maja 2025): AAS 117
(2025), s. 660: Chcemy być Kościołem, który zawsze szuka pokoju,
„L’Osservatore Romano”, wyd. polskie, nr 5 (472)/2025, s. 8.
[205] Por. Homilia podczas
Pierwszych Nieszporów uroczystości Świętej Bożej Rodzicielki Maryi (31
grudnia 2025): „L’Osservatore Romano”, 2 stycznia 2026, s. 1–2: „L’Osservatore
Romano”, wyd. polskie, nr 1 (479)/2026, s. 66–67.
[206] Por. Homilia Mszy w
dzień Narodzenia Pańskiego (25 grudnia 2025):
„L’Osservatore Romano”, 27 grudnia 2025, s. 3: „L’Osservatore Romano”, wyd.
polskie, nr 1 (479)/2026, s. 59–60.
[208] Por. Modlitwa Anioł
Pański w uroczystość Objawienia Pańskiego (6 stycznia
2026): „L’Osservatore Romano”, 7 stycznia 2026, s. 3: „L’Osservatore Romano”,
wyd. polskie, nr 1 (479)/2026, s. 73–74.
[209] Por. Homilia Mszy w
nocy Narodzenia Pańskiego (24 grudnia 2025): „L’Osservatore
Romano”, 27 grudnia 2025, s. 2: „L’Osservatore Romano”, wyd. polskie, nr 1
(479)/2026, s. 57–59.
[210] P. de
Bérulle, Discours de l’état et des grandeurs de Jésus, Discours IV,
Unité de Dieu en l’incarnation: Œuvres complètes, Paris 1856, kol. 218.
[211] Tamże.
[212] Por. Przemówienie
na Konferencji „Artificial Intelligence and Care of Our Common Home” (5
grudnia 2025): „L’Osservatore Romano”, 5 grudnia 2025, s. 2.
[213] Benedykt XVI,
Enc. Deus caritas est (25 grudnia 2005), 14: AAS 98
(2006), s. 228–229.
[214] Św.
Augustyn, Sermones, 272: In die Pentecostes ad
infantes de sacramento: PL 38, Paris 1865, kol.
1247: Karmię was tym, czym sam żyję. Ojcowie
Kościoła prowadzą przez święta roku kościelnego, oprac. M.
Starowieyski, komentarze J. Miazek, Kraków 2015, s. 285.
[215] Benedykt
XVI, Homilia podczas Mszy Wieczerzy Pańskiej (21 kwietnia
2011): AAS 103 (2011), s. 321: Eucharystia jest
tajemnicą wielkiej bliskości i komunii każdego człowieka z Panem,
„L’Osservatore Romano”, wyd. polskie, nr 6 (334)/2011, s. 35.
[216] Przemówienie do
Kurii Rzymskiej z okazji życzeń na święta Bożego Narodzenia (22
grudnia 2025): „L’Osservatore Romano”, 22 grudnia 2025, s. 6–7: „L’Osservatore
Romano”, wyd. polskie, nr 1 (479)/2026, s. 56.
[217] Por. n.
11–14 w niniejszej Encyklice.
[218] Por. Przemówienie
na konferencji „The Dignity of Children and Adolescents in the Age of
Artificial Intelligence” (13 listopada 2025): „L’Osservatore Romano”,
13 listopada 2025, s. 3.
[219] Por.
Benedykt XVI, Enc. Caritas in veritate (29 czerwca 2009), 34: AAS 101 (2009), s. 668–670.
[220] Franciszek,
Adhort. apost. Laudate Deum (4
października 2023), 67: AAS 115 (2023), s. 1059.
[221] Por. Modlitwa Anioł
Pański w uroczystość Objawienia Pańskiego (6 stycznia
2026): „L’Osservatore Romano”, 7 stycznia 2026, s. 3: „L’Osservatore Romano”,
wyd. polskie, nr 1 (479)/2026, s. 73.
[222] Benedykt
XVI, Audiencja generalna (15 lutego 2006): „L’Osservatore
Romano”, 16 lutego 2006, s. 4: „Magnificat” – Pieśń Maryi, „L’Osservatore
Romano”, wyd. polskie, nr 4 (282)/2006, s. 45–46.
[223] Medytacja
podczas czuwania modlitewnego i modlitwy różańcowej o pokój (11
października 2025): „L’Osservatore Romano”, 13 października 2025, s. 2: Medytacja
podczas Jubileuszu Duchowości Maryjnej, „L’Osservatore Romano”, wyd.
polskie, nr 10 (476)/2025, s. 61–62.
[224] Św.
Paweł VI, Homilia w sanktuarium Matki Bożej w Bonarii (24
kwietnia 1970): AAS 62 (1970), s. 301.
Pierwsza
encyklika Leona XIV. Papież ostrzega świat przed sztuczną inteligencją


Komentarze
Prześlij komentarz
Nieustanne potrzeby??? Nieustająca Pomoc!!!
Witamy u Mamy!!!